niedziela, 19 kwietnia 2015

Siemano.

Z tej strony po raz kolejny Jesica.
Wiem, że rozdział ostatnio był bardzo dawno temu i niecierpliwicie się, bo chcecie kolejny nie tylko na tym blogu, ale również na pozostałych, jakie prowadzi wielka i nieoceniona Charlie TH. I tak jak na tym powinien pojawić się w najbliższej przyszłości (może jutro, jak złapie mnie wena, bo już mniej więcej wiemy co ma w nim się znaleźć, może do końca tygodnia) tak na pozostałych on się nie pojawi.
Zawiedzeni? Sfrustrowani? Wściekli? Zrozpaczeni? Rozczarowani? Powstrzymajmy swoje emocje! Ja też czytam inne opowiadania Charlie, ale najnormalniej w świecie nie może ich dodać. Miała wypadek i aktualnie przebywa w śpiączce. Rozmawiałam z jej koleżanką i powiedziała, że jutro ma się obudzić. Nie wiem, czy mogę wam napisać więcej, bo nie rozmawiałam z Charlie i jednak nie chciałam podawać dalej informacji bez jej zgody na to.
Wiem, że każdy normalny czytelnik zrozumie sytuację, a jak ktoś będzie miał z tym problem, to zapraszam na głębszą rozmowę ze mną. Wbrew pozorom mam czas.
Jeżeli wydałam się szorstka, albo ktoś moją wypowiedź odebrał jako chamską w stosunku do was, to przepraszam. Mam gorszy czas, a teraz jeszcze to. Nie bierzcie wszystkiego do siebie ;c
Pozdrawiam i apeluję o cierpliwość,
Evansik xx

