sobota, 1 sierpnia 2015

Chapter Ten


*******

~Liam~

          Moment, w którym w końcu stanęliśmy na płycie lotniska LAX w Los Angeles, był jednym z piękniejszych w moim życiu. Nie mam pojęcia dlaczego, ale strasznie źle zniosłem podróż. Przez całą drogę czułem nudności, a świat przed oczami nieustannie mi się kręcił. Chciałem po prostu usnąć, jednak jakieś wyjące dziecko skutecznie mi to uniemożliwiało. Przetarłem skronie, zamykając na kilka sekund oczy. Plecy strasznie mnie bolały. Spanie w fotelu najwyraźniej nie było najlepszym pomysłem. Jednak nie żałuję tego, w końcu ja mogłem spać na tylnych siedzeniach w samochodzie, a Niall musiał go prowadzić.
- Żałuję, że nie mogę zdjąć tej cholernej bluzy.Tutaj jest tak gorąco, że zaraz się roztopię - westchnąłem, chcąc rozpocząć jakąkolwiek konwersację ze swoim przyjacielem. Nienawidziłem, kiedy pomiędzy nami panowała zupełna cisza.
- Właśnie w takich momentach cieszę się, że nie mam żadnych tatuaży - zaśmiał się blondyn, nasuwając na oczy okulary przeciwsłoneczne i czapkę z daszkiem na głowę. - Przynajmniej jestem pewny, że żadna fanka nie rozpozna mnie po ''ramionach'' - poruszył brwiami, odbierając nasze torby i zarzucając sobie na plecy. Bez słowa ruszyłem za nim, unikając jakiegokolwiek kontaktu z osobami, które potencjalnie mogły być naszymi fanami. Wolałem aby cała nasza wyprawa tutaj, pozostała w tajemnicy. 
      Przed budynkiem było tak samo dużo ludzi, jak w środku. Westchnąłem zrezygnowany siadając na pobliskiej ławce, ignorując paplanie Nialla przez telefon. Wyglądało na to, że załatwiał nam transport do miejsca, gdzie mieliśmy spędzić kilka pobliskich godzin. Rozejrzałem się znudzony dookoła, chcąc znaleźć coś, co zaciekawi mnie choćby na kilka pobliskich minut. Zmrużyłem oczy skupiając wzrok na małej płaczącej dziewczynce siedzącej na krawężniku. Rączki miała przyciśnięte do oczu, a po zaróżowionych policzkach spływały łzy. Wyglądało na to, że była zupełnie sama - wokół niej nie kręcił się żaden dorosły.
     Niepewnie wstałem, powoli podchodząc do dziewczynki, przysiadając się do niej i ściągając kaptur z głowy. Nie chciałem, aby jeszcze bardziej się przestraszyła.
- Cześć - powiedziałem uśmiechając się. Blondyneczka skuliła się jeszcze bardziej, nie spoglądając w moją stronę. Pokręciłem głową poprawiając okulary. Zerknąłem do tyłu widząc Nialla odwróconego do nas plecami, nadal z telefonem przyciśniętym do ucha. - Gdzie twoja mama? Zgubiłaś się? - ponownie zwróciłem się do dziewczynki, modląc się w duchu o jakąkolwiek reakcję. Nie miałem pojęcia jak zachowywać się w stosunku do dzieci; to zawsze Niall albo Harry zagadywali naszych najmłodszych fanów. Uśmiechnąłem się szerzej, kiedy dziecko skinęło główką, przecierając załzawione oczka. Mogła mieć co najwyżej pięć lat. - Wiesz, byłoby łatwiej, gdybyś powiedziała mi jak się nazywasz.
     Dziewczynka powoli spojrzała na mnie, pociągając noskiem. Rozczuliłem się na ten widok, wyciągając z kieszeni bluzy chusteczki. Delikatnie wytarłem jej policzki, lekko ją łaskocząc. 
- Nazywam się Stella - wysapała śmiejąc się. Uśmiechnąłem się triumfalnie. - A to Niam.- powiedziała wskazując na leżącego obok niej misia. Zaskoczony spojrzałem na nią, nic nie rozumiejąc. 
- Niam? Jest takie... imię?- zapytałem niepewnie.
- Oczywiście, że jest! - żachnęła się. Zaśmiałem się cicho z jej oburzenia i gniewnego spojrzenia. - To połączenie imion Liasia i Nialla. 
     Pokiwałem głową zagryzając wargi, aby nie wybuchnąć śmiechem. Oczywiste było to, że Stella nie wiedziała kim byłem. Ponownie spojrzałem na przyjaciela, który przyglądał się nam teraz z zaciekawieniem. Machnąłem na niego dłonią, każąc się zbliżyć.
- A poznałaś kiedyś Nialla albo Liama?- mimo, że mieliśmy nikomu się nie zdradzać z naszą obecnością tutaj, chciałem ją uszczęśliwić. Co mogła zrobić mała dziewczynka? Przecież nie zacznie krzyczeć na całą ulicą kim jesteśmy. Na litość Boską, ma dopiero 5 lat! - A chciałabyś?- dodałem, kiedy pokręciła przecząco głową. Jej oczy rozbłysły z podekscytowania, energicznie kiwając główką. Spojrzałem znacząco na siedzącego obok nas Nialla, który po chwili ściągnął okulary.
     Z ust dziewczynki wyrwał się wesoły pisk, a w następnej sekundzie wisiała na szyi blondyna. Irlandczyk zaśmiał się, obejmując dłonią jej chude ciało i przyciągając do siebie. Rozejrzałem się, a kiedy zauważyłem ochroniarza lotniska, skierowałem się w jego stronę. Po kilku minutach mężczyzna przekazywał podstawowe informacje o wyglądzie dziewczynki przez interkom. Odetchnąłem z ulgą, wracając do pozostawionej samej sobie dwójki. Stella radośnie uśmiechała się do Nialla, ściskając mocno w swojej dłoni pluszowego misia. Na moją twarz mimowolnie wpłynął szeroki uśmiech, kiedy zadowolony chłopak założył na jej nosek swoje okulary, które oczywiście były o kilka rozmiarów za duże. Usiadłem obok nich, wpatrując się w swoje buty, czekając, aż rodzice dziewczynki pojawią się w zasięgu wzroku.
- Mama!- drgnąłem, kiedy blondyneczka nagle krzyknęła, wykręcając się w ramionach Nialla. Horan postawił ją na ziemi, a po chwili dziewczynka znalazła się w ramionach zapłakanej kobiety. Niepewnie podszedłem do nich znacząco chrząkając. Kobieta uniosła wzrok, chwytając małą pod paszki i unosząc.
- Nawet nie mam pojęcia jak wam dziękować...- powiedziała, z wdzięcznością w glosie. Kurczowo ściskała ciałko córeczki, jakby bała się, że  ponownie się zgubi - odwróciłam się tylko na chwilę, a zaraz potem już jej nie było. Jeszcze raz wam dziękuję.
- To nic takiego - Niall machnął ręką uśmiechając się. - Do zobaczenia Stella - mrugnął do dziewczynki, na co radośnie się zaśmiała. Pokiwałem głową kobiecie na pożegnanie, wracając do ławki i siadając na niej. - Samochód jest w drodze.
     Westchnąłem, opierając głowę na ręce. To był dopiero początek dnia, a ja już miałem dość.

~Danielle~

    Zaspana uniosłam głowę, tępo wpatrując się w ścianę przede mną. Rozejrzałam się po pokoju, próbując zlokalizować przedmiot, który wybudził mnie z mojego snu. Leniwie przeciągnęłam się, zamierając kiedy ponownie usłyszałam dźwięk dzwonka do drzwi. Tym razem dłuższy i bardziej natarczywy. Wywróciłam oczami, ostatecznie zsuwając się z łóżka i maszerując w kierunku drzwi. Zanim chwyciłam klamkę, dzwonek odezwał się kolejny raz. Zasłoniłam usta ręką, kiedy zaczęłam ziewać, ciągnąć klamkę do siebie i otwierając drzwi. Zmrużyłam oczy, próbując rozpoznać osobę dla której wstałam z ciepłego i miękkiego łóżka.
     Pierwsze co zauważyłam to dwie pary nóg, odziane w ciemne rurki. Leniwie podnosiłam wzrok, chcąc skupić się na twarzach nieznajomych. Zamrugałam oczami wyostrzając obraz i spoglądając jeszcze raz.
O kurwa. Mam halucynacje. 
- Co...?- wykrztusiłam, kiedy rozpoznałam dwóch chłopaków niedbale stojących przede mną. Niall Horan i Liam Payne. - Co się dzieje?
     Chłopcy wymienili się spojrzeniami, nerwowo przestępując z nogi na nogę.
- Danielle Jones?- Niall niepewnie zapytał. Skinęłam głową w odpowiedzi nadal zbyt zszokowana, aby cokolwiek powiedzieć.- Nas pewnie już znasz... jednak się przedstawimy. Niall Horan i Liam Payne - wskazał najpierw na siebie a potem na chłopka obok. - Chcieliśmy porozmawiać i być może złożyć pewną propozycję. Można? - spojrzał w głąb domu, dając mi tym samym do zrozumienia, że chcieliby wejść do środka.
     Odsunęłam się wpuszczając ich i dokładnie zamykając drzwi. Cieszyłam się, że wczoraj wysprzątałam cały dom, a mama miała spóźnić się dwa dni. Przynajmniej dwa problemy mam z głowy.
     Salon wydawał się w obecnej chwili dziwnie mały, kiedy naraz znalazły się w nim trzy osoby. Zacisnęłam dłonie, niemo wpatrując się w chłopaków, którzy cicho uzgadniali coś między sobą. Zmrużyłam oczy, nieznacznie chrząkając, aż Liam powoli uniósł głowę i uśmiechnął się pocieszająco.
- Danielle...- chrząknął - Nie jesteśmy tutaj bez powodu, jednak skoro nadal nie masz osiemnastu lat... nie możemy niczego ci zaproponować bez obecności twoich rodziców.- powiedział ze współczuciem. Uniosłam brew zaciekawiona, kręcąc głową.
- Mama będzie za dwa dni, równie dobrze możecie powiedzieć mi teraz o co chodzi. - mruknęłam zakładając dłonie na piersi. - Czym sobie zasłużyłam na wizytę dwóch członków One Direction?
      W oczach Nialla dostrzegłam błysk rozbawienia. Wywróciłam oczami, czekając, znacząco patrząc na Liama. Payne podrapał się po karku w końcu kiwając głową na zgodę. Opadł na kanapę, jednocześnie rzucając na stół czarną teczkę. Powoli podniosłam ją, otwierając i spoglądając na leżące tam papiery.
- Chcemy, aby twoja historia była oficjalnym opowiadaniem o One Direction - usłyszałam, kiedy czytałam pierwszą stronę.
To chyba jakiś pieprzony żart.
         

