sobota, 14 marca 2015

Chapter Two

******

    Wskazówki zegara zatrzymały się na białej tarczy, pokazując godzinę czwartą w nocy. Zmęczona przeczesałam dłonią włosy, ciągnąc się za ich końcówki. W mojej głowie była ogromna pustka, a dzisiejszego dnia powinnam opublikować następny odcinek. Nie chciałam zawieść swoich czytelników, spóźniając się o dzień lub dwa z nowym rozdziałem, ale czułam, że to chyba będzie nieuniknione.
     Westchnęłam odsuwając się od komputera i siadając na łóżku. Odcinki pisałam w nocy, chcąc uniknąć wyzwisk ze strony mamy i kolejnych kłopotów. Nie miała pojęcia o tym co robię. Nie wiedziała, że prowadzę bloga, który robił się z dnia na dzień coraz bardziej popularny i przybywało mu czytelników. Ja... sama nie spodziewałam się czegoś takiego, zakładając go.
     Nieraz słyszałam opowieści moich koleżanek, które od kilku lat istnieją w blogosferze. Ich ciągłe narzekania, że strasznie trudno jest przyciągnąć czytelników, a jeżeli w końcu ci się uda musisz stawać na głowie, aby zostali z tobą na dłużej - zawsze mnie odstraszały od założenia własnej podstrony. Wydawało mi się, że będzie to praca na cały etat; całymi dniami musisz myśleć o tym co ma się wydarzyć w następnym odcinku, a kiedy uznasz, że pomysł jest w miarę dobry, trzeba go przelać na wirtualną kartkę papieru.
     Sama korekta, ciągłe poprawianie też daje się we znaki. Czytasz to w kółko i w kółko wyłapując wciąż nowe błędy, albo zdanie, które całkowicie ci się nie podoba i spędzasz kolejne kilka minut na formułowaniu czegoś nowego. W końcu, kiedy uznasz, że możesz pokazać to światu, czytasz ostatni raz i klikasz przycisk ''opublikuj''. Potem... nie ma już odwrotu. Albo ludziom się spodoba... albo nie i wylatujesz z gry.
     Zawsze ten proces lekko mnie przerażał. Siedzenie godzinami przy komputerze, wymyślanie nowych historii... To nie była moja bajka. Obawiałam się, że jeżeli zdecyduje się na ten krok, aby pisać dla innych, nikomu się to nie spodoba, wyśmieją mnie i poczuje się jeszcze gorzej. Jednak teraz jest to moja ucieczka... ucieczka przed teraźniejszością, przed bólem, wstydem i nienawiścią.
     Pisząc, mogę poczuć się innym człowiekiem. Mam wpływ na to co dzieje się z bohaterem, na jego los... Nikt nie może wpłynąć na moją wizję bohatera w danym momencie. Jeżeli będę chciała, aby wyjechał... zrobię to. Ma wylądować w szpitalu? Nic prostszego, wystarczy wpleść w to jakiś wypadek... Ta kontrola nad czyimś życiem zafascynowała mnie do tego stopnia, że zaczęłam się tym bawić. Nie chciałam, aby prowadzenie bloga było dla mnie obowiązkiem, ale zabawą. I jak widać... właśnie mi się to udało.
     Zamknęłam oczy starając się wyobrazić sobie historię, którą opisuję. Zaskoczonych chłopaków z One Direction stojących za kulisami sceny w X-Factor... Muszę się wczuć w uczucia bohaterów, muszę się nimi stać, jeżeli chcę ruszyć dalej.

''- To było genialne!- zaśmiał się szatyn klaszcząc w dłonie. - Kto by przypuszczał, że te dziewczyny będą w stanie tak dobrze wykonać naszą piosenkę!
- Louis... uspokój się już.- mruknął Harry wywracając oczami.- Solidnie się do niej przygotowały. Widzieliście publiczność? Ostatni raz widziałem tak rozszalałych ludzi kiedy...- przerwał szukając odpowiednich słów.
- Kiedy to my byliśmy w X-Factor- dokończył za niego Liam.- Bez urazy Zayn, ale to właśnie one są naszym damskim odpowiednikiem, a nie Little Mix- poklepał przyjaciela po ramieniu w pocieszającym geście.
- Dlaczego mam chować urazę, za te słowa? Przecież nic nie łączy mnie z Little Mix i wszyscy doskonale o tym wiecie...- Mulat zawołał odwracając się i schodząc zza kulis. Doskonale wiedział, że te dziewczyny mają ogromny talent i potencjał. Podejrzewał, że Modest! nie odpuści takich perełek. Przecież one mogą przynieść im miliony!
     Prychnął pod nosem. Modest! Z chęcią spaliłby cały budynek tego przeklętego zarządu. Nie znosił ich za to, że bez pozwolenia rujnują komuś życie i ustawiają po swojemu. Nawet nie warto się buntować, bo potraktują cie jeszcze gorzej.
- Nie zazdroszczę wam dziewczyny- mruknął sięgając po kolejnego już papierosa i zapalając go.- Wchodzicie w pakt z diabłem, z którego nie ma już wyjścia...''