środa, 1 kwietnia 2015

Chapter Three

*********

        - Jak Boga kocham, ta dziewczyna mnie wykończy!- jęknęłam opadając na drewniane krzesełko w naszej stołówce.
        - Kto cię tak wkurzył?- Niall podszedł do mnie, mierząc uważnym spojrzeniem moją zdenerwowaną twarz. Zsunęłam się na siedzeniu, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej i jednocześnie chowający brodę za kołnierz mojej bluzy.
        - Monica, a którzby inny - fuknęłam, przewracając oczami w lekceważącym geście. Chłopak zaśmiał się cicho, zajmując miejsce zaraz obok mnie. Pochylił się do przodu, opierając łokcie na stoliku. Przejechał językiem po górnej wardze, a ja od razu mogłam stwierdzić, że mocno zastanawia się nad tym, co chce do mnie powiedzieć.
       - Wiesz, że DanX dodała nowy... - natychmiast weszłam mu w zdanie, zanim zdążył wypowiedzieć chociażby jedno słowo więcej.
       - Jeżeli masz zamiar opowiadać mi teraz o waszym ukochanym blogu, to jak tutaj siedzę, zabiję cię. Lepiej się zamknij. Przed chwilą pozbyłam się mojej ukochanej przyjaciółki, ponieważ mam dość słuchania na temat Zayna, Nialla, Liama, czy kogokolwiek innego, o kim pisze ta cała dziewczyna - syknęłam dość głośno, przez co kilka oburzonych par oczu odwróciło się w moim kierunku i zmroziło mnie spojrzeniem. Wyprostowałam się, powstrzymując pokazanie środkowego palca wszystkim tym ludziom.
        - Tak w zasadzie, to opowiadanie jest o Zaynie, który...
        - Zamknij się, do cholery! Doskonale wiem, o czym jest to opowiadanie! - tym razem moja wypowiedź spotkała się głównie z dezaprobatą nauczycieli, siedzących przy swoim suto zastawionym stole. Nie powiem, żebym jakoś bardzo się tym przejęła. Chociaż lekki rumieniec pojawił się na mojej twarzy.
        - Tutaj jesteś, Danielle! - krzyknęła Monica, z całej siły uderzając mnie w lewy bark. Popatrzyłam na nią oburzona i rozmasowałam obolałe miejsce. Nie wiedziałam, że ma aż tak dużo siły. - Dlaczego mnie zostawiłaś? Przecież opowiadałam ci właśnie o rozmowie dziewczyn z chłopakami i o tym, że Zayn ewidentnie... - poderwałam się z siedzenia i skupiając na sobie uwagę prawie połowy stołówki opuściłam ją, udając sie na jeden z parapetów najdłuższego korytarza w szkole. 
      Odetchnęłam głęboko, chcą zapanować nad nieoczekiwanym wybuchem moich emocji. To nie tak, że nie cieszę się z dużej popularności mojego bloga, ale fakt, że wszyscy dookoła o nim gadają jest dość krępujący. Wszyscy chcą mi opowiedzieć, co moi bohaterowie właśnie zrobili, gdzie byli, jak zachowywali się względem siebie, a ja... Ja po prostu bardzo boję wygadać się na temat mojego wkłady w tworzenie tej historii. Nie chcę, żeby ci wszyscy uczniowie z mojej szkoły przestali czytać bloga tylko dlatego, że to ja go piszę. Jak nie trudno się domyśleć nie jestem jakoś bardzo popularna. Mam kilkoro znajomych, z którymi cały czas się trzymam i to w zupełności mi wystarcza. Jest jednak jeszcze jedna rzecz, a mianowicie moja matka. To więcej jak pewne, że ktoś w końcu powiedziałby jej o mojej odskoczni od codziennego życia i w ten sposób zostałaby ona natychmiast zlikwidowana. Straciłabym komputer, telefon i dostęp do Internetu, a w ten sposób moja "kariera" pisarska zakończyłaby się szybciej niż zaczęła. A to jest to, czego boję się najbardziej na świecie.
     Wyjęłam z kieszeni telefon i po odblokowaniu go wpisałam hasło do wifi, które otrzymałam na początku roku szkolnego. Doskonale wiedziałam, że ciekawość, dotycząca nowych opinii na temat mojego bloga nie dałaby mi myśleć o tym, co mówią nauczyciele. Uśmiechnęłam się do siebie blado, czytając kolejne komentarze. Wiem, że wygląda to tak, jakby całe moje życie kręciło się dookoła opowiadania, ale prawda jest inna. Po prostu zajmuje w nim bardzo ważne miejsce i tego się trzymajmy.
      Dzwonek na lekcje sprawił, że wróciła mi świadomość. Nie wiem, ile siedziałam, przeglądając różne portale internetowe, ale mój żołądek nie dał mi zapomnieć o tym, że robiłam to przez całą przerwę obiadową. Westchnęłam ciężko, zeskakując z parapetu, aby udać się pod salę lekcyjną i tam poczekać na nauczyciela. Stanęłam obok Monici, krzyżując ręce na wysokości klatki piersiowej. Blondynka zmierzyła mnie badawczym spojrzeniem z wysoko podniesionymi brwiami i wzruszyła ramionami. Świetnie, obraziła się na mnie. Westchnęłam ciężko, wchodząc do sali, po czym zajęłam swoje stałe miejsce obok przyjaciółki. Zapowiada się długa, nudna lekcja.
     Stukałam paznokciami w blat mojej ławki i bezsensownie wpatrywałam się w białą tablicę, zawieszoną naprzeciw mnie. Nauczyciel wypisywał na niej pojęcia, z którymi mieliśmy zapoznać się na jutrzejszą lekcję, a ja nie miałam siły nawet na to, żeby wyjąć zeszyt i notować to wszystko. Mój żołądek zaciskał się w coraz większego supła. Kilka razy wydał z siebie dziwny dźwięk, ściągając na mnie spojrzenia kilkorga rozbawionych uczniów. Nie zareagowałam na to żadnym, szczególnym ruchem, a o wstydzie, jaki poczułam, pokazywały dwa czerwone rumieńce na moich policzkach. Na szczęście dwie ostatnie lekcje dzisiaj, którymi był wuef, zostały odwołane z powodu wyjazdu naszej trenerki na jakieś zawody. Nie, żebym nie lubiła ćwiczyć, bo lubię, ale nie za bardzo przepadam za naszymi strojami.
     Poderwałam się z siedzenia równo z dzwonkiem i od razu pobiegłam w kierunku drzwi. Monica, dalej na mnie obrażona, nawet nie starała się mnie zatrzymać. Doskonale wiedziałam, że przejdzie jej z momentem, w którym dodam kolejną część opowiadania. Będzie musiała się przed kimś wygadać i pierwszą osobą okażę się ja - jej najlepsza przyjaciółka.
      Stanęłam na przystanku autobusowym, sprawdzając godzinę na telefonie. Usiadłam na plastikowej ławce, wydobywając jabłko z jednej z kieszeni mojego plecaka. W piętnaście minut na pewno zdążę je zjeść. Zaczęłam zastanawiać się, czy moja mama będzie w domu, kiedy wrócę. Miałam cichą nadzieję, że nie zaszczyci mnie swoją obecnością. Specjalnie nie powiedziałam jej, że wrócę dzisiaj wcześniej do domu. Chciałam mieć dla siebie chociaż chwilę spokoju i móc pozbierać zagmatwane myśli. Gdyby dowiedziała się, że zawitam wcześniej, sporządziłaby mi listę miliona dwustu rzeczy, którą muszę wykonać przed jej faktycznym powrotem. Wyrzuciłam ogryzek do kosza i weszłam do autobusu, uśmiechając się delikatnie do kierowcy. Jest nim jeden z tych przyjaznych facetów po pięćdziesiątce, którzy temperamentem dorównują nie jednemu nastolatkowi.
       Droga powrotna do domu, zajęła o wiele mniej czasu, niż sądziłam, więc kiedy żółty autobus zatrzymał się na mojej ulicy, z niechęcią opuściłam jego wnętrze. Szybkim krokiem przeszłam dzielące mnie ostatnie metry, oddychając z ulgą, kiedy znalazłam się na podwórku i nie zauważając auta mojej mamy, co oznaczało, że mam całe dwie godziny tylko dla siebie. Włożyłam klucz w zamek, a po chwili radośnie weszłam do przedpokoju, rzucając torbę na najbliższą półkę z butami. Nie miałam sił targać jej schodami do swojego pokoju, gdzie po kilku sekundach się znalazłam.
     Laptop, który leżał na moim biurku, skupił mój wzrok, a ja zaciekawiona opinią innych ludzi na temat nowego odcinka, odpaliłam go, czekając aż żądana przeze mnie strona się załaduje. Mimo, że w szkole przejrzałam część komentarzy, zostawionych pod polską - i zarazem oryginalną - wersją, chciałam upewnić się, że angielscy czytelnicy są tak samo usatysfakcjonowani.
     Zaśmiałam się, kiedy zauważyłam, jak wszyscy wręcz błagają o to, aby główna bohaterka związała się z Zaynem. Ludzie dzielili się na trzy grupy: jedna z nich chciała wspólnego związku Mii i Zayna, druga zaś wolała, aby Malik przeleciał dziewczynę i w ten sposób wygrał zakład, a trzecia prosiła o szybkie zakończenie tej maskarady.
     Westchnęłam, zamykając kartę, mrucząc cicho pod nosem. Jeżeli chodzi o kolejny odcinek, to nie miałam żadnego pomysłu na rozwinięcie akcji. Jasne, chciałam, aby Mia dowiedziała się prawdy o Zaynie, ale na dzień dzisiejszy, było to zdecydowanie za szybko.
        - Danielle?! - drgnęłam, kiedy z salonu dobiegł mnie głos matki, a chwilę potem ciężkie kroki na schodach. Skuliłam się, resztkami sił zamykając klapę komputera, mając nadzieję, że starsza kobieta nie zwróci uwagi na wciąż działający zasilacz, wydający cichy szum. - Wiem, że jesteś w domu, smarkulo! Twoja torba leży w holu!
Jasna cholera, mój plecak!
     Drzwi otworzyły się z hukiem, ukazując zaczerwienioną twarz mamy i drżące, zaciśnięte w pięść ręce. Była zdenerwowana, a to oznaczało, że cała złość zostanie wyładowana na mnie. Syknęłam, kiedy zimna dłoń, zderzyła się z moim rozgrzanym policzkiem, przez co spadłam z krzesła na ziemię. Nie odważyłam się podnieść głowy, ani pisnąć choćby słowa, wiedząc jak zdenerwowałoby to jeszcze bardziej matkę.
        - Dlaczego nie powiedziałaś, że wracasz wcześniej, co?! - krzyknęła, kiedy chwyciła garść moich włosów i podciągnęła za nie moje ciało do góry. Zagryzłam wargi, starając się powstrzymać jęki bólu, które usilnie próbowały opuścić moje usta - Myślisz, że możesz sobie tak tutaj przychodzić i nic nie robić? Nie będę utrzymywać darmozjada! - sapnęła, ponownie uderzając mój policzek.
Błagam, Boże... pomóż mi...
    Nie liczyłam ile razy ręka rodzicielki zderzyła się z moim policzkiem, ile razy jej kolano uderzyło w mój brzuch, albo ile razy zostałam rzucona na ziemię i siłą ponownie podciągnięta. Marzyłam tylko o szybkiej śmierci, dzięki której mogłabym zaznać chociaż trochę spokoju, nie danego mi w własnym domu. W końcu, kiedy mama uznała, że mam dość i dała mi solidną nauczkę, wyszła z pokoju, uprzednio ostatni raz uderzając mnie w twarz. Nie miałam siły, by podnieść się z mokrej od moich łez podłogi. Wsunęłam jedynie dłoń do kieszeni spodni i wydobyłam z niej telefon. Chciałam zadzwonić do Monici, żeby chociaż przez chwilę z nią porozmawiać, nie mówiąc jej o tym, co się stało, ale zrezygnowałam, ponieważ mogłabym rozpłakać się do słuchawki.
         Powoli przekręciłam się na brzuch i uklękłam, podpierając się na rękach, które drżały niemiłosiernie. Odetchnęłam głęboko, po czym niezgrabnie podniosłam się z podłogi, od razu opierając się o ścianę w celu podtrzymania równowagi. Przełknęłam kolejne łzy i ruszyłam do łazienki. Ktoś mógł tutaj w każdej chwili przyjść, a ja na pewno wyglądałam gorzej niż po potrąceniu przez tira. W głowie miałam tylko to, aby się ogarnąć i nie pozwolić nikomu poznać mojego sekretu. 
          Stanęłam przed lusterkiem, wzdrygając się do swojego odbicia. Całą twarz miałam we krwi, która płynęła z nosa i rozciętych warg. Dotknęłam delikatnie dwoma palcami sinej skóry policzka. Syknęłam, kiedy ból poraził moje ośrodki nerwowe. Odkręciłam kurek z chłodną wodą, przemywając twarz z czerwonej cieczy. Czułam nienawiść, czystą nienawiść do wszystkiego, co mnie otaczało, a szczególnie do matki za to, co mi zrobiła. Żaden prawdziwy rodzic nie powinien czerpać przyjemności z katowania swojego jedynego dziecka.

