poniedziałek, 15 czerwca 2015

Chapter Seven

******  

~Liam~

         Siedziałem na łóżku w swojej sypialni i powoli śledziłem tekst na kartkach, które dwa dni temu otrzymaliśmy od szefostwa. Historia, napisana przez tą dziewczynę naprawdę mnie wciągnęła i od momentu, kiedy zacząłem ją czytać, nie mogłem przestać o niej myśleć. Za każdym razem, kiedy odkładałem papier na stolik nocny, zaczynałem zastanawiać się, co może wydarzyć się za chwilę. Z każdym kolejnym akapitem zatracałem się coraz bardziej i już przy pierwszym rozdziale wiedziałem, że muszę zdobyć link do bloga.
          Podniosłem się z posłania i udałem do kuchni. Na jutro chciałem przeczytać całe opowiadanie, ale mój żołądek zaczął domagać się jakiegokolwiek pożywienia. Od śniadania nawet nie zajrzałem do lodówki. Nie miałem na to czasu - musiałem czytać opowiadanie.

~Danielle~

          Siedziałam na podłodze w swoim pokoju, tępo wpatrując się w ścianę na przeciwko mnie. Plecami opierałam się o łóżko, a dłonie zajęłam niewielką piłką, wykonaną z kauczuku. Mojej matki nie było w domu, ani w mieście, przez co mogłam odetchnąć z ulgą. Przez najbliższe dwa dni, nie musiałam przejmować się tym, że mogę niespodziewanie oberwać od matki. Dzięki temu mogłam całkowicie skupić się na pracy nad moim blogiem. Musiałam tylko pilnować porządku dnia.
      Postanowiłam, że nie będę chodzić do szkoły i przedłużę sobie weekend - był czwartek. Rany na mojej twarzy zagoją się przez ten czas przynajmniej do tego stopnia, że będę mogła ukryć je pod mniejszą warstwą makijażu. Może w ten sposób przyciągnę mniejszą uwagę ludzi dookoła.
          Niall dowiedział się o tym, że to ja piszę jednego z najpopularniejszych blogów na świecie. Powiedziałam mu o wszystkim, doskonale wiedząc, że on mnie nie wyda. W końcu był moim najlepszym przyjacielem.
          Z cichym westchnieniem rzuciłam przed siebie piłeczką, która odbiła się od ściany i wróciła do mnie. Złapałam ją w ostatnim momencie. Wena nagle mnie opuściła i tak bardzo jak chciałam cokolwiek napisać - nie mogłam z siebie nic wykrzesić. Byłam na siebie wściekła za to, że nie mogłam skorzystać z chwili spokoju.
          Warknęłam po nosem, kiedy zabawka uderzyła mnie w czoło i odleciała na bok, turlając się od razu pod szafkę. Niechętnie podniosłam się z podłogi, ruszając w kierunku salonu. Miałam nadzieję, że może kiedy w telewizji puszczą jedną z moich ulubionych piosenek, to natchnienie powróci.

~Liam~

          Nie lubię ludzi, którzy spóźniają się, od innych wymagając tym samym punktualności. Od kilkunastu minut siedzieliśmy z chłopakami w gabinecie szefa i bezsensownie rozglądaliśmy się po całym pomieszczeniu, chcąc jakoś zagospodarować swój zmarnowany czas. Niall grzebał w telefonie, Harry przyglądał się swoim paznokciom, Louis wykazywał duże zainteresowanie butami Zayna, który z kolei bezsensownie śledził wzrokiem śnieżno-biały sufit. Ja sam natomiast wyglądałem przez okno i zastanawiałem się, kiedy zacznie padać deszcz.
          Na szczęście postanowiono w końcu się nad nami zlitować i porozmawiać. Szeroko uśmiechnięty mężczyzna wszedł do swojego gabinetu, od razu zajmując miejsce za biurkiem. Włączył monitor za pomocą jednego guzika i odwrócił się przodem do nas, jednak żaden nawet nie drgnął, nie mając zamiaru odrywać się od swoich zajęć.
      - Przepraszam za te opóźnienia, chłopcy, ale miałem jedną, bardzo ważną sprawę do załatwienia. Mam nadzieję, że przeczytaliście to, co wam przekazałem i każdy z was ma już odpowiedź. Na szczęście jest was pięciu, więc nie powinno być większych problemów z decyzją - zaśmiał się głupkowato, wyraźnie zadowolony z tego, co powiedział. Czasami zastanawiałem się, czy on robi to na poważnie, czy po prostu żartuje.
      - Tak właściwie... - zaczął spokojnie Zayn. - Tak właściwie to nawet nie zaczęliśmy - skończył. Wyraz twarzy mężczyzny diametralnie się zmienił. Rozbawienie znikło, zastąpione przez powagę, pomieszaną z wyraźną irytacją. Zmarszczyłem brwi, zdzwiony odpowiedzią przyjaciela. Nie spodziewałem się, że w taki sposób podejdą do tego wszystkiego. Ta znaczy Malika jeszcze byłem w stanie zrozumieć, w końcu to opowiadanie było o nim, ale na całej reszcie szczerze się zawiodłem.
      - Cóż, mam rozumieć, że żaden z was nawet nie spojrzał na dokumenty, z którymi prosiłem, żebyście się zapoznali?
      - Ja przeczytałem i muszę przyznać, że całkiem mi się spodobało - mruknąłem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Poczułem na sobie badawcze spojrzenia chłopaków.
          Po powrocie do domu Louisa dość sporo rozmawialiśmy na ten temat. Doszliśmy do wniosku, że wszystkiemu należy dać szansę i nie będzie nic złego w tym, że przeczytamy "historię Zayna i Mii". To dlatego kilka minut wcześniej byłem tak bardzo zdziwiony.
      - W takim razie - mężczyzna podrapał się dwoma palcami po brodzie, wyraźnie mocno się nad czymś zastanawiając. - Wydaje mi się, że skoro Liam jako jedyny przeczytał całe opowiadanie, uczciwie będzie jeśli pozwolimy mu podjąć decyzję.
      - Nie zgadzam się - natychmiast pokręciłem przecząco głową, otwierając nieznacznie szerzej oczy. - Jesteśmy zespołem i reklamowanie kogoś naszym imieniem leży w interesie całej naszej piątki.
      - W takim wypadku - szef przerwał na chwilę, sprawdzając godzinę którą wskazywał drogi zegarek na jego nadgarstku. - Mam teraz spotkanie w sprawie jednej z reklam. Macie pół godziny, a później chcę poznać waszą odpowiedź - i przelotnie życząc nam powodzenia, opuścił pomieszczenie, w którym natychmiast zapanowała niezręczna cisza.
          Żaden z nas nie wiedział, jak powinien rozpocząć rozmowę. Wbrew pozorom była to bardzo ważna decyzja. W końcu nie codziennie trzeba zastanawiać się nad promowaniem jednej z ponad kilku milionów fanek.
      - Uważam, że powinniśmy dać jej szansę - mruknął w końcu Louis. - Może i nie przeczytałem tego do końca, bo miałem kilka ważniejszych spraw, ale zaczęło się naprawdę interesująco. No i Liam powiedział przecież, że mu się spodobało - szatyn wzruszył obojętnie ramionami, patrząc na mnie niepewnie. Kiwnąłem twierdząco głową, posyłając mu lekki uśmiech.
      -  A ja uważam, że to beznadziejny pomysł. Dziewczyna i tak jest znana na całym świecie. Sami widzieliście, ile odsłon miał ten jej cały blog. Nie potrzebuje dodatkowego rozgłosu, świetnie radzi sobie sama - Zayn podniósł się z krzesła i usiadł na biurku, żeby znajdować się na przeciwko nas.
      - Zgadzam się z nim. Ile jeszcze ludzi będziemy musieli wypromować na naszej sławie, na którą tak długo musieliśmy pracować? Nam nie pomógł prawie nikt. Po przegranej sami musieliśmy sobie jakoś poradzić - westchnął cieżko Harry. Popatrzyliśmy na niego zdziwieni. Zawsze wydawało na się, że we wszystkim zgadza się z Lou.
      - Ona też musiała ciężko pracować na swój sukces. Możemy być dla niej takim xFactor 'em - wypalił nagle Tomlinson. Mulat natychmiast pokręcił przecząco głową, negując tym samym pomysł najstarszego z nas.
      - Proponuję głosowanie - powiedział Styles. - Kto jest przeciwko? - on i Zayn podnieśli ręce do góry. Usmiechnąłem się do siebie, pewny wygranej. - W takim razie, kto jest za? - tym razem ja i Louis zgłosiliśmy się. Popatrzyłem zdziwiony i jednocześnie oburzony postawą Irlandczyka. 
      - Niall, a ty? - warknąłem niemiło,  patrząc prosto na blondyna, wierzącego się na swoim siedzeniu. Przygryzał nerwowo wargę i nie patrzył na nas. Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że bije się z własnymi myślami.
      - W sumie każdy z was ma rację. Ta dziewczyna z jednej strony ma talent, który powinno się pokazać światu, ale z drugiej sama świetnie sobie radzi z promowaniem swojej historii - powiedział w końcu, zaczynając bawić się swoimi palcami. - Ale skoro nie będzie nas to nic kosztować, tylko tych kilka tweetów.
      - No dawaj stary, pokaz że jesteś facetem i podejmij męską decyzję - poradziłem go. Westchnął, spuszczając głowę.
      - Jestem za. Dajmy jej szansę. - mruknął w końcu, wywołując tym samym na mojej twarzy szeroki uśmiech.
Czuję, że to będzie ciekawa współpraca.