     Otworzyłam gwałtownie oczy uśmiechając się szeroko. Szybko podniosłam się miejsca siadając na krześle i przysuwając do siebie klawiaturę. Moje palce radośnie wystukiwały kolejne litery, nie zatrzymując się nawet na chwilę. Nie zwracałam uwagi na upływający czas, więc gdy skończyłam pisać odcinek, zaskoczona rozejrzałam się dookoła. Pomarańczowe promienie słońca, które wpadały przez okno oświetlały cały pokój.
     Przeczytałam ponownie rozdział, zmieniając niektóre słowa i z uśmiechem na ustach wcisnęłam mały przycisk, który pozwolił innym czytać moją pracę.
     
~*~

        - Wyglądasz jakbyś nie spała całą noc!- Niall uważnie zmierzył mnie wzrokiem, kręcąc głową. - Coś ty robiła?
 No nie wiem... może pisałam nowy odcinek na blog, który jest całym waszym pieprzonym życiem?
        - Nie wyspałam się - mruknęłam siadając na swoje miejsce i kładąc głowę na ławce - Jak było wczoraj?- zapytałam przypominając sobie o grupowym wypadzie do klubu od którego cudem udało mi się wymigać.
        - Monica przylizała się z jakimś gościem w łazience...
     Zaskoczona uniosłam głowę, powątpiewająco wpatrując się w przyjaciela. Czy blondynka wczoraj nie zarzekała się, że nie da się nikomu nigdzie zaciągnąć?
    Chłopak wzruszył ramionami na moje nieme pytanie. Chwilę później wyciągnął telefon, a przed moją twarzą pojawiła się fotografia tańczącej Monici. Jęknęłam cicho opadając na ławkę, wywołując tym samym chichot u mojego przyjaciela.
 Boże... dlaczego muszę być skazana na takiego idiotę?

******
Niall - przyjaciel Dan nie jest TYM Niallem Horanem :o
I tak czytałam TOTGA.
Kolejny odcinek jest już ciekawszy :)

5 komentarzy = next!