*****

Hej, tym razem z tej strony Jesica Evans :)
Charlie zaprosiła mnie do współtworzenia tego bloga, z czego niezmiernie się cieszę - mam nadzieję, że wy nie macie nic przeciwko mojemu czynnemu udziałowi w tworzeniu tego opowiadania :)
Na dzisiaj to chyba tyle. Pozdrawiam idi następnego,
Jes xx

sobota, 14 marca 2015

Chapter Two

******

    Wskazówki zegara zatrzymały się na białej tarczy, pokazując godzinę czwartą w nocy. Zmęczona przeczesałam dłonią włosy, ciągnąc się za ich końcówki. W mojej głowie była ogromna pustka, a dzisiejszego dnia powinnam opublikować następny odcinek. Nie chciałam zawieść swoich czytelników, spóźniając się o dzień lub dwa z nowym rozdziałem, ale czułam, że to chyba będzie nieuniknione.
     Westchnęłam odsuwając się od komputera i siadając na łóżku. Odcinki pisałam w nocy, chcąc uniknąć wyzwisk ze strony mamy i kolejnych kłopotów. Nie miała pojęcia o tym co robię. Nie wiedziała, że prowadzę bloga, który robił się z dnia na dzień coraz bardziej popularny i przybywało mu czytelników. Ja... sama nie spodziewałam się czegoś takiego, zakładając go.
     Nieraz słyszałam opowieści moich koleżanek, które od kilku lat istnieją w blogosferze. Ich ciągłe narzekania, że strasznie trudno jest przyciągnąć czytelników, a jeżeli w końcu ci się uda musisz stawać na głowie, aby zostali z tobą na dłużej - zawsze mnie odstraszały od założenia własnej podstrony. Wydawało mi się, że będzie to praca na cały etat; całymi dniami musisz myśleć o tym co ma się wydarzyć w następnym odcinku, a kiedy uznasz, że pomysł jest w miarę dobry, trzeba go przelać na wirtualną kartkę papieru.
     Sama korekta, ciągłe poprawianie też daje się we znaki. Czytasz to w kółko i w kółko wyłapując wciąż nowe błędy, albo zdanie, które całkowicie ci się nie podoba i spędzasz kolejne kilka minut na formułowaniu czegoś nowego. W końcu, kiedy uznasz, że możesz pokazać to światu, czytasz ostatni raz i klikasz przycisk ''opublikuj''. Potem... nie ma już odwrotu. Albo ludziom się spodoba... albo nie i wylatujesz z gry.
     Zawsze ten proces lekko mnie przerażał. Siedzenie godzinami przy komputerze, wymyślanie nowych historii... To nie była moja bajka. Obawiałam się, że jeżeli zdecyduje się na ten krok, aby pisać dla innych, nikomu się to nie spodoba, wyśmieją mnie i poczuje się jeszcze gorzej. Jednak teraz jest to moja ucieczka... ucieczka przed teraźniejszością, przed bólem, wstydem i nienawiścią.
     Pisząc, mogę poczuć się innym człowiekiem. Mam wpływ na to co dzieje się z bohaterem, na jego los... Nikt nie może wpłynąć na moją wizję bohatera w danym momencie. Jeżeli będę chciała, aby wyjechał... zrobię to. Ma wylądować w szpitalu? Nic prostszego, wystarczy wpleść w to jakiś wypadek... Ta kontrola nad czyimś życiem zafascynowała mnie do tego stopnia, że zaczęłam się tym bawić. Nie chciałam, aby prowadzenie bloga było dla mnie obowiązkiem, ale zabawą. I jak widać... właśnie mi się to udało.
     Zamknęłam oczy starając się wyobrazić sobie historię, którą opisuję. Zaskoczonych chłopaków z One Direction stojących za kulisami sceny w X-Factor... Muszę się wczuć w uczucia bohaterów, muszę się nimi stać, jeżeli chcę ruszyć dalej.

''- To było genialne!- zaśmiał się szatyn klaszcząc w dłonie. - Kto by przypuszczał, że te dziewczyny będą w stanie tak dobrze wykonać naszą piosenkę!
- Louis... uspokój się już.- mruknął Harry wywracając oczami.- Solidnie się do niej przygotowały. Widzieliście publiczność? Ostatni raz widziałem tak rozszalałych ludzi kiedy...- przerwał szukając odpowiednich słów.
- Kiedy to my byliśmy w X-Factor- dokończył za niego Liam.- Bez urazy Zayn, ale to właśnie one są naszym damskim odpowiednikiem, a nie Little Mix- poklepał przyjaciela po ramieniu w pocieszającym geście.
- Dlaczego mam chować urazę, za te słowa? Przecież nic nie łączy mnie z Little Mix i wszyscy doskonale o tym wiecie...- Mulat zawołał odwracając się i schodząc zza kulis. Doskonale wiedział, że te dziewczyny mają ogromny talent i potencjał. Podejrzewał, że Modest! nie odpuści takich perełek. Przecież one mogą przynieść im miliony!
     Prychnął pod nosem. Modest! Z chęcią spaliłby cały budynek tego przeklętego zarządu. Nie znosił ich za to, że bez pozwolenia rujnują komuś życie i ustawiają po swojemu. Nawet nie warto się buntować, bo potraktują cie jeszcze gorzej.
- Nie zazdroszczę wam dziewczyny- mruknął sięgając po kolejnego już papierosa i zapalając go.- Wchodzicie w pakt z diabłem, z którego nie ma już wyjścia...''