********
Odcinek w całości należy do Jesici. Postaram się napisać kolejny, wtedy będę już wiedzieć jaką mam sytuację w szkole.

10 KOMENTARZY NEXT

niedziela, 31 maja 2015

Chapter Six

********
~Liam~

          Przez całą drogę do budynku, gdzie mieściło się nasze szefostwo, zastanawiałem się, czego oni tak właściwie mogą od nas chcieć. Na pewno byłoby to coś ważnego, ponieważ w innym przypadku nie ściągaliby nas niecałe piętnaście minut po naszym wcześniejszym rozstaniu. W cale mi się to nie podobało. Kiedy oni mieli do nas jakąś nie cierpiącą zwłoki sprawę, mogliśmy być pewni, że przysporzy nam to jeszcze więcej pracy niż mieliśmy jej dotychczas. Westchnąłem ciężko, podbierając głowę na dłoni. Chyba nie docierało do nich, że my też jesteśmy ludźmi i mamy jakąś tam swoją wytrzymałość. Nasz dzień nie trwał trzydziestu godzin i potrzebowaliśmy chociaż kilku godzin odpoczynku. Cokolwiek planowali, jeżeli to wiązało się z większym wysiłkiem z naszej strony i kręceniem kolejnej reklamy, zamierzałem odmówić, nie zważając na konsekwencje mojej decyzji. Byłem pewny, że chłopaki są tego samego zdania.
          Louis zaparkował przed ogromnym, szklanym budynkiem i zgasił silnik samochodu. Żaden z nas jednak nie zamierzał opuścić pojazdu. Siedzieliśmy w ciszy, wpatrując się w nieokreślone punkty i zastanawialiśmy się nad różnymi sprawami. Osobiście, obmyślałem plan ucieczki z tego cholernego miejsca. Zawsze mogłem poprosić któregoś z przyjaciół, żeby wcisnął im jakąś wymówkę na mój temat - na przykład, że poczułem się gorzej i nie byłem w stanie przyjechać - a ja przeczekałbym tutaj, nie zważając na to, ile musiałbym poświęcić czasu na czekanie na nich. Wiedziałem, że nie mogę tak postąpić, chociaż była to bardzo kusząca perspektywa. Zachowałbym się nie fair w stosunku do całości zespołu. Jesteśmy jedną drużyną i nie powinniśmy zostawiać się w takich momentach.
          Zayn postanowił w końcu przerwać nasze milczenie. Otworzył drzwi i wysiadł z samochodu. Z mojego gardła po raz kolejny wydobyło się westchnienie rezygnacji, kiedy gramoliłem się zaraz za Malikiem. Zmrużyłem oczy i wolnym krokiem, wręcz ciągnąc za sobą nogi, ruszyłem w kierunku wejścia. Usłyszałem głośne pyknięcie, które oznaczało, że Tommo włączył alarm, odcinając tym samym jedną z dróg mojej ucieczki. Zrezygnowany pchnąłem szklane drzwi, zrobione z dwóch, ogromnych luster weneckich i wszedłem do środka, od razu przywitany przez chłód klimatyzacji. Skinąłem głową do Marry, trzydziestoletniej recepcjonistki, na przywitanie. Kobieta natychmiast pomachała do mnie i posłała mi szeroki uśmiech. Była całkiem przyjazną, brązowowłosą osobą z mężem i dzieckiem. 
          Niall nacisnął guzik z odpowiednim piętrem, kiedy wszyscy znaleźliśmy się już w windzie. Oparłem się plecami o jedną z jej ścian i skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej. Mojej głowy w dalszym ciągu nie opuszczały myśli na temat tego, czego mogą od nas chcieć. Pomysłów przybywało mi coraz więcej. Od planów na kolejną trasę koncertową, przez omówienie scenariusza jakiejś badziewnej reklamy, kończąc na rozwiązaniu zespołu. Szybko jednak zrezygnowałem z tego ostatniego, uświadamiając sobie, że dostarczamy im zbyt wielu środków, żeby od tak po prostu się nas pozbyli.
          Harry otworzył drzwi do średnich rozmiarów pokoju. Sam wszedł do niego na samym końcu, zaraz za mną. Wszyscy zajęliśmy miejsca, specjalnie przygotowane dla nas. Rozejrzałem się dookoła. Ściana na przeciwko nas była jednym, wielkim oknem. Stał przy niej mężczyzna, który odwrócił się do nas przodem zaraz po tym, jak usłyszał trzask zamykanych drzwi. Uśmiechnął się szeroko i zajął miejsce na obrotowym, skórzanym krześle. Zaczął grzebać coś w komputerze, a po chwili odezwał się swoim radosnym głosem.
      - Mam dla was pewną propozycję, dotyczącą pomocy w zaistnieniu pewnej młodej dziewczynie - przewróciłem oczami, a Zayn, siedzący obok mnie westchnął ciężko. Doskonale go rozumiałem. Miał dość pomagania młodym dziewczynom w zaistnieniu. - To nie tak, jak własnie pomyśleliście - mężczyzna zaśmiał się głośno, wyrzucając ręce w górę, w obronnym geście. Nie musiał tego robić. To raczej my powinniśmy bronić się przed nim każdą częścią naszych ciał. - Chodzi o pisarkę-amatorkę, która tworzy fanfiction z wami w roli głównej. Chcielibyśmy, żebyście przeczytali to opowiadanie. Jeżeli się zgodzicie, to umieścimy odnośnik do niego na waszej stronie internetowej i będziecie musieli kilkukrotnie wrazić swoje zdanie na jego temat, najlepiej na twitterze.
     - A co, jeżeli się nie zgodzimy? - zapytałem od razu. Nie za bardzo podobał mi się ten pomysł. Kiedyś, z ciekawości przeczytałem opowiadanie z tego gatunku na swój własny temat i no cóż... Nie powiem, żebym wymyślony ja jakoś bardzo przypadł sobie do gustu. Chociaż z drugiej strony przynajmniej wiedziałem, jak patrzą na mnie niektóre fanki. Przynajmniej tak mi się wydawało...
     - W takim wypadku zapominamy o całej sprawie. Wolałbym jednak, żeby wasza odpowiedź była pozytywna. Pokazalibyście w ten sposób swoim fankom, że jesteście z nimi całymi sercami, a i może zyskalibyście kilka nowych, których obchodzą takie pierdoły? - drzwi do pomieszczenia po raz kolejny otworzyły się. Młoda blondynka, będąca asystentką szefa, przyniosła pięć teczek, po czym przekazała po jednej każdemu z nas. Obierając od niej swój przydział, nawet na nią nie popatrzyłem, chociaż wiedziałem, że wręcz pożera mnie wzrokiem. Już nie raz miałem z nią do czynienia. Bycie łóżkowym trofeum raczej nie należy do moich najskrytszych marzeń. - Wbrew pozorom, opowiadanie jest bardzo dobre i przyjemnie się je czyta, więc nie powinniście mieć z tym większych problemów. Ten weekend macie wolny, więc na pewno zdołacie wygospodarować odrobinę czasu dla kilku rozdziałów historii.
     - Czy kiedykolwiek widział pan ten tekst na oczy? - zironizował Louis, uśmiechając się jednym kącikiem ust. Mężczyzna natychmiast zaśmiał się głośno, odchylając się nieznacznie na krześle. Po kilku sekundach opamiętał się i wyprostował. Nie zdołał jednak pozbyć się kpiącego uśmiechu z twarzy.
     - Nie, ale ludzie, z którymi rozmawiałem, byli wręcz zachwyceni ta historią - wzruszył obojętnie ramionami, po czym odwrócił twarz w kierunku monitora swojego komputera, na którym zaczął czegoś zawzięcie szukać. Nie minęło pół minuty, kiedy odwrócił go przodem do nas.
          Naszym oczom ukazał się Zayn, otoczony całą masą kolorowych kwiatków, lamp, drzewek, schodów i innych tego typu obrazków. Uśmiechał się szeroko, przyciągając do siebie jakąś dziewczynę, znajdująca się tyłem; wręcz wtulał się w nią. Miał zamknięte oczy. Chociaż była to jedynie grafika komputerowa, przerobiona w photoshopie, wyglądał jakby naprawdę cieszył się, że ma tę dziewczynę przy sobie, jakby był w niej wręcz zakochany. Szef przeciągnął suwakiem w dół strony. Z każdą kolejną sekundką pokazywała nam się inna część, jak się domyśliliśmy, bloga z opowiadaniem o nas. Utrzymany był raczej w różowych odcieniach, więc mogliśmy domyśleć się, że było to coś w rodzaju romansu. Popatrzyłem na bok, kiedy zauważyłem rządek cyferek, a nad nim napis 'wyświetlenia'. Mało nie zakrztusiłem się powietrzem, widząc ich ponad dwa miliony. Nie spodziewałem się, że głupie romansidło może przyciągnąć aż tak wielu czytelników. To my byliśmy powodem tego? A może to ta dziewczyna miała tak duży talent? Zdecydowanie, coraz bardziej chciałem przeczytać tę historię bez względu na to, jak bardzo oklepana miałaby nie być.
          Po przypomnieniu nam, że  poniedziałek mamy stawić się na czas w studiu nagraniowym i krótkim pożegnaniu, opuściliśmy budynek. Wsiedliśmy do samochodu Louisa, który natychmiast ruszył z miejsca, w kierunku swojego mieszkania. W tamtym momencie, alkohol, który przez cały czas chłodził się w lodówce, był nam niezmiernie potrzebny.
          Droga po raz kolejny minęła nam w zupełnej ciszy. Bawiłem się białą teczką, trzymaną na kolanach, przez co zupełnie zniszczyłem jej rogi. Po kryjomu zerknąłem na Zayna, który ze zmarszczonym czołem przeglądał zawartość teczki. Ten blog bardziej dotyczył jego, to on był głównym bohaterem, więc może zostawmy ostateczną decyzję Malikowi. 
          Szybko wysiadłem z auta, kiedy zatrzymaliśmy się na podjeździe i skierowałem się do kuchni. Wyjąłem pięć piw, rzucając je Louisowi, który swoim telefonem ściągał kapsle. Opadłem na kanapę obok Nialla, wyjmując plik kartek. Nie było ich dużo, jednak kiedy spojrzałem na tył, zauważyłem jedenaście rozdziałów. Nie było tak źle.