poniedziałek, 2 marca 2015

Chapter One

********

  Szybko przełknęłam ostatni kęs kanapki, chwytając w biegu klucze i wybiegając przed dom. Rozejrzałam się dookoła, a kiedy na ulicy nie pojawiło się żadne auto, szybkim krokiem przecięłam całą jej długość, w ostatnim momencie wchodząc do szkolnego autobusu. Nieśmiało uśmiechnęłam się do kierowcy, po czym ze spuszczona głową przemaszerowałam do najbliższego wolnego miejsca.
     Plecak wylądował koło moich stóp, przez co mogłam odetchnąć chwilową wolnością od noszenia ciężaru książek do szkoły. Rozsiadłam się wygodnie na twardym krzesełku, wyciągając z kieszeni płaszcza telefon i dotykając jednej z ikonek znajdujących się na ekranie pulpitu. Po chwili, wyświetliła się jedna z wiadomości od mojej przyjaciółki.
''Dodała nowy odcinek!''
     Skrzywiłam się widząc odnośnik do bloga, którym dziewczyna - jak cała nasza szkoła - była zafascynowana do granic możliwości. Prawie codziennie musiałam wysłuchiwać narzekań blondynki, kiedy główni bohaterowie nie postąpili tak jak podejrzewała. O ile na początku, traktowałam to z przymrużeniem oka, o tyle teraz miałam tego powyżej dziurek w nosie. Ileż można wysłuchiwać ciągle tych samych słów i śmiesznych obaw? Nie mówiąc już o domysłach, kim może być autorka tego bloga. Na moje szczęście, nikt nie podejrzewa…  że jest całkiem blisko.
     Schowałam telefon do kieszeni, uprzednio sprawdzając, czy z niej nie wypadnie. Nie chciałam stracić prezentu od taty, już pierwszego dnia po jego otrzymaniu, wziąwszy pod uwagę fakt, że jakikolwiek kontakt z nim miałam niestety ograniczony.
     Autobus mocno zahamował, skutecznie informując pasażerów o dotarciu do celu. Niechętnie podniosłam się, opuszczając żółty pojazd i z wzrokiem wbitym w ziemię, skierowałam się w stronę wejścia szkoły.
        - Danielle!- powoli uniosłam głowę, wpatrując się w biegnącą w moim kierunku przyjaciółkę. Jedną ręką trzymała zsuwającą się z jej ramienia torbę, a drugą wymachiwała telefonem. Jęknęłam cicho, wiedząc co za chwilę nastąpi – Widziałaś?! DaniX dodała wczoraj nowy odcinek, a ja go przegapiłam!- tupnęła nogą, przez co kilka zaciekawionych uczniów naszej szkoły, zaczęło uważnie się nam przypatrywać  - Zasnęłam koło północy, a ona akurat wtedy musiała opublikować odcinek. Tak bardzo chciałam skomentować to jako pierwsza…
    Pokręciłam głową, chwytając łokieć blondynki i znikając za drzwiami szkoły. Co chwilę dobiegały do mnie strzępki rozmów i urywki cytowanych fragmentów opowiadania DaniX. Zacisnęłam mocniej dłoń na ciele przyjaciółki, próbując za wszelką cenę nie wybuchnąć. To ciągle było dla mnie dziwne uczucie - słuchać jak ktoś opowiada o twoim blogu, nie mając pojęcia, że jego twórca jest tuż obok.
        - Z resztą nieważne. Naprawdę mam nadzieję, że Zayn i Mia będą ze sobą. Oni są tacy idealni razem...- wyjąkała moja przyjaciółka zaciągając mnie w stronę klasy biologicznej. Uśmiechnęłam się niemrawo, zajmując swoje stałe miejsce obok okna i wyciągając potrzebny zeszyt przy akompaniamencie monologu Monici.
     Chwilę później drzwi do klasy otworzyły się, a w progu stanął Niall - wysoki i dobrze umięśniony brunet, który nigdy nie rozstawał się ze swoimi snapback'ami i ray banami. Zmierzył mnie uroczym spojrzeniem, a potem wesoło pogwizdując, zbliżył się.
        - Cześć zdziry! - wydarł się do ucha blondynki, na co ta pisnęła głośno, odskakując. Zaśmiałam się, przez co wzrok chłopaka spoczął na mojej osobie - Moja love, jak mi cię brakowało przez ten czas! Kiedy ostatnio cię widziałem, co?
        - Dwa dni temu - wymruczałam w klatkę piersiową chłopaka, do której chwile później zostałam przyciśnięta.
        - O dwa dni za dużo...
      Monica wydała z siebie odgłos przypominający wymioty, dlatego oderwaliśmy się od siebie, karcąco patrząc na dziewczynę. Ta wzruszyła ramionami i wróciła do przeglądania swojej komórki. Wywróciłam oczami na jej zachowanie, dokładnie przypatrując się Niallowi. Oprócz czarnych, luźnych w kroku spodni i białej lnianej koszulce, miał jeszcze skórzaną czarną kurtkę, która wylądowała na jego ławce. Powstrzymałam cichy jęk zadowolenia, kiedy bez problemu mogłam obserwować tatuaże i kolczyki znajdujące się na jego ciele. Niall zdecydowanie zgrywał bad boya, jednak kiedy tylko spędziło się z nim trochę czasu, stawał się dosłownie jak małe dziecko.
        - Ni!- wzdrygnęłam się, kiedy po pomieszczeniu rozległ się głośny krzyk Jake'a. Zmrużyłam oczy, widząc chłopaka mojego przyjaciela, przyssanego do ust bruneta. - Jak tam po wczorajszym? - sugestywnie poruszył brwiami, wywołując tym samym jęki niezadowolenia u mnie i Monici.
        - Błagam, nie mówcie mi, że znowu się pieprzyliście - jęknęłam zasłaniając oczy, a po chwili usłyszałam gwałtowny wybuch śmiechu - Idioci.
     Odwróciłam się w stronę tablicy, obserwując siadających uczniów, a po chwili nauczycielkę - panią Branson. Lubiłam biologię, była jednym z nielicznych przedmiotów, które wchodziły z łatwością do mojej głowy.