*********
Przepraszam, że odcinka nie było tydzień temu.
Charlie przeprasza, że nie było go tydzień temu, a ja za to, że stało się to głównie z mojej winy. mam nadzieję, że wybaczycie. Czasami są w życiu sprawy ważniejsze od bloggera. Po prostu.

15 komentarzy = next!

sobota, 18 lipca 2015

Chapter Nine


*******

- Mówiłem to dzisiaj kilka razy i powtórzę jeszcze raz: jesteś idiotą Paul - syknąłem do telefonu, przerywając mężczyźnie w pół słowa. Zdenerwowany zacisnąłem palce na aparacie, starając się opanować, jednak mimo moich starań czułem, że lada chwila wybuchnę. Skupiłem się na bezsensownym tłumaczeniu managera, przygryzając wargę tak mocno, aż poczułem metaliczny posmak krwi. - Nie obchodzi mnie to, Paul! Najzwyczajniej w świecie podałeś nam nie ten adres! To nawet nie jest ten sam kraj! - sapnąłem.
       Razem z Niallem spędziliśmy kilka ostatnich godzin, aby dotrzeć na drugi koniec Anglii, gdzie mieliśmy się spotkać z autorką opowiadania, które zostało nam zaprezentowane w ostatnich dniach. Jak zwykle bywa w naszym przypadku, coś nie wypaliło, tylko tym razem, nie było tutaj ani krzty naszej winy. Owszem, na miejscu czekała na nas dziewczyna, która - jak się potem okazało - tylko tłumaczyła je na język angielski. Prawdziwa autorka bloga mieszkała w Stanach, gdzie niezwłocznie mamy się udać.
       Zza moich pleców, dobiegł mnie cichy chichot Nialla i Madison - ta dwójka znała się zaledwie dwie godziny, a już znaleźli wspólny język. Odwróciłem się w ich stronę, groźnie mierząc ich spojrzeniem, na co wzruszyli ramionami. Moje zdenerwowanie najwyraźniej ich bawiło.
- Daj spokój Liam, każdemu się zdarza - burknął Paul, szybko stukając w klawisze. Wywróciłem oczami, powstrzymując się od komentarza, który cisnął mi się na usta. Oh, więc nasz manager może się mylić, wysyłać nas nie wiadomo gdzie i marnować nasz czas na zadupiu, kiedy my nie możemy się nawet potknąć na scenie? - Rezerwuje wam loty do USA. Gdzie dokładnie ta dziewczyna mieszka?
- Los Angeles - mruknąłem, ściskając nasadę nosa. Chciałem jak najszybciej pozałatwiać wszystkie sprawy związane z promocją i zaszyć się w swoim pokoju z butelką piwa w ręce i maratonem "Przyjaciół" na płycie. Dodatkowo irytował mnie fakt, że musieliśmy załatwić to osobiście, podczas gdy osoby odpowiedzialne za nasz PR grzały sobie tyłki na Hawajach, albo na jakiś innych wyspach. Jasne, chciałem poznać dziewczynę, która napisała to opowiadanie, ale w całkowicie innych warunkach. Już bez umów, papierków i innych tego typu bzdetów. Tylko czyste, kulturalne spotkanie. Zapoznawcze, jak nazywa je Harry.
- Dobra mam. Wylądujecie na lotnisku LAX, samolot macie za dwie godziny, a adres - tym razem ten prawidłowy - prześle Niallowi na telefon - powiedział w końcu.
- Wykluczone, oglądałeś telewizję? Oberwanie chmury, nie wyjedziemy stąd. Zamknęli ulice, co najmniej do jutra. - rzucił Niall, wyrywając mi telefon z dłoni. Jęknąłem cicho, opadając na fotel i chowając twarz w dłonie. Nawet pogoda było przeciwko nam.
       Rozejrzałem się po salonie, dopiero teraz zauważając jego prosty, ale nowoczesny wygląd. Przypominał mi w niewielkim stopniu mój dom rodzinny - brakowało mi tylko krzątającej się po kuchni mamy i zapachu cynamonowych ciasteczek unoszący się w powietrzu.
       Westchnąłem zrezygnowany, kiedy za oknem na kilka sekund się rozjaśniło, a następnie nastąpił huk. No tak, co to za ulewa, bez porządnej burzy?
- Załatwione. Lot mamy jutro o jedenastej rano. Teraz musimy znaleźć jakiś hotel, aby przenocować - zawołał blondyn oddając telefon. Dźwignąłem się z fotela, zgarniając kurtkę i ubierając ją. Przeklinałem swoją arogancję za odczepienie od niej kaptura, przez co teraz nie miałem żadnej ochrony przed porowatym deszczem. - Dziękujemy ci Madison za wszystkie informacje i przepraszamy za to całe zamieszanie.
       Dziewczyna machnęła roześmiana ręką, odprowadzając nas do drzwi i wskazując drogę do najbliższego hotelu. Wystarczyło przejść dwie ulice, które niestety musieliśmy przebiec, aby się tam znaleźć. Auto zostało na podjeździe Madison - odebrać mieliśmy je jutro.
     Tak jak mówiła dziewczyna, po chwili wyłonił się przed nami szyld hotelu. Niepewnie weszliśmy do środka, rozglądając się po wnętrzu i szukając wzrokiem jakiegokolwiek pracownika. Zrezygnowany podszedłem do kontuaru, naciskając mały, złoty dzwoneczek. Po dość długim czasie (i kilkunastu uderzeniach w ten cholerny dzwonek) zza zakrętu wyłonił się starszy, gruby mężczyzna. Ociężale podszedł do kontuaru, niemrawo się uśmiechając. Zacisnąłem dłoń w pięść, dostrzegając w jego oczach błysk.
- W czym mogę panom pomóc? - zapytał, zacierając ręce. Warknąłem niemiło, wyczekująco na niego patrząc. Czego może chcieć dwójka, przemoczonych do suchej nitki facetów?
- Liam, opanuj się - Niall szturchnął mnie w plecy, po czym spojrzał na prawdopodobnie właściciela - Dwa pokoje jednoosobowe, na jedną noc.
       Mężczyzna zacmokał niezadowolony, kręcąc głową. Wstukał coś na klawiaturze, ponownie na nas spoglądając.
- Niestety, ale mamy wolny tylko jeden pokój i to właściwie jednoosobowy. Możemy wstawić drugie łóżko, za oczywiście odpowiednią zapłatą - uśmiechnął się znacząco patrząc na wypchany, czarny portfel Nialla. Zagotowało się we mnie, jednak ostrzegawcze spojrzenie blondyna sprawiło, że jedynie zacisnąłem mocniej usta. - To jak będzie?
- Niech pan da ten cholery pokój. Żadnego dodatkowego łóżka - splunąłem, ignorując spojrzenie przyjaciela. Facet zachłysnął się powietrzem, jednak posłusznie podał nam klucz i zażądał zapłaty. Chwyciłem metal w dłonie, wchodząc po schodach na kolejne piętra. Chwilę później poczułem na plecach oddech Nialla.
       Znalezienie właściwego pokoju, nie zajęło nam sporo czasu. W końcu drzwi z cyfrą "32" stanęły przed nami otworem. Pokój nie był duży, pomieścił łóżko jednoosobowe, szafę, telewizor i fotel. Bez słowa opadłem na jedyne siedzenie w tym pomieszczeniu, odstępując przyjacielowi łóżko. Musiał się wyspać - to on w końcu prowadzi nasze auto.
       Irlandczyk zamknął się w łazience, krzycząc, abym odebrał wózek z jedzeniem. Byłem pewny, że facet zza kontuaru policzył sobie dwukrotnie za podesłanie nam późnego obiadu. Stary zgred.
       Chwyciłem pilot, uruchamiając telewizor, starając się znaleźć coś, co mogłoby mnie zainteresować. Niestety, oprócz prognoz pogody, wiadomości i powtórek serialu, nie było nic ciekawego. Odłożyłem pilot tępo wpatrując się w reporterkę mówiącej o spadkach notowań na giełdzie. Na szczęście kilka minut później rozległo się pukanie do drzwi. Ociężale podniosłem się z miejsca, otwierając je i dobierając wózek z jedzeniem. Uderzyłem dłonią w ścianę łazienki, każąc Niallowi się pospieszyć. Chwilę później oboje leżeliśmy na podłodze jedząc naleśniki.
- Hej, Liam... - spojrzałem na chłopaka, siłującego się z butelką napoju. - Kiedy ty wrzeszczałeś na Paula, Madison powiedziała mi kilka ciekawych rzeczy na temat... eee... Jak jej było? Danielle?
- spojrzał na mnie niepewnie. Skinąłem głową, zachęcając go do dalszego mówienia. Blondyn wyprostował się, wyciągając przed siebie palce prawej dłoni i chwytając się za jeden z nich - Dobra. Po pierwsze - zgiął go - dziewczyna jest Polką i mimo, że mieszka w USA pisze po polsku, aby nie zapomnieć ojczystego języka - pokiwałem głową rozumiejąc. - Po drugie - zgiął kolejny palec - Ma 17 lat. - uniosłem brwi w zaskoczeniu. Dziewczyna nie była nawet pełnoletnia, brakowało jej czterech lat!* - A więc co za tym idzie... Chodzi do szkoły. Prawdopodobnie kiedy tam przylecimy, będzie już po, ale nic nie wiadomo - dodał po chwili. Przygryzłem wnętrze policzka, gorączkowo myśląc. Skoro ma dopiero 17 lat, zgodę na naszą współpracę będą musieli podpisać jeszcze jej rodzice. Czyli dodatkowa robota. - I ostatnia rzecz - Niall zgiął trzeci palec - Danielle jest strasznie nieśmiała. Będzie z tym mały problem.
- Wygląda na to, że napotykają nas same problemy - mruknąłem kładąc się na plecach i zakładając ręce za głowę. - Najpierw pomyliliśmy dziewczynę, potem ta pogoda... Zaczynam wątpić czy dobrze robimy jadąc tam - przyznałem.
- Daj spokój, w końcu sam nalegałeś na tą współpracę. Poradzimy sobie, zobaczysz. To tylko podpisanie kilku papierów. Na twoim miejscu zastanawiałbym się czy laska nie jest jedną z tych "szalonych" Directionerek. Nie chciałbym jej ratować, gdyby zemdlała.
       Zaśmiałem się na sposób w jaki to powiedział. Miał rację. Dziewczyna miała ogromny talent, a tego nie wolno było nam zmarnować.
       Uniosłem się na ramionach, zerkając na przyjaciela. Cieszyłem się, że to właśnie jego wziąłem na tę szaleńczą wyprawę. Co prawda mogłem wziąć Zayna (mimo, że od samego początku był przeciwny temu pomysłowi), jako głównego bohatera, jednak wizja naszej dwójki razem nie spodobała się zarządowi. Razem byliśmy bandą popapranców, nie wiadomo co strzeliłoby nam do głów. Kazano nam ograniczyć jakiekolwiek szkody do minimum.
- Idę pod prysznic, a ty idź spać - powiedziałem widząc jak Irlandczyk powoli zasypia. - Zajmujesz łóżko - dodałem po chwili groźnie na niego patrząc.
- Ale Liam... Ty nie masz...
- Cicho, ja mam fotel. Bez dyskusji, Niall. To ty jesteś kierowcą, musisz odpocząć, jeżeli mamy dojechać na lotnisko żywi - zaśmiałem się, biorąc czysty ręcznik i zamykając się w łazience. Dopiero, kiedy usłyszałem charakterystyczne skrzypienie sprężyn, uginające się pod ciałem chłopaka, zająłem się sobą.