          " Sznur trzydziestu kobiet i dziewczyn ustawił się na scenie, tępo wpatrując się w siedzących przed nimi Jury. Simon uśmiechnął, próbując dodać nam otuchy, kiedy Nicole powoli wstała i podniosła do ust mikrofon. Zamarłam wsłuchując się w delikatny głos kobiety.
     - Wywołam teraz kilka osób, które przejdą do kolejnego etapu - powiedziała uśmiechając się - Za nim jednak to zrobię, chcę wam pogratulować. Nawet jeżeli wasza przygoda się zakończy w tym miejscu, możecie być z siebie dumni. Zaszliście naprawdę daleko.
          Uśmiechnęłam się delikatnie, nerwowo zaciskając pięści. To była dla mnie ogromna szansa, nie chciałam jej zaprzepaścić. Mimo moich ogromnych chęci nie mogłam nic zrobić. Teraz wszystko zależy od jurorów.
     - Jako pierwsza przechodzi...- zacisnęłam oczy, cicho modląc się pod nosem - Snatana O'Spiers!
          Opuściłam ramiona, głośno klaszcząc, kiedy wywołana dziewczyna wyszła przed szereg i zeszła ze sceny. Była mniej więcej w moim wieku, może odrobinę starsza. Oklaski ucichły, a napięcie można było znowu wyczuć w powietrzu.
     - Kolejną osobą jest... Rachel Berry! - blondynka obok mnie radośnie pisnęła i zbiegła ze sceny. Powoli przesunęłam się na jej miejsce, cierpliwie czekając na kolejne nazwiska. Wywoływane osoby, schodziły ze sceny, aż została nas tylko garstka. Przygryzłam wargę, ignorując metaliczny posmak krwi. Wpatrywałam się w Nicole, która wyraźnie pobladła na twarzy. Nerwowo odchrząknęła zerkając na listę z ostatnim nazwiskiem. Nie chciała być tą, która przekreśliła marzenia kilkunastu osobom. 
     - Ostatnie miejsce zajmie...- przełknęłam ślinę, czując jak moje gardło jest suche na wiór. - Jessica Robinson.
          Zamknęłam oczy, wydychając powietrze i czując jak całe napięcie ze mnie schodzi. Po chwili usłyszałam ciche szlochy i jęki zawodu. Odwróciłam się napięcie i nie zważając na słowa Nicole, zeszłam ze sceny. Zakryłam twarz włosami, nie chcąc, aby kamery nagrały moje łzy zawodu. Po chwili czułam, jak obejmują mnie ramiona Melissy. Nie zważając na otaczające nas kamery, rozpłakałam się. To był koniec."

          Przewróciłem kartkę, wpatrując się w wielkie litery " Chapter I ". Mimo, że przeczytałem dopiero prolog, chciałem wiedzieć więcej. Spojrzałem na chłopaków, którzy wyczekująco patrzyli na mnie i z powątpiewaniem bawili się plikiem kartek. Odetchnąłem cicho, uśmiechając się i wygodnie rozsiadając na kanapie.
     - Co jest? Lepiej zacznijcie czytać, to jest naprawdę super.

*****
Cześć wszystkim! Tutaj Jes z nowym rozdziałem! ;)
Z rzeczy bardziej ważnych to chyba nie mam nic. Od ostatniego rozdziału w sumie nic się nie zmieniło.
Gify i piosenka pojawia się później, ale na pewno będą ;)
Pozdrawiam, 
Evansik xox

8 komentarzy = next!

+ Kto chce być informowany, niech zostawi do siebie kontakt w zakładce ''Informuję''