     Otworzyłam gwałtownie oczy uśmiechając się szeroko. Szybko podniosłam się miejsca siadając na krześle i przysuwając do siebie klawiaturę. Moje palce radośnie wystukiwały kolejne litery, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Nie zwracałam uwagi na upływający czas, więc gdy skończyłam pisać odcinek, zaskoczona rozejrzałam się dookoła. Pomarańczowe promienie słońca, które wpadały przez okno oświetlały cały pokój.
     Przeczytałam ponownie rozdział, zmieniając niektóre słowa i z uśmiechem na ustach wcisnęłam mały przycisk, który pozwolił innym czytać moją pracę.
     
~*~

        - Wyglądasz jakbyś nie spała całą noc!- Niall uważnie zmierzył mnie wzrokiem, kręcąc głową. - Coś ty robiła?
 No nie wiem... może pisałam nowy odcinek na blog, który jest całym waszym pieprzonym życiem?
        - Nie wyspałam się - mruknęłam siadając na swoje miejsce i kładąc głowę na ławce - Jak było wczoraj?- zapytałam przypominając sobie o grupowym wypadzie do klubu od którego cudem udało mi się wymigać.
        - Monica przylizała się z jakimś gościem w łazience...
     Zaskoczona uniosłam głowę, powątpiewająco wpatrując się w przyjaciela. Czy blondynka wczoraj nie zarzekała się, że nie da się nikomu nigdzie zaciągnąć?
    Chłopak wzruszył ramionami na moje nieme pytanie. Chwilę później wyciągnął telefon, a przed moją twarzą pojawiła się fotografia tańczącej Monici. Jęknęłam cicho opadając na ławkę, wywołując tym samym chichot u mojego przyjaciela.
 Boże... dlaczego muszę być skazana na takiego idiotę?

******
Niall - przyjaciel Dan nie jest TYM Niallem Horanem :o
I tak czytałam TOTGA.
Kolejny odcinek jest już ciekawszy :)

5 komentarzy = next!

poniedziałek, 2 marca 2015

Chapter One

********

  Szybko przełknęłam ostatni kęs kanapki, chwytając w biegu klucze i wybiegając przed dom. Rozejrzałam się dookoła, a kiedy na ulicy nie pojawiło się żadne auto, szybkim krokiem przecięłam całą jej długość, w ostatnim momencie wchodząc do szkolnego autobusu. Nieśmiało uśmiechnęłam się do kierowcy, po czym ze spuszczona głową przemaszerowałam do najbliższego wolnego miejsca.
     Plecak wylądował koło moich stóp, przez co mogłam odetchnąć chwilową wolnością od noszenia ciężaru książek do szkoły. Rozsiadłam się wygodnie na twardym krzesełku, wyciągając z kieszeni płaszcza telefon i dotykając jednej z ikonek znajdujących się na ekranie pulpitu. Po chwili, wyświetliła się jedna z wiadomości od mojej przyjaciółki.
''Dodała nowy odcinek!''
     Skrzywiłam się widząc odnośnik do bloga, którym dziewczyna - jak cała nasza szkoła - była zafascynowana do granic możliwości. Prawie codziennie musiałam wysłuchiwać narzekań blondynki, kiedy główni bohaterowie nie postąpili tak jak podejrzewała. O ile na początku, traktowałam to z przymrużeniem oka, o tyle teraz miałam tego powyżej dziurek w nosie. Ileż można wysłuchiwać ciągle tych samych słów i śmiesznych obaw? Nie mówiąc już o domysłach, kim może być autorka tego bloga. Na moje szczęście, nikt nie podejrzewa…  że jest całkiem blisko.
     Schowałam telefon do kieszeni, uprzednio sprawdzając, czy z niej nie wypadnie. Nie chciałam stracić prezentu od taty, już pierwszego dnia po jego otrzymaniu, wziąwszy pod uwagę fakt, że jakikolwiek kontakt z nim miałam niestety ograniczony.
     Autobus mocno zahamował, skutecznie informując pasażerów o dotarciu do celu. Niechętnie podniosłam się, opuszczając żółty pojazd i z wzrokiem wbitym w ziemię, skierowałam się w stronę wejścia szkoły.
        - Danielle!- powoli uniosłam głowę, wpatrując się w biegnącą w moim kierunku przyjaciółkę. Jedną ręką trzymała zsuwającą się z jej ramienia torbę, a drugą wymachiwała telefonem. Jęknęłam cicho, wiedząc co za chwilę nastąpi – Widziałaś?! DaniX dodała wczoraj nowy odcinek, a ja go przegapiłam!- tupnęła nogą, przez co kilka zaciekawionych uczniów naszej szkoły, zaczęło uważnie się nam przypatrywać  - Zasnęłam koło północy, a ona akurat wtedy musiała opublikować odcinek. Tak bardzo chciałam skomentować to jako pierwsza…
    Pokręciłam głową, chwytając łokieć blondynki i znikając za drzwiami szkoły. Co chwilę dobiegały do mnie strzępki rozmów i urywki cytowanych fragmentów opowiadania DaniX. Zacisnęłam mocniej dłoń na ciele przyjaciółki, próbując za wszelką cenę nie wybuchnąć. To ciągle było dla mnie dziwne uczucie - słuchać jak ktoś opowiada o twoim blogu, nie mając pojęcia, że jego twórca jest tuż obok.
        - Z resztą nieważne. Naprawdę mam nadzieję, że Zayn i Mia będą ze sobą. Oni są tacy idealni razem...- wyjąkała moja przyjaciółka zaciągając mnie w stronę klasy biologicznej. Uśmiechnęłam się niemrawo, zajmując swoje stałe miejsce obok okna i wyciągając potrzebny zeszyt przy akompaniamencie monologu Monici.
     Chwilę później drzwi do klasy otworzyły się, a w progu stanął Niall - wysoki i dobrze umięśniony brunet, który nigdy nie rozstawał się ze swoimi snapback'ami i ray banami. Zmierzył mnie uroczym spojrzeniem, a potem wesoło pogwizdując, zbliżył się.
        - Cześć zdziry! - wydarł się do ucha blondynki, na co ta pisnęła głośno, odskakując. Zaśmiałam się, przez co wzrok chłopaka spoczął na mojej osobie - Moja love, jak mi cię brakowało przez ten czas! Kiedy ostatnio cię widziałem, co?
        - Dwa dni temu - wymruczałam w klatkę piersiową chłopaka, do której chwile później zostałam przyciśnięta.
        - O dwa dni za dużo...
      Monica wydała z siebie odgłos przypominający wymioty, dlatego oderwaliśmy się od siebie, karcąco patrząc na dziewczynę. Ta wzruszyła ramionami i wróciła do przeglądania swojej komórki. Wywróciłam oczami na jej zachowanie, dokładnie przypatrując się Niallowi. Oprócz czarnych, luźnych w kroku spodni i białej lnianej koszulce, miał jeszcze skórzaną czarną kurtkę, która wylądowała na jego ławce. Powstrzymałam cichy jęk zadowolenia, kiedy bez problemu mogłam obserwować tatuaże i kolczyki znajdujące się na jego ciele. Niall zdecydowanie zgrywał bad boya, jednak kiedy tylko spędziło się z nim trochę czasu, stawał się dosłownie jak małe dziecko.
        - Ni!- wzdrygnęłam się, kiedy po pomieszczeniu rozległ się głośny krzyk Jake'a. Zmrużyłam oczy, widząc chłopaka mojego przyjaciela, przyssanego do ust bruneta. - Jak tam po wczorajszym? - sugestywnie poruszył brwiami, wywołując tym samym jęki niezadowolenia u mnie i Monici.
        - Błagam, nie mówcie mi, że znowu się pieprzyliście - jęknęłam zasłaniając oczy, a po chwili usłyszałam gwałtowny wybuch śmiechu - Idioci.
     Odwróciłam się w stronę tablicy, obserwując siadających uczniów, a po chwili nauczycielkę - panią Branson. Lubiłam biologię, była jednym z nielicznych przedmiotów, które wchodziły z łatwością do mojej głowy.