~*~

       Niall głośno chrapał, podczas kiedy ja przewracałem się na fotelu. Mimo zmęczenia nie mogłem zasnąć i nie była to wina Irlandczyka. Moje myśli zaprzątała Danielle, obawiałem się tego jak zareaguje na nasz widok. Pomimo obietnicy Paula, że wcześniej poinformuje nastolatkę o całej sprawie, miałem pewne obawy.
       Westchnąłem wstając z niewygodnego fotela, po czym podszedłem do okna. Deszcz nadal padał, jednak w mniejszym natężeniu niż wcześniej. Istniała więc spora szansa, że rano powita nas delikatna mżawka. Przygryzłem wnętrze policzka, niepewnie spoglądając na przyjaciela, a kiedy upewniłem się, że ten śpi i nie ma zamiaru nagle się obudzić - szybko narzuciłem na siebie ubrania, od razu wychodząc z pokoju. Zbiegłem po schodach mijając śpiącego recepcjonistę, zakładając na głowę kaptur bluzy Nialla. Pchnąłem masywne drzwi, dzięki czemu znalazłem się na zewnątrz, otoczony wilgotnym powietrzem. Leniwie przeszedłem na drugą stronę ulicy, rozglądaąc się dookoła. Oprócz kilku domów i jednego sklepu w zasięgu wzroku nie było nic ciekawego. Mruknąłem cicho przekleństwo, kierując się - jak sądziłem - w stronę wyjazdu z miasta.
     Kolejny raz zaciągnąłem się powietrzem, delektując się jego świeżością. W Londynie nie mogłem liczyć na takie atrakcje, dlatego zamierzałem nacieszyć się tym najdłużej jak tylko mogłem.

A Thousand Years

     Błogą ciszę przerwał wydobywajacy się z kieszeni spodni cichy dźwięk. Niezadowolony z tego że ktoś przerywa moją chwile relaksu, wyciągnąłem telefon. Ekran zaświecił się jaskrawym światłem, oślepiając mnie na kilka sekund. Nerwowo zamrugałem, odganiając mroczki i zmrużyłem oczy starając się odczytać powiadomienie migające na wyświetlaczu. Chwilę potem uśmiechnąłem się szeroko klikając na prostokącik. Właśnie dodano nowy odcinek.

     " Głośno zaśmiałam się, kiedy Zayn ponownie uniósł mnie wysoko w powietrze. Kurczowo chwyciłam jego dłonie bojąc się nagłego upadku. Moja długa, fioletowa suknia oplatła nasze nogi w radosnym tańcu, a chłopak powoli wykonał kolejny krok. Pisnęłam, kiedy delikatnie się zachwiał, a w następnym momencie stałam już obiema nogami dotykając parkietu. Dyskretnie spojrzałam na nasze odbicie w lustrze, podziwiając smukłą i wysoką sylwetkę chłopaka. Powoli przejechałam dłonią po jego odsłoniętych tatuażach, delikatnie odznaczając ich kontury. 
- Jak tak dalej pójdzie, nie nauczymy się tego układu - zaśmiałam się cicho, w końcu spoglądając na twarz Zayna. Mulat wzruszył ramionami, cofając się kilka kroków do tyłu i chrząkając.
      Bezwładnie opuściłam swoje ramiona, odwracając się, chcąc za wszelka cenę ukryć rosnące rozczarowanie. Nie powinnam była nic od niego oczekiwać. Zayn nie jest zdolny do kochania kogoś. - Tak... Ja...myślę, że na dzisiaj skończyliśmy - mruknęłam zbierając swoje rzeczy. Tak naprawdę przez cały trening nauczyliśmy się tylko kilku  podstawowych kroków, przez co wiedziałam, ba czułam w kościach, że w następnym odcinku nie zatańczę z Zaynem.
- Dopiero zaczęliśmy - chłopak jęknął przecierając twarz dłońmi. Zamknęłam oczy, wzruszając ramionami i szybko przechodząc przez środek sali. Starałam się powstrzymać napływające do oczu łzy, a prawdę mówiąc, starałam się nie rozpłakać przy Maliku. To ostatnia rzecz, jaką w tej chwili chciałam. Pisnęłam, kiedy szorstka dłoń, chwyciła mój łokieć, a po chwili zostałam przyciśnięta do jednego z luster, znajdujących się w sali. Opuściłam głowę, jednak prawie natychmiast zostałam zmuszona do ponownego podniesienia jej - Dlaczego płaczesz?
          Jęknęłam, kiedy przejechał swoją dłonią po moim policzku, ścierając moje łzy. Chwilę potem oparł swoje czoło o moje, w milczeniu wpatrując się w moje oczy. Jego piękne brązowe tęczówki, uważnie skanowały moją twarz, szukając w niej czegoś. Zmarszczył brwi, delikatnie się odchylając, aby kilka sekund później gwałtownie wpić się w moje usta.
     Zaskoczona, znieruchomiałam, aby w końcu zarzucić swoje ramiona na szyi chłopaka. Dłonie Zayna znalazły się na moich udach, unosząc mnie i opierając plecami o zimną powłokę lustra. Bezwiednie pogłębiłam pocałunek oplatając nogi wokół pasa Malika i przyciągając go do siebie. Całował natarczywie i zachłannie, jakby bał się, że od niego ucieknę. Jego dłonie powoli jeździły po moim ciele, rozbudzając w moim brzuchu rosnące pożądanie. Syknęłam cicho, kiedy jego usta znalazły się na mojej szyi tworząc malinkę. Delikatny ból został zaraz zastąpiony przez czuły pocałunek złożony w tym samym miejscu. 
     Oderwaliśmy się od siebie, ciężko oddychając. Chłopak w milczeniu postawił mnie na ziemi, cały czas bacznie obserwując. Oparłam głowę na lustrze, starając się opanować rozbiegane emocje. Pokręciłam głową, zanosząc się płaczem.
- Mia...- Zayn niepewnie zbliżył się do mnie, nie rozumiejąc mojej reakcji. Odepchnęłam jego wyciągnięte ręce, na co zmarszczył brwi zawiedziony. - Mia, co się stało?
- Ty się stałeś! - krzyknęłam wprawiając go w jeszcze większe zaskoczenie. Otarłam spływające łzy, gniewnie wpatrując się w sylwetkę chłopaka - Najpierw mówisz mi jaka jestem cudowna, potem zaczynasz wykręcać się Perrie, następnie mi mówisz, że miedzy nami nic nie może się wydarzyć, a na sam koniec mnie całujesz! - wyrzuciłam z siebie wszystko co leżało na moim sercu. Zayn kolejny raz próbował do mnie podejść, jednak znowu został odepchnięty. Niepewnie schował dłonie do kieszeni, nerwowo się rozglądając po pomieszczeniu. - Mówisz jedno, a robisz drugie Malik. Pocałowałeś mnie, a masz narzeczoną, co z tego, że ustawioną? Nadal jesteś z nią w pewien sposób związany. Powiedz mi tylko jedno Zayn... - zbliżyłam się do niego, oskarżycielko patrząc w smutne oczy - Czy ten pocałunek, coś dla ciebie znaczył?
     Jedyne co dostałam w odpowiedzi to milczenie. Zamknęłam oczy, oddychając głęboko. Czułam jak moje serce upada. Popełniłam błąd zakochując się w nim. Popełniłam błąd pozwalając oczarować się jego słowom. Skinęłam głową, odpowiadając sobie na nieme pytanie, ponownie biorąc do ręki torbę i wychodząc z pomieszczenia. Byłam niemal pewna, że chwile po trzaśnięciu drzwi, po budynku rozniosło się echo tłuczonego lustra. A może było to moje serce?"

     Zmusiłem się do zamknięcia, uchylonych od pewnego czasu ust. Przeskanowałem wzrokiem długość odcinka, decydując się dokończyć resztę jutro w samolocie. Niepewnie dotknąłem moich rozgrzanych policzków, ciesząc się z panującego dookoła chłodu. Istniały spore szanse, ze zdążę ochłonąć zanim wrócę do pokoju.
     Nie miałem pojęcia co wywołało u mnie taką reakcję, jednak wszystkie wątpliwości jakie miałem, były już mało ważne. Teraz chciałem jak najszybciej poznać dziewczynę, która stworzyła ten blog.

*- w USA, pełnoletność zdobywa się z osiągnięciem 21 lat, dlatego Liam mówi potem, że zostały jej 4 lata.

********
Jak się macie? Jest prawie druga ale ciiii :)

10 komentarzy next!