~*~

        - Czytaliście najnowszy odcinek?- zagryzłam wargę, kiedy Sophia - jak w każdy poniedziałek - rzuciła to samo pytanie.
        - Kto nie widział? - powiedział Niall gryząc winogrona i rzucając jej kiść w stronę Jake'a. Wywróciłam oczami śmiejąc się z ich poważnych min, które robili za każdym razem, kiedy jeden z nich nie złapał gałązki.
       - Nie mam pojęcia co widzicie w tym blogu - mruknęłam wbijając swój widelec w porcję makaronu -Blog jak blog - zwykła historia.
     Jak na zawołanie wszyscy przy stoliku zamarli, wpatrując się we mnie z niedowierzaniem i szokiem wymalowanym na twarzy. Wzruszyłam ramionami, zanurzając widelec z makaronem w swoich ustach i czekając na pierwsze słowa jakie padną.
     Trzy, dwa, jeden...
        - Żartujesz sobie?- Monica żachnęła się odsuwając od siebie dopiero co zaczętą kanapkę z tuńczykiem. Ta dziewczyna naprawdę kocha tuńczyka - Jak możesz...czy ty kiedykolwiek czytałaś jakiś odcinek?
     Ha! Ja je piszę kochana, więc chcąc nie chcąc jestem na bieżąco.
     Skinęłam głową odkładając widelec, nagle tracąc apetyt.
        - To jest najlepsze fanfiction jakie kiedykolwiek czytałam! - zawołała zwracając tym samym uwagę kilku osób - Zayn i Mia... Boże, przecież ich historia to bajka! I nie mówię tego dlatego, że jej bohaterem jest Zayn Malik - jaaaaasne. Przyznaj się, kochasz Malika! - DaniX kimkolwiek jest, ma niebywały talent. Jej opowiadanie tłumaczone jest na kilkanaście języków! Nie mów mi, że nie czytasz tego bloga...
        - Właściwie to lecę z oryginałem - mruknęłam zanim zdążyłam się porządnie zastanowić. Kolejny raz przy naszym stoliku zapanowała cisza, podczas której przeklinałam się w myślach za swoja głupotę,
     Jednym z powodów, dla których nie muszę się obawiać, że ktoś wpadnie na mój trop, jest fakt, że blog prowadzony jest w języku polskim. Tłumaczenie na język angielski jest o kilka rozdziałów do tyłu, co jest katorgą dla wszystkich anglojęzycznych czytelników nie znających polskiego. Na szczęście - lub nie - ja nie miałam z tym problemów ze względu na to, że mieszkałam i wychowałam się w Polsce. Moi rodzice rozwiedli się, kiedy miałam czternaście lat, i od tego czasu mieszkam z mamą w Los Angeles, gdzie znalazła pracę jako menadżer jednej z firm. Z tatą ciągle utrzymuję kontakt - oczywiście w sekrecie przed mamą, która dostaje szału za każdym razem, kiedy widzi jego próby skontaktowania się ze mną.
     Zagryzłam zęby, przyciskając palce do świeżej rany, powstałej zeszłej nocy na mojej nodze. Odkąd zamieszkałyśmy w Stanach, niemal codziennie obrywam od mamy, za... tak naprawdę wszystko. Nikt z moich przyjaciół nie wie, co się tak dokładnie dzieje w moim domu, bo przed każdym wyjściem nakładam tonę pudru na twarz, dzięki czemu nie widać moich siniaków. Nie miałam ochoty, odpowiadać im na pytania na ten temat.
        - O MÓJ PIEPRZONY BOŻE! - Sophia wydarła się, niemal strącając swoimi gwałtownymi ruchami butelki z wodą - Błagam powiedz mi, że Zayn i Mia będą się pieprzyć... przecież oni musza to zrobić!
     Cholera, nie.
       - Zwariowałaś? - burknęłam w odwiedzi - Musicie poczekać na tłumaczenie, nie będę wam dawać spoilerów.
     A na wątek erotyczny z Zaynem i Mią, będą musieli poczekać. Wobec nich mam inne plany.

~*~

     Po cichu wsunęłam się do domu, zamykając za sobą drzwi i starając się nie narobić hałasu. Doskonale wiedziałam, że mama jest już w domu, a ja bałam się tego za co tym razem mnie uderzy. Wczoraj oberwałam za to, że obiad nie był gotowy na taką godzinę na ja miał być. Spóźniłam się dziesięć minut.
     Tęskniłam za tatą. Gdyby moi rodzice nie postanowili się rozwieść, teraz moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Na pewno nie miałabym tyle siniaków, mama nie podniosłaby na mnie nigdy ręki... a ja pewnie nigdy nie założyłabym bloga.
     Opowiadanie o One Direction miało być moja odskocznią od prawdziwego życia. Chciałam w jakiś sposób kontrolować coś, mieć na coś wpływ, skoro nie mogłam sprawować kontroli nad własnym życiem. Nie sądziłam, że moja historia odniesie taki niebywały sukces - cały czas zastanawiam się, co takiego przyciągnęło tyle czytelników.
     Wsunęłam się do pokoju, odpalając ruter z wifi, a dosłownie kilka sekund później mój telefon wydał z siebie radosny sygnał powiadomienia. Uśmiechnęłam się, wyciągając go i obserwując jak ekranik co chwile się zaświeca, sygnalizując kolejne powiadomienie.
- Danielle! - znieruchomiałam z telefonem w ręku i głośno przełknęłam ślinę. Jednym kliknięciem wyciszyłam telefon i schowałam go pod poduszkę, słysząc coraz głośniejsze kroki na schodach.
     Błagam, nie....
     Drzwi z głośnym hukiem uderzyły o ścianę, a ja stanęłam oko w oko z wściekłą mamą, trzymająca w dłoni list. Zaadresowany do mnie. Z banku, gdzie tata przelewał mi pieniądze na moją przyszłość.
      Kurwa, mam przejebane...


********
Chłopaki z 1D niedługo się pojawią! Przepraszam za ten poślizg, staram się wszystko ogarnąć ;)
Przepraszam za błędy!
P.S. Kto chce być informowany o nowych odcinkach niech zostawi na siebie namiary w zakładce ''informowani''

poniedziałek, 16 lutego 2015

Prologue.