niedziela, 24 maja 2015

Chapter Five


********

~Danielle~

     Zagryzłam zęby, zamykając oczy i oddychając głęboko.  Powoli odwróciłam się w stronę przyjaciela, dokładnie obserwując jego wyraz twarzy. Nerwowo przeczesałam włosy, zastanawiając się co mam powiedzieć blondynowi. Byłam zła na siebie za to, że nie wyłączyłam laptopa, przez co Niall dowiedział się o mojej tajemnicy.
     Chłopak spojrzał na mnie, momentalnie blednąc. Zdezorientowana patrzyłam na jego rosnące przerażenie, kiedy dokładnie przeskanował moją twarz, rozumiejąc dlaczego tak zareagował. Moja twarz musiała wyglądać o wiele gorzej niż myślałam.
        - Co ci się stało? - wyjąkał powoli podchodząc. Gwałtownie odskoczyłam w tył, machając rękoma, aby nie podchodził. Zatrzymał się kilka kroków ode mnie, ze zrezygnowaniem opuszczając wyciągnięte ręce. Oparłam się o ścianę za mną, powoli normując oddech i drżenie całego ciała. - Danielle, kto ci
to zrobił?
     Pokręciłam głową, powoli zsuwając się na podłogę. Piekące łzy spływały po moich policzkach, drażniąc siniaki i rany. Wszystkie moje starania, aby ukryć przed przyjaciółmi fakt, że moja własna matka mnie bije poszły na marne. Niall na pewno powie o tym reszcie. Nie chciałam być witana współczującymi spojrzeniami i ostrożnymi ruchami, aby przez przypadek nie zrobić mi krzywdy.
     Skuliłam się, mocno obejmując kolana ramionami. Chwilę później poczułam, jak obok mnie siada niepewnie blondyn. Żadne z nas nie odezwało się, a cisza panująca w pokoju, przerywana była tylko moimi szlochami.
        - Danielle.... co się stało?
     Nie odpowiedziałam. Zastanawiałam się jak mogę wybrnąć z tej sytuacji, mimo że nic nie mogłam już zrobić. Odetchnęłam głęboko, podnosząc głowę i opierając ją na ścianę za mną. Zamknęłam oczy, powstrzymując kolejne łzy. Nie mogę płakać z byle powodu.
        - To... moja mama. Nie jest z nią dobrze od kiedy tata nas zostawił. Łatwo się denerwuje, to wszystko -wyjąkałam.
        - I robi z ciebie worek treningowy? - warknął prostując się i gwałtownie wstając z miejsca. Wzdrygnęłam się przestraszona. -  Musisz iść z tym na policję, zgłosić to...
        - Nie, oszalałeś? - krzyknęłam czując jak po plecach przechodzi dreszcz przerażenia - Nie zgadzam się. Policja mi nie uwierzy, jestem jeszcze nieletnia, więc wsadzą mnie do domu dziecka. Nie zgadzam się na to Niall.
     Chłopak spojrzał na mnie z mordem w oczach, za nim zaczął robić kółka na mojej podłodze. To był zły pomysł, aby wpuścić tutaj Nialla. Przecież pogorszy jeszcze sprawę!
        - Dlaczego z góry zakładasz, że policja ci nie uwierzy?
     Prychnęłam, maskujące rozbawienie. Czasami Niall zachowywał się jak idiota.
        - Moja mama jest policjantką, zapomniałeś?
     Podniosłam się z podłogi, podchodząc do laptopa i zamykając go. Nie miałam pojęcia czy mam się cieszyć z tego, że moja sytuacja rodzinna odwróciła myśli blondyna od bloga. Nie chciałam odpowiadać na bezsensowne pytania, jakie mógłby mi zadać.
     Chwyciłam rąbek koszulki, ściągając ją i zakładając górę od piżamy. Nie wstydziłam się przebierać przy chłopaku - był stuprocentowym gejem. Jak mówił: " wolę duże i gorące kutasy niż wasze cycki ".
     Usiadłam obok niego na łóżku splatając nasze dłonie. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się co mogę mu powiedzieć, aby się uspokoił. Abym sama się uspokoiła.
        - To tylko do collegu. Potem wylatuje do Nowego Jorku, a tam mama nie będzie mogła nic mi zrobić. Zostało jeszcze półtora roku i koniec. Wytrzymam, nie martw się - mruknęłam cicho.
        - Boże, ty niczego nie rozumiesz - wyjąkał łapiąc się za włosy. - Jeżeli teraz tak cię urządziła, to z powodzeniem może cię zabić. Musisz coś z tym zrobić!
     Pokręciłam głową opadając plecami na łóżko. Niall zawsze uważał, że jakiekolwiek wykroczenia trzeba natychmiast zgłaszać odpowiednim służbom i to im zostawić całą pracę. Gdyby był na moim miejscu zrobiłby dokładnie to samo co ja: siedział cicho.
        - Nie będę o tym teraz rozmawiać, Niall. Zostaw to, proszę...
     Blondyn nic nie odpowiedział, kładąc się obok mnie i wpatrując się w sufit.
     Zagryzłam wargi zastanawiając się przez chwilę. W szkole miałam gotowy pomysł na nowy odcinek, który chciałam jak najszybciej kontynuować.
     Nie miałam pojęcia jak długo tam leżeliśmy, ocknęłam się dopiero, kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi od samochodu. Leniwie zsunęłam się z materaca, wyglądając przez okno i natychmiast blednąc.
       - To mama - spanikowałam. Nie wolno mi było nikogo zapraszać do domu, a poza tym, obiad nie był gotowy. Zaczęłam się trząść, czując jak przerażenie obejmuje całe moje ciało. - Musisz stąd iść, nie może cię tutaj zobaczyć....
     Niall szybko podszedł, chwytając mnie za nadgarstki i unieruchamiając. Szeptał słowa, które w jego mniemaniu miały mnie uspokoić, niestety nie udało mu się to. Nasłuchiwałam dźwięku otwieranych drzwi, a kiedy nastąpił, bez słowa wypchnęłam blondyna na balkon.
        - Idź już - zawołałam zamykając drzwi za nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Odetchnęłam głęboko odwracając się i schodząc do salonu.

~Liam~

      Opadłem bezwładnie na kanapę w salonie Louisa i zamykając oczy odchyliłem głowę do tyłu. Położyłem dłonie na swoich kolanach. Byłem zmęczony. Niecałą godzinę wcześniej skończyliśmy robić zdjęcia do kolejnego teledysku, przez co chłopaki postanowili jakoś to uczcić. Nie chciałem tego, ale wiedziałem również, że nie powinienem odmawiać. W końcu był to nasz sukces, a ja nie chciałem zawieść swoich przyjaciół.
          Otworzyłem oczy, wyprostowałem się i wymusiłem szeroki uśmiech, kiedy Niall usiadł obok mnie. Odwróciłem się w jego kierunku, mierząc go badawczym spojrzeniem.
          Blondyn w cale nie wyglądał jakby kilka ostatnich godzin spędził na planie zdjęciowym. Na kolanach miał ułożoną paczkę chipsów, które w dość szybkim tempie jadł, co chwilę popijając piwem z butelki, trzymanej przez niego w prawej dłoni. Najprawdopodobniej czując na sobie moje spojrzenie, odwrócił się i wzruszył ramionami.
       - Chcesz? - wskazał palcem na opakowanie, na co od razu pokręciłem przecząco głową. Nie chciałem ani jedzenia, ani tym bardziej alkoholu. Marzyłem jedynie o swoim wygodnym łóżku.
     - Hej, Li! Wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć! - w drzwiach pomieszczenia pokazał się szeroko uśmiechnięty Louis, a zaraz obok niego Harry, trzymając dwie, przezroczyste butelki, wypełnione żółtym napojem. Przewróciłem oczami. Czasami zastanawiam się, czy z całej naszej grupy tylko ja mam potrzebę odpoczynku.
     - Nie martw się, nie mam tego w planach - rzuciłem, sięgając po pilota. Włączyłem telewizor, mając cichą nadzieje na jakiś mecz, przy którym faktycznie będę mógł się odstresować.
              Tomlinson sięgnął po szklane opakowanie, gotów je otworzyć, ale w ostatnim momencie przeszkodził mu w tym Zayn, wygrywając mu je. Szatan popatrzył na niego z oburzeniem. Parsknąłem cichym śmiechem.
     - Miałem zamiar się tego napić! - syknął oburzony, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Mulat postukał się w czoło palcem u dłoni, w której trzymał telefon. Natychmiast spoważniałem. Wiedziałem już, że mój odpoczynek będzie musiał jeszcze sporo poczekać.
     - Mamy jak najszybciej stawić się w agencji. Mają nam do przekazania jakieś bardzo ważne wieści. Podobno to nie może czekać do jutra - czarnowłosy postawił piwo na szklanym stoliku.
      Niechętnie zebraliśmy się i wyszliśmy przed dom, gdzie stał samochód. Z jednej strony cieszyłem się, że nie będę musiał niczego pić. Naprawdę nie miałem na to ochoty. Z drugiej jednak chciałem się utopić. Nikt przecież nie lubi spotkań z szefostwem.

******
Hejka! Odcinek pisany w połowie przeze mnie a w połowie przez Jesice :)
Od następnego będą już chłopcy, spokojna głowa.
Miłego czytania i zostawcie komentarze!