poniedziałek, 13 lipca 2015

Chapter Eight

*******
         Powoli otworzyłam oczy i z cichym westchnieniem wyjrzałam za okno. Byłam na siebie zła, że wczoraj w nocy nie zasunęłam nawet zasłon, przez co słońce wpadało do mojego pokoju i obudziło mnie w mało przyjemny sposób. Była niedziela, ostatni dzień mojej 'wolności', który w całości chciałam przespać. Niestety nie mogłam tego zrobić przez moją własną głupotę i lenistwo.
          Podniosłam się do pozycji siedzącej, zgięłam nogi w kolanach i oparłam się o nie łokciami. Gdyby moja matka zobaczyła bałagan, jaki panował w całym pomieszczeniu, na pewno wyżyłaby się na mnie za niedopilnowanie swoich obowiązków. Przewróciłam oczami, uświadamiając sobie, że jeżeli chcę zdążyć że wszystkim do jutrzejszego, popołudniowego powrotu mamy do domu, to muszę się wziąć za posprzątanie bałaganu i za zrobienie zakupów. Nie mogłam przecież dopuścić do sytuacji sprzed kilku dni, bo byłabym zmuszona do ponownego opuszczenia lekcji, a za którymś razem ktoś w końcu zorientowałby się, że coś jest nie tak, jak powinno. Mimo wszystko nie chciałam tego. To całe zamieszanie z policją na każdym kroku nie było dla mnie. No i nie chciałam skończyć w domu dziecka. Wolałam być niewolnicą we własnym domu, niż musieć go na stałę opuścić.
         Niechętnie podniosłam się z łóżka, przez cały czas dręczona nieprzyjemnymi myślami. Jestem pewna, że nikt nie chciałby rozpoczynać dnia od ponurych przemyśleń na temat przyszłości. Czułam, że tamten dzień nie będzie udany.
          Przeciągnęłam się, nie zwracając uwagi na to, że odsłaniam kawałek posiniaczonego brzucha. Byłam sama w domu i nikt nie miał prawa mi się przyglądać. Wolnym, wręcz ślamazarnym krokiem ruszyłam w kierunku kuchni. Mój żołądek domagał się śniadania. Miałam cichą nadzieję, że mimo wszystko znajdę coś w lodówce i przeciągnę wyjście na zewnątrz najdłużej, jak to tylko będzie możliwe. Nie chciałam pokazywać ludziom swojej twarzy, ponieważ ślady pobicia były jeszcze widoczne, a postanowiłam oszczędzić sobie makijażu - w końcu przez najbliższy tydzień i tak będę zmuszona go nadużywać.
          Otworzyłam lodówkę. Na drzwiach znajdował się karton mleka i kilka jajek, a na jednej z półek leżała kostka białego twarogu. Zaczęłam rzuć swoją wargę, Rozglądając się po pomieszczeniu w poszukiwaniu chleba, albo bułek. Znalazłam tylko jedną w chlebaku, ale okazało się, że jest zupełnie wyschnięta. Przewróciłam oczami, zamykając lodówkę, po czym podeszłam do koszyka z owocami i chwyciłam banana. Był lekko brązowy z jednej strony, ale na szczęście nie smakował jakoś tragicznie.
       Kiedy skończyłam śniadanie zupełnie nie wiedziałam, co mogłabym ze sobą zrobić. Zdawałam sobie sprawę, że gdybym wcześniej zaczęła porządki, to nie musiałabym męczyć się z nimi do wieczora, ale mój leń nie pozwalał mi na podjęcie racjonalnych kroków.
          Telewizja jak zawsze nie pokazywała nic ciekawego w niedzielne popołudnie. Kilka programów katolickich, jakaś bajka, gotowanie i reality show. Zrezygnowana włączyłam kanał muzyczny i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nie było z nim aż tak źle, jak z moim pokojem, ale zdawałam sobie sprawę, że chociażby jeden śmieć, leżący na podłodze mógłby wywołać awanturę, niewiele różniącą się od wojny. Oczywiście to ja po raz kolejny okazałabym się jej ofiarą.
         Podniosłam się i niemrawo ruszyłam z powrotem do kuchni. Wyrzuciłam ogryzek do kosza, znajdującego się pod zlewem, po czym poszłam po duży, plastikowy worek na śmieci. Zaczęłam zbierać do niego wszystkie pudełka po sałatkach, jakie zamówiłam przez ostatnie trzy dni. Nie chciało mi się samej gotować, a mama zostawiła mi pieniądze na jedzenie, więc zamierzałam z tego skorzystać. Następne były metalowe puszki, pozostawione przez Nialla. Przyszedł do mnie w sobotę. Sam, ponieważ nie chciałam żeby więcej osób dowiedziało się o moim sekrecie. Nie tylko tym, który widać już na pierwszy rzut oka, ale również tym, o których chłopak dowiedział się przez moją własną głupotę.
      Godzinę później ustawiałam już dwa worki przed domem. Widziałam starszą sąsiadkę, mieszkająca na przeciwko, która uważnie przyglądała się moim poczynaniom. Zacisnęłam usta w wąską kreskę, ignorując kobietę. Razem ze swoimi przyjaciółkami były największymi plotkarami na świecie. Nienawidziłam jej, ponieważ to ona rozsiewała plotki o tym, co działo się u mnie w domu. W końcu mieszkając na przeciwko mogła doskonale usłyszeć, jak matka się na mnie drze i jak uderza mną o ścianę. Dlaczego więc ani razu nie zareagowała?
          Weszłam z powrotem do budynku, nie chcąc dłużej dawać jej widoku na moja niepomalowaną, posiniaczoną twarz. Pewnie i tak znalazła już milion nowych pomysłów do tego, jak oczernić mnie przed swoimi przyjaciółeczkami, żeby to właśnie jej słuchały na kolejnym spotkaniu.
          Kiedy drzwi zamknęły się za mną, zaczęłam rozglądać się po holu. Podeszłam do swoich butów i starannie ułożyłam je na specjalnie przygotowanej do tego półce. Westchnęłam ciężko, zdając sobie sprawę z faktu, że muszę jeszcze raz zmierzyć się ze światem zewnętrznym, chociażbym nie wiem, jak bardzo starła się tego uniknąć. Musiałam przecież mieć z czego przygotować obiad kolejnego dnia. Pewnie matka i tak go nie dotknie, ale oberwie mi się, jeżeli ciepły posiłek nie będzie na nią czekać.
          Pobiegłam szybko na piętro, kiedy do mojej głowy wpadł genialny pomysł. Wbiegłam do swojego pokoju i chwyciłam telefon, od razu wyszukując numer mojego przyjaciela. Musi mi w końcu jakoś zrekompensować fakt, że grzebał w moim komputerze. Nie musiałam długo czekać, aż odbierze.
- Niall, potrzebuję koniecznie twojej pomocy - powiedziałam od razu po usłyszeniu 'halo' z drugiej strony słuchawki. Rozespany głos mojego przyjaciela ewidentnie wskazywał na to, że go obudziłam, ale jakoś nie za bardzo przejęłam się tym faktem. W końcu on sam nie raz robił mi podobne pobudki.
- Sorry, Danielle. Nie mam siły na to, żeby otworzyć oczy, a gdzie tutaj mowa o ratowaniu ludzkości? - mruknął. Usłyszałam szelest. Domyśliłam się, że blondyn zmienił swoją pozycję.
To naprawdę bardzo ważne, Ni! Błagam, zrób mi niewielkie zakupy. Wyślę ci wszystko sms'em. Nie chcę już dziś wychodzić z domu. Ta stara ropucha na pewno tylko czeka na więcej plotek na mój temat.
- Masz szczęście, że jestem twoim najlepszym przyjacielem. Mo na pewno nie paliłaby się nawet do tego, żeby odebrać telefon - rzucił, od razu po tym zrywając połączenie. Uśmiechnęłam się do siebie szeroko.
          Wystukałam szybko na telefonie listę potrzebnych produktów, które Ni zobowiązał się zakupić i wysłałam mu ją. Sama poszłam do swojego pokoju, żeby dodać w końcu coś na bloga. W końcu nie powinnam kazać czytelnikom aż tak długo czekać na odzew z mojej strony.
          Mimo, że miałam naprawdę dużo czasu wolnego, który chciałam całkowicie  wykorzystać i poświęcić blogu, od zeszłego tygodnia nie dodałam nic nowego. Brak jakiejkolwiek chęci do pisania oraz moje lenistwo zwyciężyły nad poczuciem zobowiązania względem moich czytelników. Nie czułam się z tym dobrze, dlatego chciałam za wszelką cenę zmienić stan rzeczy i pozbyć się wyrzutów sumienia.
           Uruchomiłam  komputer cierpliwie czekając aż wirtualna kartka papieru pojawi się na ekranie. Strzeliłam palcami, cicho mrucząc pod nosem zdania, które miały mi pomóc w kontynuacji historii. Przygryzłam górną wargę zmuszając mózg do kreatywnego myślenia i niepewnie wstukując pierwsze litery na klawiaturze.
         Dwie godziny później oderwałam się od urządzenia, zmuszona do wpuszczenia Nialla z zakupami. Chłopak z ulgą postawił kilkanaście plastikowych toreb na stoliku i z jękiem opadł na kanapę. Wywróciłam oczami, biorąc się za rozpakowywanie toreb i układanie niezbędnych do życia produktów na swoje miejsce. Na samym końcu wyciągnęłam portfel, oddając przyjacielowi całą sumę jaką przeznaczył na zakupy.
- Uratowałeś mi życie, Ni. - mruknęłam kiedy blondyn chował pieniądze.
- Wygląda na to, że zrobię to ponownie - zaśmiał się wskazując na ciągle panujący bałagan w domu. Westchnęłam zrezygnowana ciągnąć się za końcówki włosów. - Idź dokończyć pisać a ja wyręczę cię tutaj - dodał po chwili. Zaśmiałam się radośnie, klaszcząc w dłonie i biegnąc do swojego pokoju. Być może jeszcze dzisiaj dodam nowy odcinek.

*********
Witam wszystkich! Przepraszam za tak długą nieobecność, ale miałam kilka spraw.
Co do odcinka: ukłon w stronę Jesici, to ona stworzyła ten odcinek. Gifów i muzyki nie ma - niestety laptop ciągle jest zepsuty,a na tablecie gify niszczą ułożenie odcinka.


5 komentarzy = next


poniedziałek, 15 czerwca 2015

Chapter Seven

******  

~Liam~

         Siedziałem na łóżku w swojej sypialni i powoli śledziłem tekst na kartkach, które dwa dni temu otrzymaliśmy od szefostwa. Historia, napisana przez tą dziewczynę naprawdę mnie wciągnęła i od momentu, kiedy zacząłem ją czytać, nie mogłem przestać o niej myśleć. Za każdym razem, kiedy odkładałem papier na stolik nocny, zaczynałem zastanawiać się, co może wydarzyć się za chwilę. Z każdym kolejnym akapitem zatracałem się coraz bardziej i już przy pierwszym rozdziale wiedziałem, że muszę zdobyć link do bloga.
          Podniosłem się z posłania i udałem do kuchni. Na jutro chciałem przeczytać całe opowiadanie, ale mój żołądek zaczął domagać się jakiegokolwiek pożywienia. Od śniadania nawet nie zajrzałem do lodówki. Nie miałem na to czasu - musiałem czytać opowiadanie.

~Danielle~

          Siedziałam na podłodze w swoim pokoju, tępo wpatrując się w ścianę na przeciwko mnie. Plecami opierałam się o łóżko, a dłonie zajęłam niewielką piłką, wykonaną z kauczuku. Mojej matki nie było w domu, ani w mieście, przez co mogłam odetchnąć z ulgą. Przez najbliższe dwa dni, nie musiałam przejmować się tym, że mogę niespodziewanie oberwać od matki. Dzięki temu mogłam całkowicie skupić się na pracy nad moim blogiem. Musiałam tylko pilnować porządku dnia.
      Postanowiłam, że nie będę chodzić do szkoły i przedłużę sobie weekend - był czwartek. Rany na mojej twarzy zagoją się przez ten czas przynajmniej do tego stopnia, że będę mogła ukryć je pod mniejszą warstwą makijażu. Może w ten sposób przyciągnę mniejszą uwagę ludzi dookoła.
          Niall dowiedział się o tym, że to ja piszę jednego z najpopularniejszych blogów na świecie. Powiedziałam mu o wszystkim, doskonale wiedząc, że on mnie nie wyda. W końcu był moim najlepszym przyjacielem.
          Z cichym westchnieniem rzuciłam przed siebie piłeczką, która odbiła się od ściany i wróciła do mnie. Złapałam ją w ostatnim momencie. Wena nagle mnie opuściła i tak bardzo jak chciałam cokolwiek napisać - nie mogłam z siebie nic wykrzesić. Byłam na siebie wściekła za to, że nie mogłam skorzystać z chwili spokoju.
          Warknęłam po nosem, kiedy zabawka uderzyła mnie w czoło i odleciała na bok, turlając się od razu pod szafkę. Niechętnie podniosłam się z podłogi, ruszając w kierunku salonu. Miałam nadzieję, że może kiedy w telewizji puszczą jedną z moich ulubionych piosenek, to natchnienie powróci.