     Krzyki fanów i oślepiające lampy aparatów, towarzyszyły mi przy każdym kolejnym kroku. Obróciłam się w stronę reporterów, posyłając im wyćwiczony uśmiech i nieruchomiejąc na kilka sekund, aby po chwili ponownie ruszyć w kierunku głównych drzwi.
        -Pani Payne, jak się Pani czuje z myślą, że Pani powieść spodobała się tylu osobom?- krzyknęła jedna z reporterek, chcąc zwrócić na siebie moją uwagę. Zgrabnym ruchem wyminęłam kobietę, udając, że w hałasie jaki panował na około, nie usłyszałam zadanego mi pytania.
     Długa, czerwona suknia, radośnie powiewała za mną, kiedy z wysoko uniesiona głową wchodziłam po schodach, wprost do wielkiej, uroczyście przystrojonej sali kinowej. Uśmiechnęłam się pod nosem, kiedy na ekranie zauważyłam okładkę mojej książki, na podstawie której, został nakręcony film, a uroczysta premiera zgromadziła same wielkie gwiazdy show-biznesu.
        - Podekscytowana?-odwróciłam się w stronę wysokiego i dobrze zbudowanego mężczyzny trzymającego lampkę wina w ręce. Zagryzłam wargę, kiedy uważnym spojrzeniem zlustrował mnie z góry do dołu, subtelnie oblizując wargi- Wyglądasz przepięknie Dan...
       - Ty również.- powiedziałam, podchodząc do niego i składając delikatny pocałunek na jego ustach.- Kocham cię, Liam.

~*~
A więc tak. 
Tak jak mówiłam, usunęłam wszystkie poprzednie odcinki i zastępuje je nowymi. Tym razem, ta historia będzie przebiegać tak jak powinna. Odcinki dodawane będą w weekend.

piątek, 26 grudnia 2014

''Merry Christmas'' || One Shot Liam Payne

''Merry Christmas''

     Mocniej objęłam kubek z ciepłą czekoladą i ponownie wbiłam wzrok w krajobraz przede mną. Latarnie uliczne oświetlały drogę, którą nie przejeżdżały żadne auta, a ludzie nie przechadzali się chodnikiem razem ze swoja drugą połówką. Jedynym dowodem na to, że czas nie zatrzymał się w miejscu, były wirujące płatki śniegu, które przyczepiały się do szyb i framug okien.Westchnęłam podciągając kolana pod brodę, kurczowo chwytając ciepłe naczynie, które oprócz rozpalonego ognia w kominku - dawało jedyne źródło ciepła.
     Dzisiaj była Wigilia. Dzień w którym rodziny zasiadały razem przy stole, jadły wspaniałe potrawy, wymieniali się życzeniami i prezentami… w tym dniu nikt nie mógł być samotny, a jednak… tak było.
     Zrzuciłam z ramion puchaty koc, idąc w kierunku włączonego laptopa, gdzie radośnie migotała koperta, symbolizująca nową wiadomość. Opadłam na obrotowe krzesło, kładąc kubek z napojem obok komputera, a następnie klikając na migoczącą ikonkę. Kolorowy ekran zabłysł, a po chwili przed sobą miałam treść maila od swojego szefa. Wywróciłam oczami, chwytając do ręki kubek i zanurzając w ciepłym płynie usta, uważnie skanowałam treść wiadomości.

”Danielle!
Twoja rozprawa, która miała się odbyć w następny poniedziałek w Sądzie Rejonowym, została przesunięta na termin 24.01.15r. Oskarżony wniósł wniosek o odroczenie sprawy, z powodu przygotowań do pogrzebu jego brata. Sąd zgodził się uprzednio zaznaczając, że jest to ostateczny termin, którego nie można już zmienić.
Wesołych świąt!
Chris’’


     Zrezygnowana zamknęłam klapę laptopa, przeczesując ręką włosy. To nie pierwszy raz, kiedy przesunięto moja rozprawę, jednak jeszcze nigdy nie była ona odroczona w tak dalekim terminie. Zamknęłam oczy odsuwając się od stolika i ponownie skupiając swój wzrok na szybie.
     Nie chciałam być sama, szczególnie w takim dniu, jednak, nie miałam wyboru. Moja rodzina odwróciła się ode mnie, kiedy dowiedzieli się, że miałam chłopaka, który nie był ani prawnikiem, lekarzem czy policjantem. Po prostu spakowali moje rzeczy i kazali się wynosić.