5 komentarzy = next!

niedziela, 17 maja 2015

Chapter Four


********

          Kiedy następnego dnia rano podniosłam się z łóżka nie marzyłam o niczym innym, jak ponowne zamknięcie oczu już do końca świata. Wiedziałam jednak, że muszę się podnieść i wyrobić na pierwszą lekcję w szkole, bo w innym przypadku mój stan może się jeszcze bardziej pogorszyć. Podniosłam się powoli z posłania, przy okazji wyłączając budzik, który nieustannie dzwonił. Podparłam się o szafkę nocną, stojącą zaraz obok i złapałam oddech, żeby przypadkiem po drodze do łazienki nie stracić równowagi. Mam nadzieję, że ból, spowodowany długim odpoczynkiem moich mięśni za chwilę minie, bo w innym przypadku nie będę w stanie długo wytrzymać na lekcjach.
          Stanęłam ubrana przed lusterkiem i uważnie przyjrzałam się swojemu koszmarnemu odbiciu. Nigdy za często nie malowałam się do szkoły - tylko, kiedy mojej matce puszczały nerwy tak, jak wczorajszej nocy. Nie pamiętam jednak, żeby uszkodziła moje ciała aż tak bardzo. Moi przyjaciele na pewno zauważą, że coś ze mną jest nie tak. Miałam tylko cichą nadzieję, że uda mi się wymyślić jakąś wiarygodną wymówkę.
          Wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi. Wsadziłam klucze do kieszeni i wolnym krokiem udałam się w kierunku przestanku. Miałam jeszcze sporo czasu do autobusu, ale za wszelką cenę chciałam wydostać się ze swojego domu. Matka przecież w każdym momencie mogła wrócić i znaleźć byle jaki pretekst do kolejnego podniesienia na mnie reki. Nienawidziłam jej całym sercem, ale musiałam wytrzymać z nią te kilka lat. Starałam się zdobywać jak najlepsze oceny, aby dostać się do jakiejś dobrej uczelni, kilkaset tysięcy kilometrów od miejsca, w którym jedyną pewną rzeczą jest moja śmierć.
          Droga do mojej szafki dłużyła mi się bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Miałam nieodparte wrażenie, że wszyscy mijani przeze mnie ludzie przyglądali mi się z nieukrywaną ciekawością. Chciałam zatrzymać się i zapytać, o co im do cholery chodzi, ale nie miałam na tyle odwagi. Mogłam się więc jedynie domyślać, że chodzi o makijaż, którego mam nieprzeciętnie dużo. Klęłam na siebie w myślach, że jednak postanowiłam przyjść tamtego dnia do szkoły. Przecież zawsze mogłam podrobić zwolnienie, jak robiłam to niezliczoną ilość razy, zawsze kiedy dostawałam w twarz od mojej kochanej matki. Żałowałam, że i tamtym razem nie postawiłam na takie, idealne wręcz rozwiązanie.
          Stanęłam przed rządkiem metalowych pojemników i otworzyłam drzwiczki do swojego. Zaczęłam przeczesywać wzrokiem wszystkie swoje książki w poszukiwaniu tych od języka angielskiego. Lubiłam ten przedmiot, a nauczycielka, która go nauczała była jedną z najlepszych, na jakie kiedykolwiek mogłam trafić. Żałowałam, że nie była moją wychowawczynią. Na jej lekcjach zawsze byłam najlepsza, dzięki czemu traktowała mnie prawie na równi ze swoimi znajomymi i poprosiła mnie, żebym nie bała się przychodzić do niej z jakimkolwiek problemem. Chciałam, naprawdę chciałam powiedzieć o tym, co robiła mi matka, ale nie byłam w stanie przemóc się i pójść do niej. Zawsze w ostatnim momencie zawracałam i uciekałam, jak ostatni tchórz.
          Usiadłam na parapecie przed salą i wyjęłam telefon w celu sprawdzenia swojego maila. Od wczoraj ani razu nie miałam okazji otworzenia go, przez co mam dośc spore zaległości w czytaniu komentarzy. Uśmiechnęłam się do siebie szeroko, skanując wzrokiem pierwszy z nich. Niektóre naprawdę potrafiły poprawić humor. Przewijałam palcem po ekranie, kiedy zadzwonił dzwonek. Zablokowałam telefon i schowałam go do kieszeni. Weszłam do sali, w której zajęłam swoje stare miejsce. Nauczycielka sprawdzała obecność. Wyciągnęłam zeszyty i ułożyłam je na stoliku. Zaczęłam bawić się swoim długopisem, pustym wzrokiem obserwując kartkę w kratkę. Czekałam na podyktowanie tematu, kiedy nagle w mojej głowie pojawił się pomysł na kolejny rozdział. Sprawdziłam tylko, czy nikt na mnie nie patrzy i natychmiast zaczęłam pisać.

         Zayn leżał na łóżku i wpatrywał się w ekran swojego telefonu, oglądając ostatni występ dziewczyn. Od razu mógł dostrzec, jak wielki talent posiadają. Widać, że w każdą piosenkę wkładały całą swoją pasję. Poruszały się w rytm granej muzyki, bawiły się mimiką twarzy i sprawiały, że każda, znajdująca się na sali osoba tańczyła. Wprowadzały ludzi w radość, smutek i zadumę - potrafiły grać na ludzkich uczuciach, najprawdopodobniej nie zdając sobie z tego żadnej sprawy. Z ciekawości zobaczył jeden wywiad z nimi. Były skromne, wyglądały jakby chciały się wycofać. Pokazywały zupełnie coś innego, niż na scenie. Tam były we własnym świecie, a siedząc przed dziennikarzami musiały zderzyć się z tym prawdziwym.

          - Dlaczego pierwszym, co widzę na twojej kartce jest słowo Zayn? - podskoczyłam, zwracając na siebie uwagę wszystkich, kiedy Niall powiedział ostatnie słowa. Zamknęłam zeszyt, mrożąc go wzrokiem. On miał tego nigdy nie zobaczyć. Tak samo, jak cała reszta tej klasy.
          - Odsuń się ode mnie, albo wbiję ci długopis w oko - mruknęłam, Doskonale wiedział, że nie żartuję, przez co natychmiast się odsunął. Zdążył jednak przyjrzeć się uważnie mojej twarzy z nadmiarem makijażu. Skuliłam się w sobie, spuszczając głowę, żeby włosy mnie zasłoniły. Coraz bardziej zaczynałam żałować, że przyszłam do szkoły.
          Po skończonej lekcji szybkim tempem udałam się w kierunku wyjścia. Chciałam uniknąć rozmowy z przyjacielem. Wiedziałam, że będzie pytał o to, co pisałam. Nie miałam siły wymyślić nawet jednej wymówki. Tym bardziej jakiejś dotyczącej mojego przesadnego makijażu. Rozejrzałam się uważnie, chcąc upewnić się, że nikt mnie nie obserwuje. Szłam w miarę spokojnie, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Tylko tego mi jeszcze brakuje; żeby ktoś podkablował mnie do nauczycieli. Na pewno zadzwoniliby do mojej matki, że poszłam na wagary, a tak wykręcę się, że na pierwszej lekcji nauczycielka przez przypadek wpisała mi obecność i wcisnę wychowawczyni podrobione zwolnienie. Tak, zdecydowanie właśnie tak powinnam zrobić.
          Drogę do domu pokonałam na piechotę. Bałam się, że trafię na starszego mężczyznę, który przecież znał mnie tak dobrze. Wiedziałam, że nie zadałby ani jednego pytania; nie był jednym z tych wścibskich staruszków, którzy muszą wiedzieć wszystko na temat ludzi z miasta. Jednak jego wzrok na pewno towarzyszyłby mi przez cały czas, spędzony w autobusie. Idąc, miałam spuszczoną głowę, nie chcąc pokazywać twarzy. Bałam się spotkać kogoś znajomego, szczególnie kiedy znalazłam się już na mojej dzielnicy.
          Odetchnęłam z ulgą, kiedy tylko znalazłam się w domu. Odłożyłam ostrożnie klucze na szafkę i zdjęłam buty. Chciałam narobić jak najmniej hałasu w razie, gdyby moja matka gdzieś tutaj była. Wiedziałam, że jest wcześnie i byłoby to niemożliwe, ponieważ pracowała, ale głęboko zakorzeniony w moim umyśle strach dawał się we znaki. Weszłam po schodach, a następnie do swojego pokoju, gdzie rzuciłam plecakiem na łóżko. Musiałam w końcu zmyć z siebie cały ten makijaż, ponieważ zaczynałam się pod nim dusić. Nienawidziłam malowania się.
          Drzwi do łazienki zostawiłam otwarte, w końcu byłam zupełnie sama. Wydobyłam z szafki za lusterkiem płatki kosmetyczne wraz z płynem do demakijażu. Delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy wraz z pierwszym pociągnięciem. Szybko jednak zniknął, kiedy pierwsze siniaki z powrotem ujrzały światło dzienne. Poczułam obrzydzenie. Nie tylko do swojej matki, ale również do siebie. W końcu to ja zostałam oszpecona przez własną rodzicielkę. Czyżbym była aż taką porażką, skoro nawet ona nie potrafi okazać mi chociaż odrobiny miłości? Może ojciec zostawił nas właśnie przeze mnie, a nie przez nią, tak jak argumentował to w sądzie?
          Pisnęłam, słysząc dzwonek, który przeciął ciszę, panującą w budynku. Spanikowana popatrzyłam na swoje odbicie. Może powinnam poczekać z tym makijażem, albo przynajmniej nałożyć teraz szybko podkład? Nie miałam czasu na myślenie, dzwonek coraz częściej dzwonił. Zbierając w sobie całą odwagę, na jaką w tamtym momencie było mnie stać, zeszłam po schodach i spojrzałam przez wizjer.
        - Niall proszę, idź sobie! - krzyknęłam starając się brzmieć jak najnormalniej. Nie chciałam, aby przyjaciel zorientował się, że coś jest nie tak... chociaż chyba było na to już za późno. Zerknęłam w lustro naprzeciw mnie, wzdrygając się na sam swój widok. Jeżeli Niall zobaczy mnie w takim stanie, zejdzie na zawał.
        - Dan, otwieraj te cholerne drzwi. - odpowiedział uderzając ręką w drewno. Podskoczyłam przestraszona na jego nagły ruch. Był wściekły. - Nie odejdę, dopóki nie upewnię się, że wszystko z tobą okej.
       - Wszystko okej możesz iść!
        - Nie wierzę ci! Otwieraj drzwi, Danielle. - zawołał, szarpiąc za klamkę.
      Oparłam się o ścianę za mną, analizując sytuację, w której się znalazłam. Jeżeli nie wpuszczę Nialla, będzie stał pod moim domem, aż mu nie ulegnę, jednak kiedy tylko przekroczy próg mojego domu i zobaczy moją twarz, wpadnie w szał. Westchnęłam ciężko, lekko uderzając tyłem głowy o ścianę. Cholerny Niall...
        - Danielle...!
     Zrezygnowana przekręciłam kluczyk w zamku, szybko idąc do swojego pokoju. Miałam głupią nadzieję na wymyślenie w jaki sposób ukryje swoją twarz przed przyjacielem. Zagryzłam wargi słysząc zbliżające się kroki.
        - Czemu wyszłaś ze szkoły? - zapytał na wstępie. Czułam na plecach jego wzrok. mimo to nie odwróciłam się, ciągle wpatrując się w wiszący obraz. Wzruszyłam ramionami, kątem oka obserwując blondyna. Chłopak rozejrzał się po pokoju, skupiając swój wzrok na otwartym laptopie. Znieruchomiałam, kiedy przypomniałam sobie, że zostawiłam go uruchomiony na wersji roboczej nowego odcinka na bloga. Wciągnęłam powietrze, kiedy blondyn nachylił się, dokładnie skanując otwartą kartę, aby po chwili po woli się wyprostować i spojrzeć na mnie. - Ty prowadzisz bloga o Mii.
~*~
Dwa dni trzy rozdziały. Uwaga ludzie, Jesica Evans pobija własne rekordy!
Co prawda rozdział skończyłam pisać sama, jeszcze zanim Charlie sobie wszystko przypomniała, ale głupio mi było publikować cokolwiek bez jej wcześniejszego przeczytania tego. W sumie to jej blog, a ja miałam tylko pomagać i jak się okazało dopisała jeszcze coś od siebie, więc warto było poczekać, prawda? :)
Swoją drogą... Charlie wróciła! Pewnie już to wiecie, ale wróciła :D
Tyle na dzisiaj.
Pozdrawiam i życzę udanej końcówki niedzieli,
Jesica Evans xx