~Liam~

          Nie lubię ludzi, którzy spóźniają się, od innych wymagając tym samym punktualności. Od kilkunastu minut siedzieliśmy z chłopakami w gabinecie szefa i bezsensownie rozglądaliśmy się po całym pomieszczeniu, chcąc jakoś zagospodarować swój zmarnowany czas. Niall grzebał w telefonie, Harry przyglądał się swoim paznokciom, Louis wykazywał duże zainteresowanie butami Zayna, który z kolei bezsensownie śledził wzrokiem śnieżno-biały sufit. Ja sam natomiast wyglądałem przez okno i zastanawiałem się, kiedy zacznie padać deszcz.
          Na szczęście postanowiono w końcu się nad nami zlitować i porozmawiać. Szeroko uśmiechnięty mężczyzna wszedł do swojego gabinetu, od razu zajmując miejsce za biurkiem. Włączył monitor za pomocą jednego guzika i odwrócił się przodem do nas, jednak żaden nawet nie drgnął, nie mając zamiaru odrywać się od swoich zajęć.
      - Przepraszam za te opóźnienia, chłopcy, ale miałem jedną, bardzo ważną sprawę do załatwienia. Mam nadzieję, że przeczytaliście to, co wam przekazałem i każdy z was ma już odpowiedź. Na szczęście jest was pięciu, więc nie powinno być większych problemów z decyzją - zaśmiał się głupkowato, wyraźnie zadowolony z tego, co powiedział. Czasami zastanawiałem się, czy on robi to na poważnie, czy po prostu żartuje.
      - Tak właściwie... - zaczął spokojnie Zayn. - Tak właściwie to nawet nie zaczęliśmy - skończył. Wyraz twarzy mężczyzny diametralnie się zmienił. Rozbawienie znikło, zastąpione przez powagę, pomieszaną z wyraźną irytacją. Zmarszczyłem brwi, zdzwiony odpowiedzią przyjaciela. Nie spodziewałem się, że w taki sposób podejdą do tego wszystkiego. Ta znaczy Malika jeszcze byłem w stanie zrozumieć, w końcu to opowiadanie było o nim, ale na całej reszcie szczerze się zawiodłem.
      - Cóż, mam rozumieć, że żaden z was nawet nie spojrzał na dokumenty, z którymi prosiłem, żebyście się zapoznali?
      - Ja przeczytałem i muszę przyznać, że całkiem mi się spodobało - mruknąłem, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Poczułem na sobie badawcze spojrzenia chłopaków.
          Po powrocie do domu Louisa dość sporo rozmawialiśmy na ten temat. Doszliśmy do wniosku, że wszystkiemu należy dać szansę i nie będzie nic złego w tym, że przeczytamy "historię Zayna i Mii". To dlatego kilka minut wcześniej byłem tak bardzo zdziwiony.
      - W takim razie - mężczyzna podrapał się dwoma palcami po brodzie, wyraźnie mocno się nad czymś zastanawiając. - Wydaje mi się, że skoro Liam jako jedyny przeczytał całe opowiadanie, uczciwie będzie jeśli pozwolimy mu podjąć decyzję.
      - Nie zgadzam się - natychmiast pokręciłem przecząco głową, otwierając nieznacznie szerzej oczy. - Jesteśmy zespołem i reklamowanie kogoś naszym imieniem leży w interesie całej naszej piątki.
      - W takim wypadku - szef przerwał na chwilę, sprawdzając godzinę którą wskazywał drogi zegarek na jego nadgarstku. - Mam teraz spotkanie w sprawie jednej z reklam. Macie pół godziny, a później chcę poznać waszą odpowiedź - i przelotnie życząc nam powodzenia, opuścił pomieszczenie, w którym natychmiast zapanowała niezręczna cisza.
          Żaden z nas nie wiedział, jak powinien rozpocząć rozmowę. Wbrew pozorom była to bardzo ważna decyzja. W końcu nie codziennie trzeba zastanawiać się nad promowaniem jednej z ponad kilku milionów fanek.
      - Uważam, że powinniśmy dać jej szansę - mruknął w końcu Louis. - Może i nie przeczytałem tego do końca, bo miałem kilka ważniejszych spraw, ale zaczęło się naprawdę interesująco. No i Liam powiedział przecież, że mu się spodobało - szatyn wzruszył obojętnie ramionami, patrząc na mnie niepewnie. Kiwnąłem twierdząco głową, posyłając mu lekki uśmiech.
      -  A ja uważam, że to beznadziejny pomysł. Dziewczyna i tak jest znana na całym świecie. Sami widzieliście, ile odsłon miał ten jej cały blog. Nie potrzebuje dodatkowego rozgłosu, świetnie radzi sobie sama - Zayn podniósł się z krzesła i usiadł na biurku, żeby znajdować się na przeciwko nas.
      - Zgadzam się z nim. Ile jeszcze ludzi będziemy musieli wypromować na naszej sławie, na którą tak długo musieliśmy pracować? Nam nie pomógł prawie nikt. Po przegranej sami musieliśmy sobie jakoś poradzić - westchnął cieżko Harry. Popatrzyliśmy na niego zdziwieni. Zawsze wydawało na się, że we wszystkim zgadza się z Lou.
      - Ona też musiała ciężko pracować na swój sukces. Możemy być dla niej takim xFactor 'em - wypalił nagle Tomlinson. Mulat natychmiast pokręcił przecząco głową, negując tym samym pomysł najstarszego z nas.
      - Proponuję głosowanie - powiedział Styles. - Kto jest przeciwko? - on i Zayn podnieśli ręce do góry. Usmiechnąłem się do siebie, pewny wygranej. - W takim razie, kto jest za? - tym razem ja i Louis zgłosiliśmy się. Popatrzyłem zdziwiony i jednocześnie oburzony postawą Irlandczyka. 
      - Niall, a ty? - warknąłem niemiło,  patrząc prosto na blondyna, wierzącego się na swoim siedzeniu. Przygryzał nerwowo wargę i nie patrzył na nas. Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec, że bije się z własnymi myślami.
      - W sumie każdy z was ma rację. Ta dziewczyna z jednej strony ma talent, który powinno się pokazać światu, ale z drugiej sama świetnie sobie radzi z promowaniem swojej historii - powiedział w końcu, zaczynając bawić się swoimi palcami. - Ale skoro nie będzie nas to nic kosztować, tylko tych kilka tweetów.
      - No dawaj stary, pokaz że jesteś facetem i podejmij męską decyzję - poradziłem go. Westchnął, spuszczając głowę.
      - Jestem za. Dajmy jej szansę. - mruknął w końcu, wywołując tym samym na mojej twarzy szeroki uśmiech.
Czuję, że to będzie ciekawa współpraca.

********
Odcinek w całości należy do Jesici. Postaram się napisać kolejny, wtedy będę już wiedzieć jaką mam sytuację w szkole.