*Retrospekcja*

     Załzawionymi oczami wpatrywałam się swoich rodziców, którzy znosili torby wypchane moimi rzeczami i rzucali je prosto pod moje stopy.
        - To już wszystko- powiedział tata, rzucając ostatnią torbę, a następnie otwierając drzwi wejściowe- Możesz nas opuścić.
        - A-ale… T-tato…- wyjąkałam, zaszokowana patrząc na to jak po kolei wyrzuca moje rzeczy na dwór.- Przecież…
        - Przez całe życie mówiliśmy ci, jakiego kandydata szukać…- warknął nie patrząc na mnie- przez całe życie mówiliśmy, żebyś dobrze się uczyła, abyś miała dobrą przyszłość, a ty… nagle postanowiłaś to wszystko… rzucić, bo jakaś gwiazdka zawróciła ci w głowie?!- krzyknął podchodząc do mnie. – Gdzie on teraz jest?! Pewnie zabawia się z jakąś kolejną dziwką, taką jak ty i ma cię w dupie! Nie miał nawet odwagi tutaj z tobą przyjechać!- chwycił mnie za ramię i wyprowadził zza próg domu.- Zrobi ci bachora i tyle go zobaczysz! Będziesz jedną z tych dziwek na rogu ulicy, łapiąc okazję, żeby coś zarobić, bo on nie da ci nawet złamanego grosza…
        - Liam taki nie jest!- krzyknęłam zalewając się łzami. – On mnie kocha!
        - Nie każdy kto mówi ‘’kocham cię’’ czuje to naprawdę, dziecko- sapnął odpychając mnie od siebie jak zarazę.- Nie chcę cię tutaj więcej widzieć! Idź do niego, zobaczymy czy ci pomoże, czy nie wypnie się i powie ‘’spierdalaj’’. Nawet ja nie chciałbym wziąć takiej dziwki pod swój dach, jak ty!
     Zachłysnęłam się powietrzem, kiedy sens słów wypowiedzianych przez ojca doszedł do mojego mózgu. Chwile potem usłyszałam trzask zamykanych drzwi, przez co zachwiałam się, o mało nie upadając na ziemię.
        - Dani…- czyjeś mocne dłonie przytrzymały mnie przed upadkiem i przycisnęły do swojej piersi.- Kochanie proszę, nie płacz…
        - Liam…- szepnęłam, kurczowo trzymając koszulkę chłopaka i chowając w niej swoją zapłakaną twarz. – Proszę, zabierz mnie stąd.’’

*Koniec retrospekcji*

     Zamaszystym ruchem starłam z policzka spływające łzy i nerwowo odetchnęłam. Po tym jak ojciec nazwał mnie dziwką, zatrzaskując mi przed nosem drzwi – nie widziałam jego, ani mamy już nigdy więcej. Tamtego dnia, kazałam Liamowi zostać w samochodzie z chłopakami. Chciałam najpierw przygotować na to wszystko rodziców, ale… nie przewidziałam tego co się potem stało. Payne spełnił moją prośbę – zabrał mnie do siebie, gdzie nie odstępował mnie na krok. Bał się, że go zostawię, że wykrzyczę mu prosto w twarz, że to jego wina, że przez niego rodzice się mnie wyrzekli.
        - Kochany idiota- mruknęłam do siebie przenosząc wzrok na nasze wspólne zdjęcie oprawione w ramkę i stojące na kominku. Zrobione zostało przez Zayn'a, podczas dwudziestych pierwszych urodzin Liam'a…

*Retrospekcja*

     Ostatni raz przejrzałam się w lustrze, poprawiając wgniecenia na sukience i przeczesując rękoma włosy. Ten dzień musiał być idealny. Wszystko musiało być idealnie zaplanowane.
        - Dan, Harry za chwilę będzie tutaj z…- do pokoju weszła Perrie ubrana w kremową zwiewną sukienkę. Zatrzymała się na środku pokoju, szeroko otwierając oczy i lustrując mnie uważnie spojrzeniem.- Jezu, Dan.- wyjąkała.
        - Jest źle?-zaniepokoiłam się okręcając się szybko dookoła i zezując w lustro. Według mnie było okej.
        - Wręcz przeciwnie…- uśmiechnęła się podchodząc i delikatnie dotykając moich prostych włosów.- Liam padnie jak cię zobaczy. Prawdopodobnie cała męska publiczność również.
        -Daj spokój.- zaśmiałam się zażenowana na komplement przyjaciółki.- Mówiłaś, że Harry zaraz tu będzie?
     Blondynka energicznie potrząsnęła głową, wprawiając w ruch swoje różowo-blond włosy. Westchnęłam rozglądając się dookoła i chwytając srebrną spinkę do włosów, którą dostałam od Liam'a. Była to jego pamiątka po babci, miał ją podarować dziewczynie, która będzie dla niego najważniejsza na świecie, jego wybranką na całe życie.
        - Czy to jest broszka jego babci?
        - Tak, dokładnie ta sama- zaśmiałam się, wplatając ją we włosy i ostatni raz spoglądając na siebie. Błękitna sukienka bez ramiączek opinała moje ciało, idealnie je eksponując. Zwężała się przy piersiach, a następnie pięknie rozchodziła, aż do kolan. Na nogach, ubrane miałam białe szpilki, które radośnie kontrastowały z białymi żabkami wpiętymi we włosy oraz srebrną broszką.- Możemy iść.
        - Czekaj!- dziewczyna machnęła ręką zatrzymując mnie. Spojrzałam na nią zaskoczona.- Załóżmy się. Kiedy zejdziesz po schodach, każdy facet będzie się na ciebie patrzył!- wyszczerzyła się wyciągając w moją stronę swoją drobną dłoń.
        -Nawet Zayn?- rozbawiona uniosłam jedną brew do góry.
        - Nawet Zayn- powtórzyła.- Ośmielę się nawet powiedzieć, że jeżeli będzie coś pił… zachłyśnie się albo wypluje to co będzie miał w ustach z powrotem do szklanki. Wygrana wymyśla zadanie dla przegranej.
     Zaśmiałam się próbując wyobrazić sobie przyjaciela w danej sytuacji, jednak moja wyobraźnia nie była aż tak dobra. Wywróciłam oczami ściskając rękę dziewczyny na co zapiszczała radośnie. Po chwili wybiegła z pokoju, a ja nieśmiało skierowałam się za nią.
     Powoli schodziłam po schodach, czując na sobie spojrzenia wszystkich obecnych; zazdrosne kobiet i pełne podziwu mężczyzn. Stanęłam na ostatnim schodku i nieśmiało uniosłam wzrok, spoglądając na stojącą przede mną Perrie. Klepnęła w ramię swojego chłopaka, który stał odwrócony do mnie tyłem i rozmawiał z Louisem. Zayn powoli spojrzał na swoją narzeczoną unosząc do ust szklaneczkę z napojem, a potem podążył za jej wzrokiem, wprost na mnie.
     Jego oczy otworzyły się szeroko, momentalnie odstawiając kryształ na półkę i zanosząc się kaszlem. Blondynka triumfalnie uśmiechnęła się do mnie, klepiąc Mulata w plecy.