~*~

        - Czytaliście najnowszy odcinek?- zagryzłam wargę, kiedy Sophia - jak w każdy poniedziałek - rzuciła to samo pytanie.
        - Kto nie widział? - powiedział Niall gryząc winogrona i rzucając jej kiść w stronę Jake'a. Wywróciłam oczami śmiejąc się z ich poważnych min, które robili za każdym razem, kiedy jeden z nich nie złapał gałązki.
       - Nie mam pojęcia co widzicie w tym blogu - mruknęłam wbijając swój widelec w porcję makaronu -Blog jak blog - zwykła historia.
     Jak na zawołanie wszyscy przy stoliku zamarli, wpatrując się we mnie z niedowierzaniem i szokiem wymalowanym na twarzy. Wzruszyłam ramionami, zanurzając widelec z makaronem w swoich ustach i czekając na pierwsze słowa jakie padną.
     Trzy, dwa, jeden...
        - Żartujesz sobie?- Monica żachnęła się odsuwając od siebie dopiero co zaczętą kanapkę z tuńczykiem. Ta dziewczyna naprawdę kocha tuńczyka - Jak możesz...czy ty kiedykolwiek czytałaś jakiś odcinek?
     Ha! Ja je piszę kochana, więc chcąc nie chcąc jestem na bieżąco.
     Skinęłam głową odkładając widelec, nagle tracąc apetyt.
        - To jest najlepsze fanfiction jakie kiedykolwiek czytałam! - zawołała zwracając tym samym uwagę kilku osób - Zayn i Mia... Boże, przecież ich historia to bajka! I nie mówię tego dlatego, że jej bohaterem jest Zayn Malik - jaaaaasne. Przyznaj się, kochasz Malika! - DaniX kimkolwiek jest, ma niebywały talent. Jej opowiadanie tłumaczone jest na kilkanaście języków! Nie mów mi, że nie czytasz tego bloga...
        - Właściwie to lecę z oryginałem - mruknęłam zanim zdążyłam się porządnie zastanowić. Kolejny raz przy naszym stoliku zapanowała cisza, podczas której przeklinałam się w myślach za swoja głupotę,
     Jednym z powodów, dla których nie muszę się obawiać, że ktoś wpadnie na mój trop, jest fakt, że blog prowadzony jest w języku polskim. Tłumaczenie na język angielski jest o kilka rozdziałów do tyłu, co jest katorgą dla wszystkich anglojęzycznych czytelników nie znających polskiego. Na szczęście - lub nie - ja nie miałam z tym problemów ze względu na to, że mieszkałam i wychowałam się w Polsce. Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałam czternaście lat, i od tego czasu mieszkam z mamą w Los Angeles, gdzie znalazła pracę jako menadżer jednej z firm. Z tatą ciągle utrzymuję kontakt - oczywiście w sekrecie przed mamą, która dostaje szału za każdym razem, kiedy widzi jego próby skontaktowania się ze mną.
     Zagryzłam zęby, przyciskając palce do świeżej rany, powstałej zeszłej nocy na mojej nodze. Odkąd zamieszkałyśmy w Stanach, niemal codziennie obrywam od mamy, za... tak naprawdę wszystko. Nikt z moich przyjaciół nie wie, co się tak dokładnie dzieje w moim domu, bo przed każdym wyjściem nakładam tonę pudru na twarz, dzięki czemu nie widać moich siniaków. Nie miałam ochoty, odpowiadać im na pytania na ten temat.
        - O MÓJ PIEPRZONY BOŻE! - Sophia wydarła się, niemal strącając swoimi gwałtownymi ruchami butelki z wodą - Błagam powiedz mi, że Zayn i Mia będą się pieprzyć... przecież oni musza to zrobić!
     Cholera, nie.
       - Zwariowałaś? - burknęłam w odwiedzi - Musicie poczekać na tłumaczenie, nie będę wam dawać spoilerów.
     A na wątek erotyczny z Zaynem i Mią, będą musieli poczekać. Wobec nich mam inne plany.

~*~

     Po cichu wsunęłam się do domu, zamykając za sobą drzwi i starając się nie narobić hałasu. Doskonale wiedziałam, że mama jest już w domu, a ja bałam się tego za co tym razem mnie uderzy. Wczoraj oberwałam za to, że obiad nie był gotowy na taką godzinę na ja miał być. Spóźniłam się dziesięć minut.
     Tęskniłam za tatą. Gdyby moi rodzice nie postanowili się rozwieść, teraz moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Na pewno nie miałabym tyle siniaków, mama nie podniosłaby na mnie nigdy ręki... a ja pewnie nigdy nie założyłabym bloga.
     Opowiadanie o One Direction miało być moja odskocznią od prawdziwego życia. Chciałam w jakiś sposób kontrolować coś, mieć na coś wpływ, skoro nie mogłam sprawować kontroli nad własnym życiem. Nie sądziłam, że moja historia odniesie taki niebywały sukces - cały czas zastanawiam się, co takiego przyciągnęło tyle czytelników.
     Wsunęłam się do pokoju, odpalając ruter z wifi, a dosłownie kilka sekund później mój telefon wydał z siebie radosny sygnał powiadomienia. Uśmiechnęłam się, wyciągając go i obserwując jak ekranik co chwile się zaświeca, sygnalizując kolejne powiadomienie.
- Danielle! - znieruchomiałam z telefonem w ręku i głośno przełknęłam ślinę. Jednym kliknięciem wyciszyłam telefon i schowałam go pod poduszkę, słysząc coraz głośniejsze kroki na schodach.
     Błagam, nie....
     Drzwi z głośnym hukiem uderzyły o ścianę, a ja stanęłam oko w oko z wściekłą mamą, trzymająca w dłoni list. Zaadresowany do mnie. Z banku, gdzie tata przelewał mi pieniądze na moją przyszłość.
      Kurwa, mam przejebane...