10 KOMENTARZY NEXT

niedziela, 31 maja 2015

Chapter Six

********
~Liam~

          Przez całą drogę do budynku, gdzie mieściło się nasze szefostwo, zastanawiałem się, czego oni tak właściwie mogą od nas chcieć. Na pewno byłoby to coś ważnego, ponieważ w innym przypadku nie ściągaliby nas niecałe piętnaście minut po naszym wcześniejszym rozstaniu. W cale mi się to nie podobało. Kiedy oni mieli do nas jakąś nie cierpiącą zwłoki sprawę, mogliśmy być pewni, że przysporzy nam to jeszcze więcej pracy niż mieliśmy jej dotychczas. Westchnąłem ciężko, podbierając głowę na dłoni. Chyba nie docierało do nich, że my też jesteśmy ludźmi i mamy jakąś tam swoją wytrzymałość. Nasz dzień nie trwał trzydziestu godzin i potrzebowaliśmy chociaż kilku godzin odpoczynku. Cokolwiek planowali, jeżeli to wiązało się z większym wysiłkiem z naszej strony i kręceniem kolejnej reklamy, zamierzałem odmówić, nie zważając na konsekwencje mojej decyzji. Byłem pewny, że chłopaki są tego samego zdania.
          Louis zaparkował przed ogromnym, szklanym budynkiem i zgasił silnik samochodu. Żaden z nas jednak nie zamierzał opuścić pojazdu. Siedzieliśmy w ciszy, wpatrując się w nieokreślone punkty i zastanawialiśmy się nad różnymi sprawami. Osobiście, obmyślałem plan ucieczki z tego cholernego miejsca. Zawsze mogłem poprosić któregoś z przyjaciół, żeby wcisnął im jakąś wymówkę na mój temat - na przykład, że poczułem się gorzej i nie byłem w stanie przyjechać - a ja przeczekałbym tutaj, nie zważając na to, ile musiałbym poświęcić czasu na czekanie na nich. Wiedziałem, że nie mogę tak postąpić, chociaż była to bardzo kusząca perspektywa. Zachowałbym się nie fair w stosunku do całości zespołu. Jesteśmy jedną drużyną i nie powinniśmy zostawiać się w takich momentach.
          Zayn postanowił w końcu przerwać nasze milczenie. Otworzył drzwi i wysiadł z samochodu. Z mojego gardła po raz kolejny wydobyło się westchnienie rezygnacji, kiedy gramoliłem się zaraz za Malikiem. Zmrużyłem oczy i wolnym krokiem, wręcz ciągnąc za sobą nogi, ruszyłem w kierunku wejścia. Usłyszałem głośne pyknięcie, które oznaczało, że Tommo włączył alarm, odcinając tym samym jedną z dróg mojej ucieczki. Zrezygnowany pchnąłem szklane drzwi, zrobione z dwóch, ogromnych luster weneckich i wszedłem do środka, od razu przywitany przez chłód klimatyzacji. Skinąłem głową do Marry, trzydziestoletniej recepcjonistki, na przywitanie. Kobieta natychmiast pomachała do mnie i posłała mi szeroki uśmiech. Była całkiem przyjazną, brązowowłosą osobą z mężem i dzieckiem. 
          Niall nacisnął guzik z odpowiednim piętrem, kiedy wszyscy znaleźliśmy się już w windzie. Oparłem się plecami o jedną z jej ścian i skrzyżowałem ręce na klatce piersiowej. Mojej głowy w dalszym ciągu nie opuszczały myśli na temat tego, czego mogą od nas chcieć. Pomysłów przybywało mi coraz więcej. Od planów na kolejną trasę koncertową, przez omówienie scenariusza jakiejś badziewnej reklamy, kończąc na rozwiązaniu zespołu. Szybko jednak zrezygnowałem z tego ostatniego, uświadamiając sobie, że dostarczamy im zbyt wielu środków, żeby od tak po prostu się nas pozbyli.
          Harry otworzył drzwi do średnich rozmiarów pokoju. Sam wszedł do niego na samym końcu, zaraz za mną. Wszyscy zajęliśmy miejsca, specjalnie przygotowane dla nas. Rozejrzałem się dookoła. Ściana na przeciwko nas była jednym, wielkim oknem. Stał przy niej mężczyzna, który odwrócił się do nas przodem zaraz po tym, jak usłyszał trzask zamykanych drzwi. Uśmiechnął się szeroko i zajął miejsce na obrotowym, skórzanym krześle. Zaczął grzebać coś w komputerze, a po chwili odezwał się swoim radosnym głosem.
      - Mam dla was pewną propozycję, dotyczącą pomocy w zaistnieniu pewnej młodej dziewczynie - przewróciłem oczami, a Zayn, siedzący obok mnie westchnął ciężko. Doskonale go rozumiałem. Miał dość pomagania młodym dziewczynom w zaistnieniu. - To nie tak, jak własnie pomyśleliście - mężczyzna zaśmiał się głośno, wyrzucając ręce w górę, w obronnym geście. Nie musiał tego robić. To raczej my powinniśmy bronić się przed nim każdą częścią naszych ciał. - Chodzi o pisarkę-amatorkę, która tworzy fanfiction z wami w roli głównej. Chcielibyśmy, żebyście przeczytali to opowiadanie. Jeżeli się zgodzicie, to umieścimy odnośnik do niego na waszej stronie internetowej i będziecie musieli kilkukrotnie wrazić swoje zdanie na jego temat, najlepiej na twitterze.
     - A co, jeżeli się nie zgodzimy? - zapytałem od razu. Nie za bardzo podobał mi się ten pomysł. Kiedyś, z ciekawości przeczytałem opowiadanie z tego gatunku na swój własny temat i no cóż... Nie powiem, żebym wymyślony ja jakoś bardzo przypadł sobie do gustu. Chociaż z drugiej strony przynajmniej wiedziałem, jak patrzą na mnie niektóre fanki. Przynajmniej tak mi się wydawało...
     - W takim wypadku zapominamy o całej sprawie. Wolałbym jednak, żeby wasza odpowiedź była pozytywna. Pokazalibyście w ten sposób swoim fankom, że jesteście z nimi całymi sercami, a i może zyskalibyście kilka nowych, których obchodzą takie pierdoły? - drzwi do pomieszczenia po raz kolejny otworzyły się. Młoda blondynka, będąca asystentką szefa, przyniosła pięć teczek, po czym przekazała po jednej każdemu z nas. Obierając od niej swój przydział, nawet na nią nie popatrzyłem, chociaż wiedziałem, że wręcz pożera mnie wzrokiem. Już nie raz miałem z nią do czynienia. Bycie łóżkowym trofeum raczej nie należy do moich najskrytszych marzeń. - Wbrew pozorom, opowiadanie jest bardzo dobre i przyjemnie się je czyta, więc nie powinniście mieć z tym większych problemów. Ten weekend macie wolny, więc na pewno zdołacie wygospodarować odrobinę czasu dla kilku rozdziałów historii.
     - Czy kiedykolwiek widział pan ten tekst na oczy? - zironizował Louis, uśmiechając się jednym kącikiem ust. Mężczyzna natychmiast zaśmiał się głośno, odchylając się nieznacznie na krześle. Po kilku sekundach opamiętał się i wyprostował. Nie zdołał jednak pozbyć się kpiącego uśmiechu z twarzy.
     - Nie, ale ludzie, z którymi rozmawiałem, byli wręcz zachwyceni ta historią - wzruszył obojętnie ramionami, po czym odwrócił twarz w kierunku monitora swojego komputera, na którym zaczął czegoś zawzięcie szukać. Nie minęło pół minuty, kiedy odwrócił go przodem do nas.
          Naszym oczom ukazał się Zayn, otoczony całą masą kolorowych kwiatków, lamp, drzewek, schodów i innych tego typu obrazków. Uśmiechał się szeroko, przyciągając do siebie jakąś dziewczynę, znajdująca się tyłem; wręcz wtulał się w nią. Miał zamknięte oczy. Chociaż była to jedynie grafika komputerowa, przerobiona w photoshopie, wyglądał jakby naprawdę cieszył się, że ma tę dziewczynę przy sobie, jakby był w niej wręcz zakochany. Szef przeciągnął suwakiem w dół strony. Z każdą kolejną sekundką pokazywała nam się inna część, jak się domyśliliśmy, bloga z opowiadaniem o nas. Utrzymany był raczej w różowych odcieniach, więc mogliśmy domyśleć się, że było to coś w rodzaju romansu. Popatrzyłem na bok, kiedy zauważyłem rządek cyferek, a nad nim napis 'wyświetlenia'. Mało nie zakrztusiłem się powietrzem, widząc ich ponad dwa miliony. Nie spodziewałem się, że głupie romansidło może przyciągnąć aż tak wielu czytelników. To my byliśmy powodem tego? A może to ta dziewczyna miała tak duży talent? Zdecydowanie, coraz bardziej chciałem przeczytać tę historię bez względu na to, jak bardzo oklepana miałaby nie być.
          Po przypomnieniu nam, że  poniedziałek mamy stawić się na czas w studiu nagraniowym i krótkim pożegnaniu, opuściliśmy budynek. Wsiedliśmy do samochodu Louisa, który natychmiast ruszył z miejsca, w kierunku swojego mieszkania. W tamtym momencie, alkohol, który przez cały czas chłodził się w lodówce, był nam niezmiernie potrzebny.
          Droga po raz kolejny minęła nam w zupełnej ciszy. Bawiłem się białą teczką, trzymaną na kolanach, przez co zupełnie zniszczyłem jej rogi. Po kryjomu zerknąłem na Zayna, który ze zmarszczonym czołem przeglądał zawartość teczki. Ten blog bardziej dotyczył jego, to on był głównym bohaterem, więc może zostawmy ostateczną decyzję Malikowi. 
          Szybko wysiadłem z auta, kiedy zatrzymaliśmy się na podjeździe i skierowałem się do kuchni. Wyjąłem pięć piw, rzucając je Louisowi, który swoim telefonem ściągał kapsle. Opadłem na kanapę obok Nialla, wyjmując plik kartek. Nie było ich dużo, jednak kiedy spojrzałem na tył, zauważyłem jedenaście rozdziałów. Nie było tak źle.

          " Sznur trzydziestu kobiet i dziewczyn ustawił się na scenie, tępo wpatrując się w siedzących przed nimi Jury. Simon uśmiechnął, próbując dodać nam otuchy, kiedy Nicole powoli wstała i podniosła do ust mikrofon. Zamarłam wsłuchując się w delikatny głos kobiety.
     - Wywołam teraz kilka osób, które przejdą do kolejnego etapu - powiedziała uśmiechając się - Za nim jednak to zrobię, chcę wam pogratulować. Nawet jeżeli wasza przygoda się zakończy w tym miejscu, możecie być z siebie dumni. Zaszliście naprawdę daleko.
          Uśmiechnęłam się delikatnie, nerwowo zaciskając pięści. To była dla mnie ogromna szansa, nie chciałam jej zaprzepaścić. Mimo moich ogromnych chęci nie mogłam nic zrobić. Teraz wszystko zależy od jurorów.
     - Jako pierwsza przechodzi...- zacisnęłam oczy, cicho modląc się pod nosem - Snatana O'Spiers!
          Opuściłam ramiona, głośno klaszcząc, kiedy wywołana dziewczyna wyszła przed szereg i zeszła ze sceny. Była mniej więcej w moim wieku, może odrobinę starsza. Oklaski ucichły, a napięcie można było znowu wyczuć w powietrzu.
     - Kolejną osobą jest... Rachel Berry! - blondynka obok mnie radośnie pisnęła i zbiegła ze sceny. Powoli przesunęłam się na jej miejsce, cierpliwie czekając na kolejne nazwiska. Wywoływane osoby, schodziły ze sceny, aż została nas tylko garstka. Przygryzłam wargę, ignorując metaliczny posmak krwi. Wpatrywałam się w Nicole, która wyraźnie pobladła na twarzy. Nerwowo odchrząknęła zerkając na listę z ostatnim nazwiskiem. Nie chciała być tą, która przekreśliła marzenia kilkunastu osobom. 
     - Ostatnie miejsce zajmie...- przełknęłam ślinę, czując jak moje gardło jest suche na wiór. - Jessica Robinson.
          Zamknęłam oczy, wydychając powietrze i czując jak całe napięcie ze mnie schodzi. Po chwili usłyszałam ciche szlochy i jęki zawodu. Odwróciłam się napięcie i nie zważając na słowa Nicole, zeszłam ze sceny. Zakryłam twarz włosami, nie chcąc, aby kamery nagrały moje łzy zawodu. Po chwili czułam, jak obejmują mnie ramiona Melissy. Nie zważając na otaczające nas kamery, rozpłakałam się. To był koniec."

          Przewróciłem kartkę, wpatrując się w wielkie litery " Chapter I ". Mimo, że przeczytałem dopiero prolog, chciałem wiedzieć więcej. Spojrzałem na chłopaków, którzy wyczekująco patrzyli na mnie i z powątpiewaniem bawili się plikiem kartek. Odetchnąłem cicho, uśmiechając się i wygodnie rozsiadając na kanapie.
     - Co jest? Lepiej zacznijcie czytać, to jest naprawdę super.

*****
Cześć wszystkim! Tutaj Jes z nowym rozdziałem! ;)
Z rzeczy bardziej ważnych to chyba nie mam nic. Od ostatniego rozdziału w sumie nic się nie zmieniło.
Gify i piosenka pojawia się później, ale na pewno będą ;)
Pozdrawiam, 
Evansik xox

8 komentarzy = next!