~*~

        - Powinienem cię stąd zabrać- usłyszałam szept za swoimi plecami. Odwróciłam się, przegryzając wargę i uważnie patrząc na wysokiego chłopaka.
        - Dlaczego?
        - Ponieważ, każdy tutaj rozbiera cię wzrokiem, a to mogę robić tylko ja- powiedział przygryzając płatek mojego ucha, wywołując tym samym przyjemne dreszcze na moim ciele. Zamknęłam oczy, pozwalając poddać się przyjemności, którą sprawiał mi nawet najmniejszy ruch Liam’a.
        - Zakochańce!- krzyk Zayn’a zmusił mnie do otworzenia oczu i zgromienia spojrzeniem przyjaciela.- Zaraz stąd idę, tylko pozwolicie…- wskazał na aparat, a po chwili błysnęła lampa.- Już mnie nie ma!- zawołał odchodząc.
     Zmarszczyłam brwi spoglądając na również zaskoczonego Liam’a. ‘’

*Koniec retrospekcji*

     Westchnęłam biorąc do ręki kubek z zimną już czekoladą i kierując się do kuchni. Dzięki pomocy Liam’a, udało mi się skończyć studia prawnicze i znaleźć pracę w najlepszej kancelarii adwokackiej w całym Londynie, przez co mogliśmy pozwolić sobie na luksusy. Oczywiście Liam, jako członek One Direction, na swoim koncie miał sporo zer, jednak źle się czułam z tym, kiedy musiał wydawać na mnie pieniądze, dlatego, kiedy dostałam pierwszy zastrzyk gotówki- postanowiliśmy, że razem kupimy dom i go umeblujemy.
     Oparłam czoło o półkę przede mną, marząc tylko o jednym. Aby Liam tutaj był. Zacisnęłam dłonie w pięści, próbując wyobrazić sobie, jak szatyn* stoi obok mnie i radośnie się uśmiecha. Niestety, nic z tego.
     Otwarłam oczy, kiedy po mieszkaniu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Zrezygnowana powoli skierowałam się w stronę wejścia i pociągnęłam za klamkę. Drewno uchyliło się, a ja mogłam zobaczyć radosną twarz Perrie, ściskającą wielki talerz z jedzeniem.
        - Perrie? Zayn?- rzuciłam, kiedy obok blondynki wyłonił się czarnowłosy trzymając w dłoni kilka zapakowanych przedmiotów.- Co wy tu robicie?
        - Dzisiaj Wigilia!- zawołała dziewczyna, przekraczając próg mieszkania. Zmarszczyłam brwi, kiedy zaraz za Zaynem pojawił się Harry, Louis, Niall, Eleanor i… Liam.
        -Myślałaś, że pozwolę ci samotnie spędzać święta?- powiedział, kiedy zauważył, że się mu przypatruję. Uśmiechnął się, szeroko rozkładając ramiona.
        - Liam!- pisnęłam wymijając wchodzącego Louis’a, który usilnie starał się złapać dłoń Harry’ego i wpadłam w ramiona chłopaka - Przecież miałeś być u swoich rodziców.- powiedziałam oplątując jego pas swoimi nogami.
        - I zostawić moja księżniczkę samą na święta?- zaśmiał się, składając pocałunek na moim czole.- Nigdy. Poradzą sobie beze mnie, będą przecież moje siostry… a ja mam tutaj swoją rodzinę- szepnął wskazując głową na przygotowujących stół wigilijny w salonie chłopaków, i dziewczyny zajmujące się rozpakowywaniem potraw oraz układaniem prezentów pod choinką.- A jej najważniejszy członek jest w moich ramionach- dodał ścierając z mojego policzka łzę szczęścia.- Merry Christmas, skarbie.