********
Chłopaki z 1D niedługo się pojawią! Przepraszam za ten poślizg, staram się wszystko ogarnąć ;)
Przepraszam za błędy!
P.S. Kto chce być informowany o nowych odcinkach niech zostawi na siebie namiary w zakładce ''informowani''

poniedziałek, 16 lutego 2015

Prologue.


     Krzyki fanów i oślepiające lampy aparatów, towarzyszyły mi przy każdym kolejnym kroku. Obróciłam się w stronę reporterów, posyłając im wyćwiczony uśmiech i nieruchomiejąc na kilka sekund, aby po chwili ponownie ruszyć w kierunku głównych drzwi.
        -Pani Payne, jak się Pani czuje z myślą, że Pani powieść spodobała się tylu osobom?- krzyknęła jedna z reporterek, chcąc zwrócić na siebie moją uwagę. Zgrabnym ruchem wyminęłam kobietę, udając, że w hałasie jaki panował na około, nie usłyszałam zadanego mi pytania.
     Długa, czerwona suknia, radośnie powiewała za mną, kiedy z wysoko uniesiona głową wchodziłam po schodach, wprost do wielkiej, uroczyście przystrojonej sali kinowej. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy na ekranie zauważyłam okładkę mojej książki, na podstawie której, został nakręcony film, a uroczysta premiera zgromadziła same wielkie gwiazdy show-biznesu.
        - Podekscytowana?-odwróciłam się w stronę wysokiego i dobrze zbudowanego mężczyzny trzymającego lampkę wina w ręce. Zagryzłam wargę, kiedy uważnym spojrzeniem zlustrował mnie z góry do dołu, subtelnie oblizując wargi- Wyglądasz przepięknie Dan...
       - Ty również.- powiedziałam, podchodząc do niego i składając delikatny pocałunek na jego ustach.- Kocham cię, Liam.

~*~
A więc tak. 
Tak jak mówiłam, usunęłam wszystkie poprzednie odcinki i zastępuje je nowymi. Tym razem, ta historia będzie przebiegać tak jak powinna. Odcinki dodawane będą w weekend.

piątek, 26 grudnia 2014

''Merry Christmas'' || One Shot Liam Payne

''Merry Christmas''

     Mocniej objęłam kubek z ciepłą czekoladą i ponownie wbiłam wzrok w krajobraz przede mną. Latarnie uliczne oświetlały drogę, którą nie przejeżdżały żadne auta, a ludzie nie przechadzali się chodnikiem razem ze swoja drugą połówką. Jedynym dowodem na to, że czas nie zatrzymał się w miejscu, były wirujące płatki śniegu, które przyczepiały się do szyb i framug okien.Westchnęłam podciągając kolana pod brodę, kurczowo chwytając ciepłe naczynie, które oprócz rozpalonego ognia w kominku - dawało jedyne źródło ciepła.
     Dzisiaj była Wigilia. Dzień w którym rodziny zasiadały razem przy stole, jadły wspaniałe potrawy, wymieniali się życzeniami i prezentami… w tym dniu nikt nie mógł być samotny, a jednak… tak było.
     Zrzuciłam z ramion puchaty koc, idąc w kierunku włączonego laptopa, gdzie radośnie migotała koperta, symbolizująca nową wiadomość. Opadłam na obrotowe krzesło, kładąc kubek z napojem obok komputera, a następnie klikając na migoczącą ikonkę. Kolorowy ekran zabłysł, a po chwili przed sobą miałam treść maila od swojego szefa. Wywróciłam oczami, chwytając do ręki kubek i zanurzając w ciepłym płynie usta, uważnie skanowałam treść wiadomości.

”Danielle!
Twoja rozprawa, która miała się odbyć w następny poniedziałek w Sądzie Rejonowym, została przesunięta na termin 24.01.15r. Oskarżony wniósł wniosek o odroczenie sprawy, z powodu przygotowań do pogrzebu jego brata. Sąd zgodził się uprzednio zaznaczając, że jest to ostateczny termin, którego nie można już zmienić.
Wesołych świąt!
Chris’’


     Zrezygnowana zamknęłam klapę laptopa, przeczesując ręką włosy. To nie pierwszy raz, kiedy przesunięto moja rozprawę, jednak jeszcze nigdy nie była ona odroczona w tak dalekim terminie. Zamknęłam oczy odsuwając się od stolika i ponownie skupiając swój wzrok na szybie.
     Nie chciałam być sama, szczególnie w takim dniu, jednak, nie miałam wyboru. Moja rodzina odwróciła się ode mnie, kiedy dowiedzieli się, że miałam chłopaka, który nie był ani prawnikiem, lekarzem czy policjantem. Po prostu spakowali moje rzeczy i kazali się wynosić.