niedziela, 19 kwietnia 2015

Siemano.

Z tej strony po raz kolejny Jesica.
Wiem, że rozdział ostatnio był bardzo dawno temu i niecierpliwicie się, bo chcecie kolejny nie tylko na tym blogu, ale również na pozostałych, jakie prowadzi wielka i nieoceniona Charlie TH. I tak jak na tym powinien pojawić się w najbliższej przyszłości (może jutro, jak złapie mnie wena, bo już mniej więcej wiemy co ma w nim się znaleźć, może do końca tygodnia) tak na pozostałych on się nie pojawi.
Zawiedzeni? Sfrustrowani? Wściekli? Zrozpaczeni? Rozczarowani? Powstrzymajmy swoje emocje! Ja też czytam inne opowiadania Charlie, ale najnormalniej w świecie nie może ich dodać. Miała wypadek i aktualnie przebywa w śpiączce. Rozmawiałam z jej koleżanką i powiedziała, że jutro ma się obudzić. Nie wiem, czy mogę wam napisać więcej, bo nie rozmawiałam z Charlie i jednak nie chciałam podawać dalej informacji bez jej zgody na to.
Wiem, że każdy normalny czytelnik zrozumie sytuację, a jak ktoś będzie miał z tym problem, to zapraszam na głębszą rozmowę ze mną. Wbrew pozorom mam czas.
Jeżeli wydałam się szorstka, albo ktoś moją wypowiedź odebrał jako chamską w stosunku do was, to przepraszam. Mam gorszy czas, a teraz jeszcze to. Nie bierzcie wszystkiego do siebie ;c
Pozdrawiam i apeluję o cierpliwość,
Evansik xx

