niedziela, 18 października 2015

Chapter Thirteen


*************

Liam

     Telefon kolejny raz zderzył się z moją dłonią, jednak wizja pęknięcia ekranu nie była aż tak przekonująca, abym przestał to robić. Przesunąłem wzrokiem po białym korytarzu, niecierpliwie czekając na swojego przyjaciela, który lada chwila powinien się pojawić. Zdenerwowany oparłem bark o pobliską ścianę, odliczając w myślach kolejne sekundy.
       Sto dziewięćdziesiąt sekund później, obok mnie pojawił się zdyszany Niall. Ciężko opadł na plastikowe siedzenie, unosząc do góry jeden palec, nakazując mi milczenie. Uniosłem brew do góry, wywracając oczami, jednak posłusznie czekałem, aż blondyn sam się odezwie.
- Fani...- wysapał - Dowiedzieli się że tutaj jesteśmy.
        Drgnąłem nieznacznie, zamykając na chwilę oczy. Niemożliwym było przebywanie w jednym miejscu dłużej niż kilka dni, bez interwencji papsów czy fanów. Czy drudzy w przeciągu kilku minut mogli postawić cały świat na nogi, jedną - nawet nie potwierdzoną informacją. To, że byliśmy w Stanach nie było tajemnicą, jednak pobyt nowo odkrytej przez nas autorki fanfiction w szpitalu sprowadziłby ogromne kłopoty.
        Przeczesałem dłonią włosy, patrząc na blondyna w milczeniu. Żaden z nas nie miał pojęcia co mieliśmy zrobić w danej sytuacji. Ściągnięcie tutaj reszty chłopaków było niedorzeczne, a postawianie na nogi ochrony wzbudziłoby zbyt wielkie zainteresowanie Danielle. Doskonale pamiętałem jej przerażone oczy, kiedy dowiedziała się, że za kilka godzin przestanie być anonimową osobą.
       Horan skrzywił się, spoglądając na mijającego nas lekarza. Westchnąłem cicho, obchodząc dookoła korytarz.
- Nic nam nie powiedzą, nie jesteśmy z rodziny - mruknąłem cicho, wkładając ręce do kieszeni. Zrezygnowany usiadłem obok blondyna, tępo wpatrując się w ścianę naprzeciwko. W samochodzie dziewczyna wyglądała na poważnie ranną. Straciła dużo krwi - to byłem w stanie stwierdzić nawet bez pomocy lekarza. Nigdy nie widziałem tyle czerwonej cieczy na siedzeniach samochodu co w tamtej chwili. - Byłeś na policji?- spytałem badawczo spoglądając na przyjaciela.
- Zająłem się tym. - skinął głową, ściskając nasadę nosa - Sierżant nie był zbytnio zadowolony, kiedy się okazało, że to co mówiłeś było prawdą. - przeciągnął się, spoglądając na wciąż dzwoniący telefon. Wiadomość o naszej wizycie w szpitalu musiała obiegnąć już znaczną część świata. Co chwilę, na ekranie pojawiały się imiona reszty chłopaków, jednak żaden z nas nie pokwapił się aby odebrać, którekolwiek połączenie. Mieliśmy teraz ważniejsze sprawy do załatwienia - Dzwoniłeś do jej ojca? - zamrugałem zaskoczony.
- Przecież on jest we Francji. - jęknąłem, rzucając przyjacielowi krótkie spojrzenie. - Biznesmen, nie będzie miał czasu, aby pojawić się tutaj.
Kochający tatuś.
- Nie mamy innego wyboru. Danielle jest niepełnoletnia, a jej ociec podpisał naszą umowę. Sprawuje nad nią opiekę; tylko on może nam teraz pomóc.
        Zacisnąłem pięści, odchylając głowę do tyłu. Nienawidziłem, kiedy cała odpowiedzialność spadała na mnie. Poproszenie o pomoc to jedno, ale podjęcie odpowiedzialności za jeszcze jedną osobę to zupełnie co innego. Nie nadawałem się do tego. Wciągnąłem powietrze, wpatrując się w biały sufit. Wiedziałem, że Horan miał rację. Matka panny Jones jest aresztowana, więc  jej prawnym opiekunem został jej ojciec. A do czasu, kiedy on się tutaj nie pojawi... cała odpowiedzialność spada na mnie i Nialla.
        Gwałtownie wstałem sięgając po telefon blondyna, który jako jedyny miał zapisany numer ojca Danielle. Nie zastanawiałem się nad tym co mu powiem, liczyło się tylko to, aby jak najszybciej przyjechał do Stanów.
Nawet nie waż mi się teraz umierać Danielle. Nie będę się tłumaczył twojemu ojcowi.

~Michael~

        Samolot powoli unosił się w powietrze, kiedy uzgadniałem najważniejsze sprawy z moim asystentem. Telefon ze Stanów postawił mnie na równe nogi. Zupełnie nie interesowało mnie, że w samym środku dnia musiałem urwać się z pracy i wysłać na kilka ważnych spotkań mało doświadczonych ludzi. Ufałem, że wszystko pójdzie po ich myśli, a Christian da radę zapanować nad nimi wszystkimi. Najważniejsza w tamtym momencie była Danielle. Musiałem jak najszybciej dostać się na miejsce, żeby dowiedzieć się, co stało się mojej córce.
         Owszem, byłem bardzo zdziwiony kiedy zupełnie nieznany mi chłopak, w dość chaotyczny sposób zaczął opowiadać mi o tym, co miało miejsce. Nigdy nie podejrzewałbym, że moja była żona mogłaby w tak podły sposób traktować Dan. Jestem prawie pewien, że duży wpływ na to miał nasz rozwód.
          Zacisnąłem mocno pięści na podłokietnikach. Już dawno chciałem zabrać Danniele do siebie. Ze mną miałaby lepszą przyszłość. Teraz cholernie żałuję, że tak długo z tym zwlekałem, a moja córka przez cały ten czas przechodziła przez piekło.
          Westchnąłem cicho opierając głowę o fotel, tępo wpatrując się w malutkie okienko. Machnięciem ręki odesłałem stewardessę, nie mając ochoty na jakiekolwiek jedzenie. Przerzucałem telefon z ręki do ręki, przypominając sobie słowa chłopaka. Liam - jak się przedstawił - znalazł Dan w domu, całą pobitą i poranioną. Nawet nie chcę myśleć o tym co by się stało, gdyby w porę się tam nie zjawił.
           Ponownie wybrałem numer do Liama, wpadając nagle na pomysł. Wspominał o kłopotach z paparazzi, oraz ciekawskimi ludźmi podającymi się za pacjentów. Mam nadzieję, że kiedy tam przyjadę, całe zamieszanie już ucichnie.

*********
Odcinek pisany na zmianę z Jesicą xD
Pojawił się w końcu tata Dan, zadowoleni z takiego obrotu sprawy? 
Yep, odcinków nie było od 3 tygodni - baaaaaardzo przepraszam. Postaramy się już dodawać je normalnie ;)
Limitu komentarzy nie ma, aczkolwiek, jeżeli są jacyś chętni - dobrym słowem nie pogardzę :D
UWAGA CHAMSKA REKLAMA!

Zapraszam na CONTRACT
:)