*Retrospekcja*

     Załzawionymi oczami wpatrywałam się swoich rodziców, którzy znosili torby wypchane moimi rzeczami i rzucali je prosto pod moje stopy.
        - To już wszystko- powiedział tata, rzucając ostatnią torbę, a następnie otwierając drzwi wejściowe- Możesz nas opuścić.
        - A-ale… T-tato…- wyjąkałam, zaszokowana patrząc na to jak po kolei wyrzuca moje rzeczy na dwór.- Przecież…
        - Przez całe życie mówiliśmy ci, jakiego kandydata szukać…- warknął nie patrząc na mnie- przez całe życie mówiliśmy, żebyś dobrze się uczyła, abyś miała dobrą przyszłość, a ty… nagle postanowiłaś to wszystko… rzucić, bo jakaś gwiazdka zawróciła ci w głowie?!- krzyknął podchodząc do mnie. – Gdzie on teraz jest?! Pewnie zabawia się z jakąś kolejną dziwką, taką jak ty i ma cię w dupie! Nie miał nawet odwagi tutaj z tobą przyjechać!- chwycił mnie za ramię i wyprowadził zza próg domu.- Zrobi ci bachora i tyle go zobaczysz! Będziesz jedną z tych dziwek na rogu ulicy, łapiąc okazję, żeby coś zarobić, bo on nie da ci nawet złamanego grosza…
        - Liam taki nie jest!- krzyknęłam zalewając się łzami. – On mnie kocha!
        - Nie każdy kto mówi ‘’kocham cię’’ czuje to naprawdę, dziecko- sapnął odpychając mnie od siebie jak zarazę.- Nie chcę cię tutaj więcej widzieć! Idź do niego, zobaczymy czy ci pomoże, czy nie wypnie się i powie ‘’spierdalaj’’. Nawet ja nie chciałbym wziąć takiej dziwki pod swój dach, jak ty!
     Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy sens słów wypowiedzianych przez ojca doszedł do mojego mózgu. Chwile potem usłyszałam trzask zamykanych drzwi, przez co zachwiałam się, o mało nie upadając na ziemię.
        - Dani…- czyjeś mocne dłonie przytrzymały mnie przed upadkiem i przycisnęły do swojej piersi.- Kochanie proszę, nie płacz…
        - Liam…- szepnęłam, kurczowo trzymając koszulkę chłopaka i chowając w niej swoją zapłakaną twarz. – Proszę, zabierz mnie stąd.’’

*Koniec retrospekcji*

     Zamaszystym ruchem starłam z policzka spływające łzy i nerwowo odetchnęłam. Po tym jak ojciec nazwał mnie dziwką, zatrzaskując mi przed nosem drzwi – nie widziałam jego, ani mamy już nigdy więcej. Tamtego dnia, kazałam Liamowi zostać w samochodzie z chłopakami. Chciałam najpierw przygotować na to wszystko rodziców, ale… nie przewidziałam tego co się potem stało. Payne spełnił moją prośbę – zabrał mnie do siebie, gdzie nie odstępował mnie na krok. Bał się, że go zostawię, że wykrzyczę mu prosto w twarz, że to jego wina, że przez niego rodzice się mnie wyrzekli.
        - Kochany idiota- mruknęłam do siebie przenosząc wzrok na nasze wspólne zdjęcie oprawione w ramkę i stojące na kominku. Zrobione zostało przez Zayn'a, podczas dwudziestych pierwszych urodzin Liam'a…

*Retrospekcja*

     Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, poprawiając wgniecenia na sukience i przeczesując rękoma włosy. Ten dzień musiał być idealny. Wszystko musiało być idealnie zaplanowane.
        - Dan, Harry za chwilę będzie tutaj z…- do pokoju weszła Perrie ubrana w kremową zwiewną sukienkę. Zatrzymała się na środku pokoju, szeroko otwierając oczy i lustrując mnie uważnie spojrzeniem.- Jezu, Dan.- wyjąkała.
        - Jest źle?-zaniepokoiłam się okręcając się szybko dookoła i zezując w lustro. Według mnie było okej.
        - Wręcz przeciwnie…- uśmiechnęła się podchodząc i delikatnie dotykając moich prostych włosów.- Liam padnie jak cię zobaczy. Prawdopodobnie cała męska publiczność również.
        -Daj spokój.- zaśmiałam się zażenowana na komplement przyjaciółki.- Mówiłaś, że Harry zaraz tu będzie?
     Blondynka energicznie potrząsnęła głową, wprawiając w ruch swoje różowo-blond włosy. Westchnęłam rozglądając się dookoła i chwytając srebrną spinkę do włosów, którą dostałam od Liam'a. Była to jego pamiątka po babci, miał ją podarować dziewczynie, która będzie dla niego najważniejsza na świecie, jego wybranką na całe życie.
        - Czy to jest broszka jego babci?
        - Tak, dokładnie ta sama- zaśmiałam się, wplatając ją we włosy i ostatni raz spoglądając na siebie. Błękitna sukienka bez ramiączek opinała moje ciało, idealnie je eksponując. Zwężała się przy piersiach, a następnie pięknie rozchodziła, aż do kolan. Na nogach, ubrane miałam białe szpilki, które radośnie kontrastowały z białymi żabkami wpiętymi we włosy oraz srebrną broszką.- Możemy iść.
        - Czekaj!- dziewczyna machnęła ręką zatrzymując mnie. Spojrzałam na nią zaskoczona.- Załóżmy się. Kiedy zejdziesz po schodach, każdy facet będzie się na ciebie patrzył!- wyszczerzyła się wyciągając w moją stronę swoją drobną dłoń.
        -Nawet Zayn?- rozbawiona uniosłam jedną brew do góry.
        - Nawet Zayn- powtórzyła.- Ośmielę się nawet powiedzieć, że jeżeli będzie coś pił… zachłyśnie się albo wypluje to co będzie miał w ustach z powrotem do szklanki. Wygrana wymyśla zadanie dla przegranej.
     Zaśmiałam się próbując wyobrazić sobie przyjaciela w danej sytuacji, jednak moja wyobraźnia nie była aż tak dobra. Wywróciłam oczami ściskając rękę dziewczyny na co zapiszczała radośnie. Po chwili wybiegła z pokoju, a ja nieśmiało skierowałam się za nią.
     Powoli schodziłam po schodach, czując na sobie spojrzenia wszystkich obecnych; zazdrosne kobiet i pełne podziwu mężczyzn. Stanęłam na ostatnim schodku i nieśmiało uniosłam wzrok, spoglądając na stojącą przede mną Perrie. Klepnęła w ramię swojego chłopaka, który stał odwrócony do mnie tyłem i rozmawiał z Louisem. Zayn powoli spojrzał na swoją narzeczoną unosząc do ust szklaneczkę z napojem, a potem podążył za jej wzrokiem, wprost na mnie.
     Jego oczy otworzyły się szeroko, momentalnie odstawiając kryształ na półkę i zanosząc się kaszlem. Blondynka triumfalnie uśmiechnęła się do mnie, klepiąc Mulata w plecy.