środa, 1 kwietnia 2015

Chapter Three

*********

        - Jak Boga kocham, ta dziewczyna mnie wykończy!- jęknęłam opadając na drewniane krzesełko w naszej stołówce.
        - Kto cię tak wkurzył?- Niall podszedł do mnie, mierząc uważnym spojrzeniem moją zdenerwowaną twarz. Zsunęłam się na siedzeniu, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej i jednocześnie chowający brodę za kołnierz mojej bluzy.
        - Monica, a którzby inny - fuknęłam, przewracając oczami w lekceważącym geście. Chłopak zaśmiał się cicho, zajmując miejsce zaraz obok mnie. Pochylił się do przodu, opierając łokcie na stoliku. Przejechał językiem po górnej wardze, a ja od razu mogłam stwierdzić, że mocno zastanawia się nad tym, co chce do mnie powiedzieć.
       - Wiesz, że DanX dodała nowy... - natychmiast weszłam mu w zdanie, zanim zdążył wypowiedzieć chociażby jedno słowo więcej.
       - Jeżeli masz zamiar opowiadać mi teraz o waszym ukochanym blogu, to jak tutaj siedzę, zabiję cię. Lepiej się zamknij. Przed chwilą pozbyłam się mojej ukochanej przyjaciółki, ponieważ mam dość słuchania na temat Zayna, Nialla, Liama, czy kogokolwiek innego, o kim pisze ta cała dziewczyna - syknęłam dość głośno, przez co kilka oburzonych par oczu odwróciło się w moim kierunku i zmroziło mnie spojrzeniem. Wyprostowałam się, powstrzymując pokazanie środkowego palca wszystkim tym ludziom.
        - Tak w zasadzie, to opowiadanie jest o Zaynie, który...
        - Zamknij się, do cholery! Doskonale wiem, o czym jest to opowiadanie! - tym razem moja wypowiedź spotkała się głównie z dezaprobatą nauczycieli, siedzących przy swoim suto zastawionym stole. Nie powiem, żebym jakoś bardzo się tym przejęła. Chociaż lekki rumieniec pojawił się na mojej twarzy.
        - Tutaj jesteś, Danielle! - krzyknęła Monica, z całej siły uderzając mnie w lewy bark. Popatrzyłam na nią oburzona i rozmasowałam obolałe miejsce. Nie wiedziałam, że ma aż tak dużo siły. - Dlaczego mnie zostawiłaś? Przecież opowiadałam ci właśnie o rozmowie dziewczyn z chłopakami i o tym, że Zayn ewidentnie... - poderwałam się z siedzenia i skupiając na sobie uwagę prawie połowy stołówki opuściłam ją, udając sie na jeden z parapetów najdłuższego korytarza w szkole. 
      Odetchnęłam głęboko, chcą zapanować nad nieoczekiwanym wybuchem moich emocji. To nie tak, że nie cieszę się z dużej popularności mojego bloga, ale fakt, że wszyscy dookoła o nim gadają jest dość krępujący. Wszyscy chcą mi opowiedzieć, co moi bohaterowie właśnie zrobili, gdzie byli, jak zachowywali się względem siebie, a ja... Ja po prostu bardzo boję wygadać się na temat mojego wkłady w tworzenie tej historii. Nie chcę, żeby ci wszyscy uczniowie z mojej szkoły przestali czytać bloga tylko dlatego, że to ja go piszę. Jak nie trudno się domyśleć nie jestem jakoś bardzo popularna. Mam kilkoro znajomych, z którymi cały czas się trzymam i to w zupełności mi wystarcza. Jest jednak jeszcze jedna rzecz, a mianowicie moja matka. To więcej jak pewne, że ktoś w końcu powiedziałby jej o mojej odskoczni od codziennego życia i w ten sposób zostałaby ona natychmiast zlikwidowana. Straciłabym komputer, telefon i dostęp do Internetu, a w ten sposób moja "kariera" pisarska zakończyłaby się szybciej niż zaczęła. A to jest to, czego boję się najbardziej na świecie.
     Wyjęłam z kieszeni telefon i po odblokowaniu go wpisałam hasło do wifi, które otrzymałam na początku roku szkolnego. Doskonale wiedziałam, że ciekawość, dotycząca nowych opinii na temat mojego bloga nie dałaby mi myśleć o tym, co mówią nauczyciele. Uśmiechnęłam się do siebie blado, czytając kolejne komentarze. Wiem, że wygląda to tak, jakby całe moje życie kręciło się dookoła opowiadania, ale prawda jest inna. Po prostu zajmuje w nim bardzo ważne miejsce i tego się trzymajmy.
      Dzwonek na lekcje sprawił, że wróciła mi świadomość. Nie wiem, ile siedziałam, przeglądając różne portale internetowe, ale mój żołądek nie dał mi zapomnieć o tym, że robiłam to przez całą przerwę obiadową. Westchnęłam ciężko, zeskakując z parapetu, aby udać się pod salę lekcyjną i tam poczekać na nauczyciela. Stanęłam obok Monici, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Blondynka zmierzyła mnie badawczym spojrzeniem z wysoko podniesionymi brwiami i wzruszyła ramionami. Świetnie, obraziła się na mnie. Westchnęłam ciężko, wchodząc do sali, po czym zajęłam swoje stałe miejsce obok przyjaciółki. Zapowiada się długa, nudna lekcja.
     Stukałam paznokciami w blat mojej ławki i bezsensownie wpatrywałam się w białą tablicę, zawieszoną naprzeciw mnie. Nauczyciel wypisywał na niej pojęcia, z którymi mieliśmy zapoznać się na jutrzejszą lekcję, a ja nie miałam siły nawet na to, żeby wyjąć zeszyt i notować to wszystko. Mój żołądek zaciskał się w coraz większego supła. Kilka razy wydał z siebie dziwny dźwięk, ściągając na mnie spojrzenia kilkorga rozbawionych uczniów. Nie zareagowałam na to żadnym, szczególnym ruchem, a o wstydzie, jaki poczułam, pokazywały dwa czerwone rumieńce na moich policzkach. Na szczęście dwie ostatnie lekcje dzisiaj, którymi był wuef, zostały odwołane z powodu wyjazdu naszej trenerki na jakieś zawody. Nie, żebym nie lubiła ćwiczyć, bo lubię, ale nie za bardzo przepadam za naszymi strojami.
     Poderwałam się z siedzenia równo z dzwonkiem i od razu pobiegłam w kierunku drzwi. Monica, dalej na mnie obrażona, nawet nie starała się mnie zatrzymać. Doskonale wiedziałam, że przejdzie jej z momentem, w którym dodam kolejną część opowiadania. Będzie musiała się przed kimś wygadać i pierwszą osobą okażę się ja - jej najlepsza przyjaciółka.
      Stanęłam na przystanku autobusowym, sprawdzając godzinę na telefonie. Usiadłam na plastikowej ławce, wydobywając jabłko z jednej z kieszeni mojego plecaka. W piętnaście minut na pewno zdążę je zjeść. Zaczęłam zastanawiać się, czy moja mama będzie w domu, kiedy wrócę. Miałam cichą nadzieję, że nie zaszczyci mnie swoją obecnością. Specjalnie nie powiedziałam jej, że wrócę dzisiaj wcześniej do domu. Chciałam mieć dla siebie chociaż chwilę spokoju i móc pozbierać zagmatwane myśli. Gdyby dowiedziała się, że zawitam wcześniej, sporządziłaby mi listę miliona dwustu rzeczy, którą muszę wykonać przed jej faktycznym powrotem. Wyrzuciłam ogryzek do kosza i weszłam do autobusu, uśmiechając się delikatnie do kierowcy. Jest nim jeden z tych przyjaznych facetów po pięćdziesiątce, którzy temperamentem dorównują nie jednemu nastolatkowi.
       Droga powrotna do domu, zajęła o wiele mniej czasu, niż sądziłam, więc kiedy żółty autobus zatrzymał się na mojej ulicy, z niechęcią opuściłam jego wnętrze. Szybkim krokiem przeszłam dzielące mnie ostatnie metry, oddychając z ulgą, kiedy znalazłam się na podwórku i nie zauważając auta mojej mamy, co oznaczało, że mam całe dwie godziny tylko dla siebie. Włożyłam klucz w zamek, a po chwili radośnie weszłam do przedpokoju, rzucając torbę na najbliższą półkę z butami. Nie miałam sił targać jej schodami do swojego pokoju, gdzie po kilku sekundach się znalazłam.
     Laptop, który leżał na moim biurku, skupił mój wzrok, a ja zaciekawiona opinią innych ludzi na temat nowego odcinka, odpaliłam go, czekając aż żądana przeze mnie strona się załaduje. Mimo, że w szkole przejrzałam część komentarzy, zostawionych pod polską - i zarazem oryginalną - wersją, chciałam upewnić się, że angielscy czytelnicy są tak samo usatysfakcjonowani.
     Zaśmiałam się, kiedy zauważyłam, jak wszyscy wręcz błagają o to, aby główna bohaterka związała się z Zaynem. Ludzie dzielili się na trzy grupy: jedna z nich chciała wspólnego związku Mii i Zayna, druga zaś wolała, aby Malik przeleciał dziewczynę i w ten sposób wygrał zakład, a trzecia prosiła o szybkie zakończenie tej maskarady.
     Westchnęłam, zamykając kartę, mrucząc cicho pod nosem. Jeżeli chodzi o kolejny odcinek, to nie miałam żadnego pomysłu na rozwinięcie akcji. Jasne, chciałam, aby Mia dowiedziała się prawdy o Zaynie, ale na dzień dzisiejszy, było to zdecydowanie za szybko.
        - Danielle?! - drgnęłam, kiedy z salonu dobiegł mnie głos matki, a chwilę potem ciężkie kroki na schodach. Skuliłam się, resztkami sił zamykając klapę komputera, mając nadzieję, że starsza kobieta nie zwróci uwagi na wciąż działający zasilacz, wydający cichy szum. - Wiem, że jesteś w domu, smarkulo! Twoja torba leży w holu!
Jasna cholera, mój plecak!
     Drzwi otworzyły się z hukiem, ukazując zaczerwienioną twarz mamy i drżące, zaciśnięte w pięść ręce. Była zdenerwowana, a to oznaczało, że cała złość zostanie wyładowana na mnie. Syknęłam, kiedy zimna dłoń, zderzyła się z moim rozgrzanym policzkiem, przez co spadłam z krzesła na ziemię. Nie odważyłam się podnieść głowy, ani pisnąć choćby słowa, wiedząc jak zdenerwowałoby to jeszcze bardziej matkę.
        - Dlaczego nie powiedziałaś, że wracasz wcześniej, co?! - krzyknęła, kiedy chwyciła garść moich włosów i podciągnęła za nie moje ciało do góry. Zagryzłam wargi, starając się powstrzymać jęki bólu, które usilnie próbowały opuścić moje usta - Myślisz, że możesz sobie tak tutaj przychodzić i nic nie robić? Nie będę utrzymywać darmozjada! - sapnęła, ponownie uderzając mój policzek.
Błagam, Boże... pomóż mi...
    Nie liczyłam ile razy ręka rodzicielki zderzyła się z moim policzkiem, ile razy jej kolano uderzyło w mój brzuch, albo ile razy zostałam rzucona na ziemię i siłą ponownie podciągnięta. Marzyłam tylko o szybkiej śmierci, dzięki której mogłabym zaznać chociaż trochę spokoju, nie danego mi w własnym domu. W końcu, kiedy mama uznała, że mam dość i dała mi solidną nauczkę, wyszła z pokoju, uprzednio ostatni raz uderzając mnie w twarz. Nie miałam siły, by podnieść się z mokrej od moich łez podłogi. Wsunęłam jedynie dłoń do kieszeni spodni i wydobyłam z niej telefon. Chciałam zadzwonić do Monici, żeby chociaż przez chwilę z nią porozmawiać, nie mówiąc jej o tym, co się stało, ale zrezygnowałam, ponieważ mogłabym rozpłakać się do słuchawki.
         Powoli przekręciłam się na brzuch i uklękłam, podpierając się na rękach, które drżały niemiłosiernie. Odetchnęłam głęboko, po czym niezgrabnie podniosłam się z podłogi, od razu opierając się o ścianę w celu podtrzymania równowagi. Przełknęłam kolejne łzy i ruszyłam do łazienki. Ktoś mógł tutaj w każdej chwili przyjść, a ja na pewno wyglądałam gorzej niż po potrąceniu przez tira. W głowie miałam tylko to, aby się ogarnąć i nie pozwolić nikomu poznać mojego sekretu. 
          Stanęłam przed lusterkiem, wzdrygając się do swojego odbicia. Całą twarz miałam we krwi, która płynęła z nosa i rozciętych warg. Dotknęłam delikatnie dwoma palcami sinej skóry policzka. Syknęłam, kiedy ból poraził moje ośrodki nerwowe. Odkręciłam kurek z chłodną wodą, przemywając twarz z czerwonej cieczy. Czułam nienawiść, czystą nienawiść do wszystkiego, co mnie otaczało, a szczególnie do matki za to, co mi zrobiła. Żaden prawdziwy rodzic nie powinien czerpać przyjemności z katowania swojego jedynego dziecka.