*******
*- zagadka... jaki kolor włosów ma Liam? ;O
Prezent od mikołaja :D Santa Claus mnie nie zawiódł, jak Wam się podoba?
Ciekawych zapraszam również tutaj: One Shot || Louis Tomlinson
Trochę mniej wyszedł niż ten tutaj. Shot o Liamie jednak jest moim faworytem :)

środa, 24 grudnia 2014

Wesołych świąt! || Urodziny Lou

Udało mi się znaleźć chwilkę, którą poświęcam na napisanie dla Was życzeń.
Miałam pomysł, aby wkleić jakiś oklepany wierszyk z internetu, ale skoro święta są tylko raz w roku, wypada to jakoś odpowiednio uczcić.

Życzę Wam wszystkim pogodnych, rodzinnych i wesołych świąt Bożego Narodzenia, wspaniałej Wigilii, mnóstwa prezentów, niezapomnianych wspomnień oraz udanego i bardzo zakrapianego sylwestra. Życzę Wam, aby nadchodzący rok 2015 był lepszy od tego, abyście spełnili swoje marzenia i postanowienia, oraz abyśmy spotkali się w takim samym gronie za rok ( może już na innym blogu, ale to tak mimochodem) i oczywiście: doczekali się koncertu One Direction w Polsce!
Bloggerom życzę mnóstwa pomysłów na nowe historie oraz na blogi, które prowadzą, a czytelnikom życzę wytrwałości oraz cierpliwości w czekaniu na nowy odcinek ;)

Merry Christmas!

Jak to bywa w Wigilię, pod choinkę kładzie się prezenty. Ja również chciałbym coś Wam dać, jednak... Santa Claus poinformował mnie, że wykonanie tego prezentu nie jest dla niego takie łatwe, dlatego przywiezie go z lekkim opóźnieniem ;) 
Co to takiego? Będziecie musieli zapytać się samego świętego, kiedy tutaj przyjedzie ;)



Dzisiaj oprócz zasiadania do wigilijnego stołu, świętujemy coś jeszcze. Dokładnie 23lata temu na świat przyszedł nasz kochany Louis. Szczerze, nie mogę ciągle wyjść z podziwu, że nasz kochany aniołek ma już 23 lata! I tak, brzmię tutaj jak zakochana po uszy w swoim idolu dziewczynka :)

Lou i tak nie zobaczy tych życzeń, jednak mimo wszystko- wypada je złożyć!

Życzę naszemu kochanemu Louisowi, aby nadal był tak samo uśmiechnięty, tak samo wesoły i tak samo rozbawiał wszystkich do łez, jak teraz. Aby miał mniej chwil, gdzie czuje się ''do niczego'', radośniej patrzył na świat oraz aby był dumny z tego co robi i najważniejsze: z tego kim jest. 
Życzę Ci, Lou, abyś nadal robił to co kochasz: śpiewał razem z chłopakami, grał w piłkę w Doncaster, abyś... był po porostu szczęśliwy. Życzę Ci, abyś zaakceptował fakt, że masz niesamowity głos, i przestał się przejmować złymi opiniami na swój temat- pamiętaj, że zawsze będziemy jeszcze my, a Directioners tak łatwo nie popuszczają ;)
Teraz zapewne spędzasz czas z rodziną i przyjaciółmi, jednak mam w sercu cichą nadzieję, że wiesz jak bardzo jesteś ważny dla nas wszystkich - dla  Directioners - i jesteś z nas dumny. Chyba  doskonale zdajesz sobie sprawę z tego ile osób złożyło Ci życzenia? ;)
Przede wszystkim, życzę Ci zdrowia, szczęścia, uśmiechu i dużo miłości, spełnienia marzeń,wielkiej dziury w pamięci i abyś nigdy nie żałował ani jednej chwili, którą przeżyłeś w swoim życiu.

Happy Birthday Lou!






______________________________________

Zapraszam na odcinek VII KLIK 
oraz informuję że blog BLMFOYS (jaki skrót o.o) 
obchodzi swoje pierwsze święta! Yeaaaah!

Merry Christmas

czwartek, 19 czerwca 2014

Zwiastun!

BUUUM
Przybywam do Was z zwiastunem opowiadania.
A OTO I ON!




Za jego wykonanie dziękuję Rosie z Dolina Zwiastunów.