~*~

        - Powinienem cię stąd zabrać- usłyszałam szept za swoimi plecami. Odwróciłam się, przegryzając wargę i uważnie patrząc na wysokiego chłopaka.
        - Dlaczego?
        - Ponieważ, każdy tutaj rozbiera cię wzrokiem, a to mogę robić tylko ja- powiedział przygryzając płatek mojego ucha, wywołując tym samym przyjemne dreszcze na moim ciele. Zamknęłam oczy, pozwalając poddać się przyjemności, którą sprawiał mi nawet najmniejszy ruch Liam’a.
        - Zakochańce!- krzyk Zayn’a zmusił mnie do otworzenia oczu i zgromienia spojrzeniem przyjaciela.- Zaraz stąd idę, tylko pozwolicie…- wskazał na aparat, a po chwili błysnęła lampa.- Już mnie nie ma!- zawołał odchodząc.
     Zmarszczyłam brwi spoglądając na również zaskoczonego Liam’a. ‘’

*Koniec retrospekcji*

     Westchnęłam biorąc do ręki kubek z zimną już czekoladą i kierując się do kuchni. Dzięki pomocy Liam’a, udało mi się skończyć studia prawnicze i znaleźć pracę w najlepszej kancelarii adwokackiej w całym Londynie, przez co mogliśmy pozwolić sobie na luksusy. Oczywiście Liam, jako członek One Direction, na swoim koncie miał sporo zer, jednak źle się czułam z tym, kiedy musiał wydawać na mnie pieniądze, dlatego, kiedy dostałam pierwszy zastrzyk gotówki- postanowiliśmy, że razem kupimy dom i go umeblujemy.
     Oparłam czoło o półkę przede mną, marząc tylko o jednym. Aby Liam tutaj był. Zacisnęłam dłonie w pięści, próbując wyobrazić sobie, jak szatyn* stoi obok mnie i radośnie się uśmiecha. Niestety, nic z tego.
     Otwarłam oczy, kiedy po mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Zrezygnowana powoli skierowałam się w stronę wejścia i pociągnęłam za klamkę. Drewno uchyliło się, a ja mogłam zobaczyć radosną twarz Perrie, ściskającą wielki talerz z jedzeniem.
        - Perrie? Zayn?- rzuciłam, kiedy obok blondynki wyłonił się czarnowłosy trzymając w dłoni kilka zapakowanych przedmiotów.- Co wy tu robicie?
        - Dzisiaj Wigilia!- zawołała dziewczyna, przekraczając próg mieszkania. Zmarszczyłam brwi, kiedy zaraz za Zaynem pojawił się Harry, Louis, Niall, Eleanor i… Liam.
        -Myślałaś, że pozwolę ci samotnie spędzać święta?- powiedział, kiedy zauważył, że się mu przypatruję. Uśmiechnął się, szeroko rozkładając ramiona.
        - Liam!- pisnęłam wymijając wchodzącego Louis’a, który usilnie starał się złapać dłoń Harry’ego i wpadłam w ramiona chłopaka - Przecież miałeś być u swoich rodziców.- powiedziałam oplątując jego pas swoimi nogami.
        - I zostawić moja księżniczkę samą na święta?- zaśmiał się, składając pocałunek na moim czole.- Nigdy. Poradzą sobie beze mnie, będą przecież moje siostry… a ja mam tutaj swoją rodzinę- szepnął wskazując głową na przygotowujących stół wigilijny w salonie chłopaków, i dziewczyny zajmujące się rozpakowywaniem potraw oraz układaniem prezentów pod choinką.- A jej najważniejszy członek jest w moich ramionach- dodał ścierając z mojego policzka łzę szczęścia.- Merry Christmas, skarbie.

*******
*- zagadka... jaki kolor włosów ma Liam? ;O
Prezent od mikołaja :D Santa Claus mnie nie zawiódł, jak Wam się podoba?
Ciekawych zapraszam również tutaj: One Shot || Louis Tomlinson
Trochę mniej wyszedł niż ten tutaj. Shot o Liamie jednak jest moim faworytem :)

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych świąt! || Urodziny Lou

Udało mi się znaleźć chwilkę, którą poświęcam na napisanie dla Was życzeń.
Miałam pomysł, aby wkleić jakiś oklepany wierszyk z internetu, ale skoro święta są tylko raz w roku, wypada to jakoś odpowiednio uczcić.

Życzę Wam wszystkim pogodnych, rodzinnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia, wspaniałej Wigilii, mnóstwa prezentów, niezapomnianych wspomnień oraz udanego i bardzo zakrapianego sylwestra. Życzę Wam, aby nadchodzący rok 2015 był lepszy od tego, abyście spełnili swoje marzenia i postanowienia, oraz abyśmy spotkali się w takim samym gronie za rok ( może już na innym blogu, ale to tak mimochodem) i oczywiście: doczekali się koncertu One Direction w Polsce!
Bloggerom życzę mnóstwa pomysłów na nowe historie oraz na blogi, które prowadzą, a czytelnikom życzę wytrwałości oraz cierpliwości w czekaniu na nowy odcinek ;)

Merry Christmas!

Jak to bywa w Wigilię, pod choinkę kładzie się prezenty. Ja również chciałbym coś Wam dać, jednak... Santa Claus poinformował mnie, że wykonanie tego prezentu nie jest dla niego takie łatwe, dlatego przywiezie go z lekkim opóźnieniem ;) 
Co to takiego? Będziecie musieli zapytać się samego świętego, kiedy tutaj przyjedzie ;)



Dzisiaj oprócz zasiadania do wigilijnego stołu, świętujemy coś jeszcze. Dokładnie 23lata temu na świat przyszedł nasz kochany Louis. Szczerze, nie mogę ciągle wyjść z podziwu, że nasz kochany aniołek ma już 23 lata! I tak, brzmię tutaj jak zakochana po uszy w swoim idolu dziewczynka :)

Lou i tak nie zobaczy tych życzeń, jednak mimo wszystko- wypada je złożyć!

Życzę naszemu kochanemu Louisowi, aby nadal był tak samo uśmiechnięty, tak samo wesoły i tak samo rozbawiał wszystkich do łez, jak teraz. Aby miał mniej chwil, gdzie czuje się ''do niczego'', radośniej patrzył na świat oraz aby był dumny z tego co robi i najważniejsze: z tego kim jest. 
Życzę Ci, Lou, abyś nadal robił to co kochasz: śpiewał razem z chłopakami, grał w piłkę w Doncaster, abyś... był po porostu szczęśliwy. Życzę Ci, abyś zaakceptował fakt, że masz niesamowity głos, i przestał się przejmować złymi opiniami na swój temat- pamiętaj, że zawsze będziemy jeszcze my, a Directioners tak łatwo nie popuszczają ;)
Teraz zapewne spędzasz czas z rodziną i przyjaciółmi, jednak mam w sercu cichą nadzieję, że wiesz jak bardzo jesteś ważny dla nas wszystkich - dla  Directioners - i jesteś z nas dumny. Chyba  doskonale zdajesz sobie sprawę z tego ile osób złożyło Ci życzenia? ;)
Przede wszystkim, życzę Ci zdrowia, szczęścia, uśmiechu i dużo miłości, spełnienia marzeń,wielkiej dziury w pamięci i abyś nigdy nie żałował ani jednej chwili, którą przeżyłeś w swoim życiu.

Happy Birthday Lou!






______________________________________

Zapraszam na odcinek VII KLIK 
oraz informuję że blog BLMFOYS (jaki skrót o.o) 
obchodzi swoje pierwsze święta! Yeaaaah!

Merry Christmas