+ Kto chce być informowany, niech zostawi do siebie kontakt w zakładce ''Informuję''

niedziela, 24 maja 2015

Chapter Five


********

~Danielle~

     Zagryzłam zęby, zamykając oczy i oddychając głęboko.  Powoli odwróciłam się w stronę przyjaciela, dokładnie obserwując jego wyraz twarzy. Nerwowo przeczesałam włosy, zastanawiając się co mam powiedzieć blondynowi. Byłam zła na siebie za to, że nie wyłączyłam laptopa, przez co Niall dowiedział się o mojej tajemnicy.
     Chłopak spojrzał na mnie, momentalnie blednąc. Zdezorientowana patrzyłam na jego rosnące przerażenie, kiedy dokładnie przeskanował moją twarz, rozumiejąc dlaczego tak zareagował. Moja twarz musiała wyglądać o wiele gorzej niż myślałam.
        - Co ci się stało? - wyjąkał powoli podchodząc. Gwałtownie odskoczyłam w tył, machając rękoma, aby nie podchodził. Zatrzymał się kilka kroków ode mnie, ze zrezygnowaniem opuszczając wyciągnięte ręce. Oparłam się o ścianę za mną, powoli normując oddech i drżenie całego ciała. - Danielle, kto ci
to zrobił?
     Pokręciłam głową, powoli zsuwając się na podłogę. Piekące łzy spływały po moich policzkach, drażniąc siniaki i rany. Wszystkie moje starania, aby ukryć przed przyjaciółmi fakt, że moja własna matka mnie bije poszły na marne. Niall na pewno powie o tym reszcie. Nie chciałam być witana współczującymi spojrzeniami i ostrożnymi ruchami, aby przez przypadek nie zrobić mi krzywdy.
     Skuliłam się, mocno obejmując kolana ramionami. Chwilę później poczułam, jak obok mnie siada niepewnie blondyn. Żadne z nas nie odezwało się, a cisza panująca w pokoju, przerywana była tylko moimi szlochami.
        - Danielle.... co się stało?
     Nie odpowiedziałam. Zastanawiałam się jak mogę wybrnąć z tej sytuacji, mimo że nic nie mogłam już zrobić. Odetchnęłam głęboko, podnosząc głowę i opierając ją na ścianę za mną. Zamknęłam oczy, powstrzymując kolejne łzy. Nie mogę płakać z byle powodu.
        - To... moja mama. Nie jest z nią dobrze od kiedy tata nas zostawił. Łatwo się denerwuje, to wszystko -wyjąkałam.
        - I robi z ciebie worek treningowy? - warknął prostując się i gwałtownie wstając z miejsca. Wzdrygnęłam się przestraszona. -  Musisz iść z tym na policję, zgłosić to...
        - Nie, oszalałeś? - krzyknęłam czując jak po plecach przechodzi dreszcz przerażenia - Nie zgadzam się. Policja mi nie uwierzy, jestem jeszcze nieletnia, więc wsadzą mnie do domu dziecka. Nie zgadzam się na to Niall.
     Chłopak spojrzał na mnie z mordem w oczach, za nim zaczął robić kółka na mojej podłodze. To był zły pomysł, aby wpuścić tutaj Nialla. Przecież pogorszy jeszcze sprawę!
        - Dlaczego z góry zakładasz, że policja ci nie uwierzy?
     Prychnęłam, maskujące rozbawienie. Czasami Niall zachowywał się jak idiota.
        - Moja mama jest policjantką, zapomniałeś?
     Podniosłam się z podłogi, podchodząc do laptopa i zamykając go. Nie miałam pojęcia czy mam się cieszyć z tego, że moja sytuacja rodzinna odwróciła myśli blondyna od bloga. Nie chciałam odpowiadać na bezsensowne pytania, jakie mógłby mi zadać.
     Chwyciłam rąbek koszulki, ściągając ją i zakładając górę od piżamy. Nie wstydziłam się przebierać przy chłopaku - był stuprocentowym gejem. Jak mówił: " wolę duże i gorące kutasy niż wasze cycki ".
     Usiadłam obok niego na łóżku splatając nasze dłonie. Zmarszczyłam brwi, zastanawiając się co mogę mu powiedzieć, aby się uspokoił. Abym sama się uspokoiła.
        - To tylko do collegu. Potem wylatuje do Nowego Jorku, a tam mama nie będzie mogła nic mi zrobić. Zostało jeszcze półtora roku i koniec. Wytrzymam, nie martw się - mruknęłam cicho.
        - Boże, ty niczego nie rozumiesz - wyjąkał łapiąc się za włosy. - Jeżeli teraz tak cię urządziła, to z powodzeniem może cię zabić. Musisz coś z tym zrobić!
     Pokręciłam głową opadając plecami na łóżko. Niall zawsze uważał, że jakiekolwiek wykroczenia trzeba natychmiast zgłaszać odpowiednim służbom i to im zostawić całą pracę. Gdyby był na moim miejscu zrobiłby dokładnie to samo co ja: siedział cicho.
        - Nie będę o tym teraz rozmawiać, Niall. Zostaw to, proszę...
     Blondyn nic nie odpowiedział, kładąc się obok mnie i wpatrując się w sufit.
     Zagryzłam wargi zastanawiając się przez chwilę. W szkole miałam gotowy pomysł na nowy odcinek, który chciałam jak najszybciej kontynuować.
     Nie miałam pojęcia jak długo tam leżeliśmy, ocknęłam się dopiero, kiedy usłyszałam trzask zamykanych drzwi od samochodu. Leniwie zsunęłam się z materaca, wyglądając przez okno i natychmiast blednąc.
       - To mama - spanikowałam. Nie wolno mi było nikogo zapraszać do domu, a poza tym, obiad nie był gotowy. Zaczęłam się trząść, czując jak przerażenie obejmuje całe moje ciało. - Musisz stąd iść, nie może cię tutaj zobaczyć....
     Niall szybko podszedł, chwytając mnie za nadgarstki i unieruchamiając. Szeptał słowa, które w jego mniemaniu miały mnie uspokoić, niestety nie udało mu się to. Nasłuchiwałam dźwięku otwieranych drzwi, a kiedy nastąpił, bez słowa wypchnęłam blondyna na balkon.
        - Idź już - zawołałam zamykając drzwi za nim zdążył cokolwiek powiedzieć. Odetchnęłam głęboko odwracając się i schodząc do salonu.

~Liam~

      Opadłem bezwładnie na kanapę w salonie Louisa i zamykając oczy odchyliłem głowę do tyłu. Położyłem dłonie na swoich kolanach. Byłem zmęczony. Niecałą godzinę wcześniej skończyliśmy robić zdjęcia do kolejnego teledysku, przez co chłopaki postanowili jakoś to uczcić. Nie chciałem tego, ale wiedziałem również, że nie powinienem odmawiać. W końcu był to nasz sukces, a ja nie chciałem zawieść swoich przyjaciół.
          Otworzyłem oczy, wyprostowałem się i wymusiłem szeroki uśmiech, kiedy Niall usiadł obok mnie. Odwróciłem się w jego kierunku, mierząc go badawczym spojrzeniem.
          Blondyn w cale nie wyglądał jakby kilka ostatnich godzin spędził na planie zdjęciowym. Na kolanach miał ułożoną paczkę chipsów, które w dość szybkim tempie jadł, co chwilę popijając piwem z butelki, trzymanej przez niego w prawej dłoni. Najprawdopodobniej czując na sobie moje spojrzenie, odwrócił się i wzruszył ramionami.
       - Chcesz? - wskazał palcem na opakowanie, na co od razu pokręciłem przecząco głową. Nie chciałem ani jedzenia, ani tym bardziej alkoholu. Marzyłem jedynie o swoim wygodnym łóżku.
     - Hej, Li! Wyglądasz jakbyś zaraz miał zemdleć! - w drzwiach pomieszczenia pokazał się szeroko uśmiechnięty Louis, a zaraz obok niego Harry, trzymając dwie, przezroczyste butelki, wypełnione żółtym napojem. Przewróciłem oczami. Czasami zastanawiam się, czy z całej naszej grupy tylko ja mam potrzebę odpoczynku.
     - Nie martw się, nie mam tego w planach - rzuciłem, sięgając po pilota. Włączyłem telewizor, mając cichą nadzieje na jakiś mecz, przy którym faktycznie będę mógł się odstresować.
              Tomlinson sięgnął po szklane opakowanie, gotów je otworzyć, ale w ostatnim momencie przeszkodził mu w tym Zayn, wygrywając mu je. Szatan popatrzył na niego z oburzeniem. Parsknąłem cichym śmiechem.
     - Miałem zamiar się tego napić! - syknął oburzony, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Mulat postukał się w czoło palcem u dłoni, w której trzymał telefon. Natychmiast spoważniałem. Wiedziałem już, że mój odpoczynek będzie musiał jeszcze sporo poczekać.
     - Mamy jak najszybciej stawić się w agencji. Mają nam do przekazania jakieś bardzo ważne wieści. Podobno to nie może czekać do jutra - czarnowłosy postawił piwo na szklanym stoliku.
      Niechętnie zebraliśmy się i wyszliśmy przed dom, gdzie stał samochód. Z jednej strony cieszyłem się, że nie będę musiał niczego pić. Naprawdę nie miałem na to ochoty. Z drugiej jednak chciałem się utopić. Nikt przecież nie lubi spotkań z szefostwem.

******
Hejka! Odcinek pisany w połowie przeze mnie a w połowie przez Jesice :)
Od następnego będą już chłopcy, spokojna głowa.
Miłego czytania i zostawcie komentarze!

5 komentarzy = next!