*****

Hej, tym razem z tej strony Jesica Evans :)
Charlie zaprosiła mnie do współtworzenia tego bloga, z czego niezmiernie się cieszę - mam nadzieję, że wy nie macie nic przeciwko mojemu czynnemu udziałowi w tworzeniu tego opowiadania :)
Na dzisiaj to chyba tyle. Pozdrawiam idi następnego,
Jes xx

sobota, 14 marca 2015

Chapter Two

******

    Wskazówki zegara zatrzymały się na białej tarczy, pokazując godzinę czwartą w nocy. Zmęczona przeczesałam dłonią włosy, ciągnąc się za ich końcówki. W mojej głowie była ogromna pustka, a dzisiejszego dnia powinnam opublikować następny odcinek. Nie chciałam zawieść swoich czytelników, spóźniając się o dzień lub dwa z nowym rozdziałem, ale czułam, że to chyba będzie nieuniknione.
     Westchnęłam odsuwając się od komputera i siadając na łóżku. Odcinki pisałam w nocy, chcąc uniknąć wyzwisk ze strony mamy i kolejnych kłopotów. Nie miała pojęcia o tym co robię. Nie wiedziała, że prowadzę bloga, który robił się z dnia na dzień coraz bardziej popularny i przybywało mu czytelników. Ja... sama nie spodziewałam się czegoś takiego, zakładając go.
     Nieraz słyszałam opowieści moich koleżanek, które od kilku lat istnieją w blogosferze. Ich ciągłe narzekania, że strasznie trudno jest przyciągnąć czytelników, a jeżeli w końcu ci się uda musisz stawać na głowie, aby zostali z tobą na dłużej - zawsze mnie odstraszały od założenia własnej podstrony. Wydawało mi się, że będzie to praca na cały etat; całymi dniami musisz myśleć o tym co ma się wydarzyć w następnym odcinku, a kiedy uznasz, że pomysł jest w miarę dobry, trzeba go przelać na wirtualną kartkę papieru.
     Sama korekta, ciągłe poprawianie też daje się we znaki. Czytasz to w kółko i w kółko wyłapując wciąż nowe błędy, albo zdanie, które całkowicie ci się nie podoba i spędzasz kolejne kilka minut na formułowaniu czegoś nowego. W końcu, kiedy uznasz, że możesz pokazać to światu, czytasz ostatni raz i klikasz przycisk ''opublikuj''. Potem... nie ma już odwrotu. Albo ludziom się spodoba... albo nie i wylatujesz z gry.
     Zawsze ten proces lekko mnie przerażał. Siedzenie godzinami przy komputerze, wymyślanie nowych historii... To nie była moja bajka. Obawiałam się, że jeżeli zdecyduje się na ten krok, aby pisać dla innych, nikomu się to nie spodoba, wyśmieją mnie i poczuje się jeszcze gorzej. Jednak teraz jest to moja ucieczka... ucieczka przed teraźniejszością, przed bólem, wstydem i nienawiścią.
     Pisząc, mogę poczuć się innym człowiekiem. Mam wpływ na to co dzieje się z bohaterem, na jego los... Nikt nie może wpłynąć na moją wizję bohatera w danym momencie. Jeżeli będę chciała, aby wyjechał... zrobię to. Ma wylądować w szpitalu? Nic prostszego, wystarczy wpleść w to jakiś wypadek... Ta kontrola nad czyimś życiem zafascynowała mnie do tego stopnia, że zaczęłam się tym bawić. Nie chciałam, aby prowadzenie bloga było dla mnie obowiązkiem, ale zabawą. I jak widać... właśnie mi się to udało.
     Zamknęłam oczy starając się wyobrazić sobie historię, którą opisuję. Zaskoczonych chłopaków z One Direction stojących za kulisami sceny w X-Factor... Muszę się wczuć w uczucia bohaterów, muszę się nimi stać, jeżeli chcę ruszyć dalej.

''- To było genialne!- zaśmiał się szatyn klaszcząc w dłonie. - Kto by przypuszczał, że te dziewczyny będą w stanie tak dobrze wykonać naszą piosenkę!
- Louis... uspokój się już.- mruknął Harry wywracając oczami.- Solidnie się do niej przygotowały. Widzieliście publiczność? Ostatni raz widziałem tak rozszalałych ludzi kiedy...- przerwał szukając odpowiednich słów.
- Kiedy to my byliśmy w X-Factor- dokończył za niego Liam.- Bez urazy Zayn, ale to właśnie one są naszym damskim odpowiednikiem, a nie Little Mix- poklepał przyjaciela po ramieniu w pocieszającym geście.
- Dlaczego mam chować urazę, za te słowa? Przecież nic nie łączy mnie z Little Mix i wszyscy doskonale o tym wiecie...- Mulat zawołał odwracając się i schodząc zza kulis. Doskonale wiedział, że te dziewczyny mają ogromny talent i potencjał. Podejrzewał, że Modest! nie odpuści takich perełek. Przecież one mogą przynieść im miliony!
     Prychnął pod nosem. Modest! Z chęcią spaliłby cały budynek tego przeklętego zarządu. Nie znosił ich za to, że bez pozwolenia rujnują komuś życie i ustawiają po swojemu. Nawet nie warto się buntować, bo potraktują cie jeszcze gorzej.
- Nie zazdroszczę wam dziewczyny- mruknął sięgając po kolejnego już papierosa i zapalając go.- Wchodzicie w pakt z diabłem, z którego nie ma już wyjścia...''

     Otworzyłam gwałtownie oczy uśmiechając się szeroko. Szybko podniosłam się miejsca siadając na krześle i przysuwając do siebie klawiaturę. Moje palce radośnie wystukiwały kolejne litery, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Nie zwracałam uwagi na upływający czas, więc gdy skończyłam pisać odcinek, zaskoczona rozejrzałam się dookoła. Pomarańczowe promienie słońca, które wpadały przez okno oświetlały cały pokój.
     Przeczytałam ponownie rozdział, zmieniając niektóre słowa i z uśmiechem na ustach wcisnęłam mały przycisk, który pozwolił innym czytać moją pracę.
     
~*~

        - Wyglądasz jakbyś nie spała całą noc!- Niall uważnie zmierzył mnie wzrokiem, kręcąc głową. - Coś ty robiła?
 No nie wiem... może pisałam nowy odcinek na blog, który jest całym waszym pieprzonym życiem?
        - Nie wyspałam się - mruknęłam siadając na swoje miejsce i kładąc głowę na ławce - Jak było wczoraj?- zapytałam przypominając sobie o grupowym wypadzie do klubu od którego cudem udało mi się wymigać.
        - Monica przylizała się z jakimś gościem w łazience...
     Zaskoczona uniosłam głowę, powątpiewająco wpatrując się w przyjaciela. Czy blondynka wczoraj nie zarzekała się, że nie da się nikomu nigdzie zaciągnąć?
    Chłopak wzruszył ramionami na moje nieme pytanie. Chwilę później wyciągnął telefon, a przed moją twarzą pojawiła się fotografia tańczącej Monici. Jęknęłam cicho opadając na ławkę, wywołując tym samym chichot u mojego przyjaciela.
 Boże... dlaczego muszę być skazana na takiego idiotę?

******
Niall - przyjaciel Dan nie jest TYM Niallem Horanem :o
I tak czytałam TOTGA.
Kolejny odcinek jest już ciekawszy :)

5 komentarzy = next!