niedziela, 17 maja 2015

Chapter Four


********

          Kiedy następnego dnia rano podniosłam się z łóżka nie marzyłam o niczym innym, jak ponowne zamknięcie oczu już do końca świata. Wiedziałam jednak, że muszę się podnieść i wyrobić na pierwszą lekcję w szkole, bo w innym przypadku mój stan może się jeszcze bardziej pogorszyć. Podniosłam się powoli z posłania, przy okazji wyłączając budzik, który nieustannie dzwonił. Podparłam się o szafkę nocną, stojącą zaraz obok i złapałam oddech, żeby przypadkiem po drodze do łazienki nie stracić równowagi. Mam nadzieję, że ból, spowodowany długim odpoczynkiem moich mięśni za chwilę minie, bo w innym przypadku nie będę w stanie długo wytrzymać na lekcjach.
          Stanęłam ubrana przed lusterkiem i uważnie przyjrzałam się swojemu koszmarnemu odbiciu. Nigdy za często nie malowałam się do szkoły - tylko, kiedy mojej matce puszczały nerwy tak, jak wczorajszej nocy. Nie pamiętam jednak, żeby uszkodziła moje ciała aż tak bardzo. Moi przyjaciele na pewno zauważą, że coś ze mną jest nie tak. Miałam tylko cichą nadzieję, że uda mi się wymyślić jakąś wiarygodną wymówkę.
          Wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi. Wsadziłam klucze do kieszeni i wolnym krokiem udałam się w kierunku przestanku. Miałam jeszcze sporo czasu do autobusu, ale za wszelką cenę chciałam wydostać się ze swojego domu. Matka przecież w każdym momencie mogła wrócić i znaleźć byle jaki pretekst do kolejnego podniesienia na mnie reki. Nienawidziłam jej całym sercem, ale musiałam wytrzymać z nią te kilka lat. Starałam się zdobywać jak najlepsze oceny, aby dostać się do jakiejś dobrej uczelni, kilkaset tysięcy kilometrów od miejsca, w którym jedyną pewną rzeczą jest moja śmierć.
          Droga do mojej szafki dłużyła mi się bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Miałam nieodparte wrażenie, że wszyscy mijani przeze mnie ludzie przyglądali mi się z nieukrywaną ciekawością. Chciałam zatrzymać się i zapytać, o co im do cholery chodzi, ale nie miałam na tyle odwagi. Mogłam się więc jedynie domyślać, że chodzi o makijaż, którego mam nieprzeciętnie dużo. Klęłam na siebie w myślach, że jednak postanowiłam przyjść tamtego dnia do szkoły. Przecież zawsze mogłam podrobić zwolnienie, jak robiłam to niezliczoną ilość razy, zawsze kiedy dostawałam w twarz od mojej kochanej matki. Żałowałam, że i tamtym razem nie postawiłam na takie, idealne wręcz rozwiązanie.
          Stanęłam przed rządkiem metalowych pojemników i otworzyłam drzwiczki do swojego. Zaczęłam przeczesywać wzrokiem wszystkie swoje książki w poszukiwaniu tych od języka angielskiego. Lubiłam ten przedmiot, a nauczycielka, która go nauczała była jedną z najlepszych, na jakie kiedykolwiek mogłam trafić. Żałowałam, że nie była moją wychowawczynią. Na jej lekcjach zawsze byłam najlepsza, dzięki czemu traktowała mnie prawie na równi ze swoimi znajomymi i poprosiła mnie, żebym nie bała się przychodzić do niej z jakimkolwiek problemem. Chciałam, naprawdę chciałam powiedzieć o tym, co robiła mi matka, ale nie byłam w stanie przemóc się i pójść do niej. Zawsze w ostatnim momencie zawracałam i uciekałam, jak ostatni tchórz.
          Usiadłam na parapecie przed salą i wyjęłam telefon w celu sprawdzenia swojego maila. Od wczoraj ani razu nie miałam okazji otworzenia go, przez co mam dośc spore zaległości w czytaniu komentarzy. Uśmiechnęłam się do siebie szeroko, skanując wzrokiem pierwszy z nich. Niektóre naprawdę potrafiły poprawić humor. Przewijałam palcem po ekranie, kiedy zadzwonił dzwonek. Zablokowałam telefon i schowałam go do kieszeni. Weszłam do sali, w której zajęłam swoje stare miejsce. Nauczycielka sprawdzała obecność. Wyciągnęłam zeszyty i ułożyłam je na stoliku. Zaczęłam bawić się swoim długopisem, pustym wzrokiem obserwując kartkę w kratkę. Czekałam na podyktowanie tematu, kiedy nagle w mojej głowie pojawił się pomysł na kolejny rozdział. Sprawdziłam tylko, czy nikt na mnie nie patrzy i natychmiast zaczęłam pisać.

         Zayn leżał na łóżku i wpatrywał się w ekran swojego telefonu, oglądając ostatni występ dziewczyn. Od razu mógł dostrzec, jak wielki talent posiadają. Widać, że w każdą piosenkę wkładały całą swoją pasję. Poruszały się w rytm granej muzyki, bawiły się mimiką twarzy i sprawiały, że każda, znajdująca się na sali osoba tańczyła. Wprowadzały ludzi w radość, smutek i zadumę - potrafiły grać na ludzkich uczuciach, najprawdopodobniej nie zdając sobie z tego żadnej sprawy. Z ciekawości zobaczył jeden wywiad z nimi. Były skromne, wyglądały jakby chciały się wycofać. Pokazywały zupełnie coś innego, niż na scenie. Tam były we własnym świecie, a siedząc przed dziennikarzami musiały zderzyć się z tym prawdziwym.

          - Dlaczego pierwszym, co widzę na twojej kartce jest słowo Zayn? - podskoczyłam, zwracając na siebie uwagę wszystkich, kiedy Niall powiedział ostatnie słowa. Zamknęłam zeszyt, mrożąc go wzrokiem. On miał tego nigdy nie zobaczyć. Tak samo, jak cała reszta tej klasy.
          - Odsuń się ode mnie, albo wbiję ci długopis w oko - mruknęłam, Doskonale wiedział, że nie żartuję, przez co natychmiast się odsunął. Zdążył jednak przyjrzeć się uważnie mojej twarzy z nadmiarem makijażu. Skuliłam się w sobie, spuszczając głowę, żeby włosy mnie zasłoniły. Coraz bardziej zaczynałam żałować, że przyszłam do szkoły.
          Po skończonej lekcji szybkim tempem udałam się w kierunku wyjścia. Chciałam uniknąć rozmowy z przyjacielem. Wiedziałam, że będzie pytał o to, co pisałam. Nie miałam siły wymyślić nawet jednej wymówki. Tym bardziej jakiejś dotyczącej mojego przesadnego makijażu. Rozejrzałam się uważnie, chcąc upewnić się, że nikt mnie nie obserwuje. Szłam w miarę spokojnie, nie chcąc zwracać na siebie uwagi. Tylko tego mi jeszcze brakuje; żeby ktoś podkablował mnie do nauczycieli. Na pewno zadzwoniliby do mojej matki, że poszłam na wagary, a tak wykręcę się, że na pierwszej lekcji nauczycielka przez przypadek wpisała mi obecność i wcisnę wychowawczyni podrobione zwolnienie. Tak, zdecydowanie właśnie tak powinnam zrobić.
          Drogę do domu pokonałam na piechotę. Bałam się, że trafię na starszego mężczyznę, który przecież znał mnie tak dobrze. Wiedziałam, że nie zadałby ani jednego pytania; nie był jednym z tych wścibskich staruszków, którzy muszą wiedzieć wszystko na temat ludzi z miasta. Jednak jego wzrok na pewno towarzyszyłby mi przez cały czas, spędzony w autobusie. Idąc, miałam spuszczoną głowę, nie chcąc pokazywać twarzy. Bałam się spotkać kogoś znajomego, szczególnie kiedy znalazłam się już na mojej dzielnicy.
          Odetchnęłam z ulgą, kiedy tylko znalazłam się w domu. Odłożyłam ostrożnie klucze na szafkę i zdjęłam buty. Chciałam narobić jak najmniej hałasu w razie, gdyby moja matka gdzieś tutaj była. Wiedziałam, że jest wcześnie i byłoby to niemożliwe, ponieważ pracowała, ale głęboko zakorzeniony w moim umyśle strach dawał się we znaki. Weszłam po schodach, a następnie do swojego pokoju, gdzie rzuciłam plecakiem na łóżko. Musiałam w końcu zmyć z siebie cały ten makijaż, ponieważ zaczynałam się pod nim dusić. Nienawidziłam malowania się.
          Drzwi do łazienki zostawiłam otwarte, w końcu byłam zupełnie sama. Wydobyłam z szafki za lusterkiem płatki kosmetyczne wraz z płynem do demakijażu. Delikatny uśmiech pojawił się na mojej twarzy wraz z pierwszym pociągnięciem. Szybko jednak zniknął, kiedy pierwsze siniaki z powrotem ujrzały światło dzienne. Poczułam obrzydzenie. Nie tylko do swojej matki, ale również do siebie. W końcu to ja zostałam oszpecona przez własną rodzicielkę. Czyżbym była aż taką porażką, skoro nawet ona nie potrafi okazać mi chociaż odrobiny miłości? Może ojciec zostawił nas właśnie przeze mnie, a nie przez nią, tak jak argumentował to w sądzie?
          Pisnęłam, słysząc dzwonek, który przeciął ciszę, panującą w budynku. Spanikowana popatrzyłam na swoje odbicie. Może powinnam poczekać z tym makijażem, albo przynajmniej nałożyć teraz szybko podkład? Nie miałam czasu na myślenie, dzwonek coraz częściej dzwonił. Zbierając w sobie całą odwagę, na jaką w tamtym momencie było mnie stać, zeszłam po schodach i spojrzałam przez wizjer.
        - Niall proszę, idź sobie! - krzyknęłam starając się brzmieć jak najnormalniej. Nie chciałam, aby przyjaciel zorientował się, że coś jest nie tak... chociaż chyba było na to już za późno. Zerknęłam w lustro naprzeciw mnie, wzdrygając się na sam swój widok. Jeżeli Niall zobaczy mnie w takim stanie, zejdzie na zawał.
        - Dan, otwieraj te cholerne drzwi. - odpowiedział uderzając ręką w drewno. Podskoczyłam przestraszona na jego nagły ruch. Był wściekły. - Nie odejdę, dopóki nie upewnię się, że wszystko z tobą okej.
       - Wszystko okej możesz iść!
        - Nie wierzę ci! Otwieraj drzwi, Danielle. - zawołał, szarpiąc za klamkę.
      Oparłam się o ścianę za mną, analizując sytuację, w której się znalazłam. Jeżeli nie wpuszczę Nialla, będzie stał pod moim domem, aż mu nie ulegnę, jednak kiedy tylko przekroczy próg mojego domu i zobaczy moją twarz, wpadnie w szał. Westchnęłam ciężko, lekko uderzając tyłem głowy o ścianę. Cholerny Niall...
        - Danielle...!
     Zrezygnowana przekręciłam kluczyk w zamku, szybko idąc do swojego pokoju. Miałam głupią nadzieję na wymyślenie w jaki sposób ukryje swoją twarz przed przyjacielem. Zagryzłam wargi słysząc zbliżające się kroki.
        - Czemu wyszłaś ze szkoły? - zapytał na wstępie. Czułam na plecach jego wzrok. mimo to nie odwróciłam się, ciągle wpatrując się w wiszący obraz. Wzruszyłam ramionami, kątem oka obserwując blondyna. Chłopak rozejrzał się po pokoju, skupiając swój wzrok na otwartym laptopie. Znieruchomiałam, kiedy przypomniałam sobie, że zostawiłam go uruchomiony na wersji roboczej nowego odcinka na bloga. Wciągnęłam powietrze, kiedy blondyn nachylił się, dokładnie skanując otwartą kartę, aby po chwili po woli się wyprostować i spojrzeć na mnie. - Ty prowadzisz bloga o Mii.
~*~
Dwa dni trzy rozdziały. Uwaga ludzie, Jesica Evans pobija własne rekordy!
Co prawda rozdział skończyłam pisać sama, jeszcze zanim Charlie sobie wszystko przypomniała, ale głupio mi było publikować cokolwiek bez jej wcześniejszego przeczytania tego. W sumie to jej blog, a ja miałam tylko pomagać i jak się okazało dopisała jeszcze coś od siebie, więc warto było poczekać, prawda? :)
Swoją drogą... Charlie wróciła! Pewnie już to wiecie, ale wróciła :D
Tyle na dzisiaj.
Pozdrawiam i życzę udanej końcówki niedzieli,
Jesica Evans xx